Rozdział 26: Kuro - Wyprawa

Autor: Adirox Korekta: Tsuniasty

- Wybacz, ale jeśli dobrze pamię…

- Tak, tak ty jedziesz ze mną, tylko nie spadnij. - odpowiedziała mi obojętnie, po czym wsiadła na swój motor, a ja za nią.

Będąc szczerym to skoro oznajmiła nam, iż teraz mamy pełny skład to czy mam rozumieć, że ta trójka facetów będzie już zawsze jeździć ze mną na wyprawy?

Jeśli tak to w tej chwili straciłem w ich oczach i będę musiał się modlić o swoje bezpieczeństwo.

Ku mojemu zdziwieniu jechaliśmy z przystępną prędkością, a gdy tylko dotarliśmy do obszaru pełnego zombie, zatrzymaliśmy się.

- Na początek nauczę was niedorozwoje jak postępować z zombie.

To co właśnie powiedziała sprawiło, iż po części zacząłem zastanawiać się czy, aby na pewno ta trójka jest esperami, czy może po prostu będzie robić na nasze tarcze?

Kamiko wystawiła się przed biegnącego w naszą stronę zombie.

Nie rozumiem jak ona w ogóle może spokojnie stać, gdy jest atakowana, jednak w momencie gdy zombie znalazł się w odległości niecałego metra, ona po prostu pojawiła się za nim i szybkim ruchem przebiła mu głowę nożem.

Ostrze przebiło się jego żuchwę i momentalnie zakończyło życie umarlaka, a dwójka z mężczyzn przetarł oczy ze zdziwienia, natomiast trzeci jak gdyby nigdy nic, wyciągnął swój nóż i uderzając nim o latarnię, sprowokował dwa zombie z oddali.

W przeciwieństwie do Kamiko, nie był od tak wyluzowany, a wręcz przeciwnie, po jego oczach byłem w stanie stwierdzić, iż był naprawdę skupiony.

Ten gość w momencie gdy zombie był w jego zasięgu, wycelował dłonią w jego gardło i odrzucił, po czym zwinnym ruchem powalił drugiego zombie, po czym zakończył życie pierwszego, a wykończenie tego na ziemi było już zwykłą formalnością.

Kamiko była wyraźnie pod wrażeniem.

- Całkiem nieźle. - skomentowała, po czym spojrzała na pozostałą dwójkę.

- Ja… jak tak nie dam rady, jestem tylko prawnikiem. - odpowiedział jąkając się.

Aż dziw, że nie uciekł, jednak pewnie nawet jeśli chce to umiejętność Toina mu zabrania. Ten gość jest bezwzględny i przerażający, jednak z drugiej strony, przez chwilę pomyślałem, że jest takim tchórzem jak ja, jednak dzięki swej umiejętności może chować się za innymi i z łatwością wykorzystywać ich do granic możliwości.

- Eee? - taka była reakcja Kamiko, po czym spojrzała na drugiego - bardziej opasłego typa i po prostu odwróciła się.

- Zwątpiłaś? - zapytałem się nie mogąc powstrzymać śmiechu po zobaczeniu jej reakcji i mini spaślaka.

Wtedy też zrozumiałem, że ten spaślak, niebezpieczny typek i prawnik mają być przecież częścią mojej grupy.

O kurwa, ani trochę mi się to nie podoba.

- Mam dość. - wyszeptała pod nosem, ale widocznie nie tylko ja to usłyszałem, ale i ten niebezpieczny typek. - Kuro, pokaż im, co cię od nich odróżnia, po czym poprowadzisz ekspedycję.

- Zrozumiałem. - przytaknąłem z miną, która prawdopodobnie wystarczająco wyraziła moje zdanie co do tego, jednak z całą pewnością nie zamierzam się sprzeciwiać.

Nie skończę jak Akihito, ani ta… jak w sumie ma na imię moja pokojówka? Zapomniałem, czy po prostu się nie przestawiła?

- Kuro! - krzyknęła Kamiko, tym samym uświadamiając mnie o tym, że nie jestem w bezpiecznej klasie przerobionej na luksusowy pokój.

Po tym jak rozejrzałem się dookoła ujrzałem biegnące w moim kierunku zombie.

Ta kobieta jest straszna. Pewnie specjalnie krzyknęła by ten tłum mnie zaatakował. Czy bawi ja stawianie mnie pod taką presją?

I to jeszcze…

Aż mnie głowa rozbolała, jednak mimo wszystko od niechcenia postawiłem najpotężniejszą nić, a gdy tylko zombie się do mnie zbliżyły, ich głowy oraz w niektórych przypadkach tylko ich część opadły na ziemię.

Natychmiast odskoczyłem od tego bałaganu, po czym zmusiłem się do wytrzymania smrodu dobiegającego od moich ofiar.

Mężczyźni spojrzeli na mnie z lekkim przerażeniem, jednak wyjątkiem był ten niebezpieczny koleś, który tylko się uśmiechnął. Kamiko też wyglądała na lekko zdziwioną, jednak to pewnie dlatego, że jeszcze nie widziała agresywnej strony mojej umiejętności.

- Skoro już wszystko jasne, to… Kuro, masz 5 minut by przygotować tą trójkę do przeszukania wszystkich sklepów na tej ulicy.

Eee? Chwila… co? Ona mówiła to poważnie? Naprawdę mam dowodzić tą trójką? Nie daję się na dowódcę.

- Za każdym razem jak jeden z tej trójki zginie, będziesz tracił swoje punkty. Na początek masz trzy, więc na spokojnie możesz uznać, iż każdy z nich odpowiada jednemu punktowi.

To okrutne liczyć ludzi jako punkty, czyli mam rozumieć, iż nie są oni dla Toina w ogóle ważni?

- Od tego jak zakończysz swoją pierwszą wyprawę zostaną ci przydzielone luksusy, jak i obowiązki. Jest to coś normalnego wśród esperów w naszej grupie.

Już tego doznałem, dostają pokój i służącą, która aż za bardzo wczuwa się w swoja rolę.

- Swoją drogą, ja jestem szlachcicem wyższym w królestwie Toina, czyli ukończyłam ten test bez strat w ludziach. Zobaczymy się o zachodzie słońca. Zaczynaj.

Czyli w skrócie mam przejebane, a on właśnie się ulotniła.

Zajebiście.

Zostałem sam i jestem odpowiedzialny za tą trójkę dorosłych ludzi. Poziom poniżenia jaki teraz znoszą to dla mnie za wiele.

Odwracając się ku ludziom, którym nawet nie patrzyłem w oczy, byłem w stanie dostrzec jak dwóch z nich się trzęsie się w mojej obecności.

Czyżby to dlatego, że jestem esperem, a atakujące mnie zombie umarły w niewyjaśniony dla nich sposób?

- A więc mamy przeszukiwać te sklepy według jakiegoś planu, czy po prostu mamy robić swoje i tyle? - zapytał mnie ten niebezpieczny typek, który pomimo bycia człowiekiem przyprawia mnie o ciarki.

Wytrzymuję z nim tylko dlatego, iż z moja mocą jestem w stanie się bronić.

- Będziemy poruszać się całą grupą, bym w razie niebezpieczeństwa mógł zareagować i was ochronić. - pewnie zabrzmiałem teraz jak prawdziwy materialista w końcu ich życia są moimi punktami, a ja właśnie ogłosiłem, żę będę ich chronił, jednak mimo wszystko nie chcę mieć ich na sumieniu.

- Zrozumiałem szefie. - odpowiedział ten niebezpieczny i ukłonił się przede mną, przez co poczułem się naprawdę niezręcznie.

Ponadto upomniał pozostałą dwójką o manierach i oni też mi się ukłonili.

- Nie musicie mi się kłaniać. - oznajmiłem speszony tą sytuacją, po czym niebezpieczny uniósł głowę.

- Zrozumiałem, swoją drogą mam na imię Kanzaki, a ta dwójka to Manobu i Gihei. - rzekł, po czym pociągnął ich za kołnierze i ruszył w kierunku pierwszego sklepu.

Wygląda na to, iż moja czteroosobowa grupa, to tak naprawdę dwie grupy z czego Kanzaki dowodzi tamtą dwójką, a ja nim. Mam nadzieję, że o to mu chodziło z tym teatrzykiem.

Tylko nie wiem, co chce przez to osiągnąć.