Rozdział 28: Kuro - Test

Autor: Adirox Korekta: Tsuniasty

Gdy tylko rozpoczęliśmy grabić sklepy, choć teraz lepiej byłoby to nazwać po prostu poszukiwaniem pożywienia i innych ciekawych fantów, bo w sumie Kamiko nie określiła co konkretnie ma być naszym celem, dlatego też zarządziłem by zgarnąć wszystko co może się przydać.

O dziwo przez pierwsze trzy godziny poszło nam to dość szybko i przyjemnie. W międzyczasie Gihei, czyli prawnik udał się z Kanzakim po ciężarówkę, która nieopodal stała sobie jak gdyby nigdy nic na przejściu dla pieszych.

Z jej dużą obszernością robota szła naprawdę dobrze, jednak moje przeczucie mnie nie zawiodło, gdyż właśnie doszło do najgorszego.

- Zombie! - krzyknął siedzący za kółkiem pan Manobu, jednocześnie nas pospieszając.

Jego ostrzeżenie było wystarczające byśmy rzucili wszystko co właśnie przenosiliśmy i wskoczyliśmy do ciężarówki.

Jest ona załadowana w małym stopniu, jednak to dlatego, iż jest naprawdę pojemna. Nie wiem jak fachowo nazywają się ciężarówki tych rozmiarów, więc nie zaprzątam sobie tym głowy. Manobu od razu dał gaz do dechy i zaczął uciekać, jednak wtedy mnie olśniło.

Dlaczego zombie biegły w naszym kierunku skoro nie byliśmy głośno?

Nie… to niemożliwe, czyżby to była sprawka Kamiko? Czy ona chce bym skończył jak Akihito?

Nie to w sumie nie powinno być możliwe, w końcu pozycja Akihito świadczy o jego głupocie, a ja jestem już w trakcie testu, więc nie mogę skończyć gorzej od niego.

- Zawróć i ich przejedź! Musimy wrócić do roboty!

Krzyknąłem do tego tłuściocha, jednak jego reakcja była tym czego nie spodziewałem się, po tym jak dobrze nam szło.

- Mowy nie ma, nie dam się zjeść tym pojebańcom!

Słysząc jego odpowiedź byłem pewny, że nie chce umierać i strasznie się boi, jednak skoro ja - szesnastoletni dzieciak byłem w stanie sprostać tej apokalipsie, to i on da radę, nawet jeśli jest pieprzonym prosiakiem.

Bez wahania wziąłem rurę od odkurzacza, po czym rozbiłem dzielącą tył i przód samochodu szybkę. Teraz wszystko było gotowe.

Rozpuściłem nicie po kabinie kierowcy i kontrolując tłuściocha zawróciłem samochód, Gihei chciał mnie powstrzymać, jednak Kanzaki go powalił.

- Jaki jest plan? - zapytał mnie, jednocześnie będąc jedynym, który nie sprzeciwiał się moim rozkazom.

Ja oczywiście nie mogłem zawrócić, gdyż wciąż nie zrobiłem niczego by znaleźć Ayę, a przecież jest to mój główny cel, dlatego nie mogę odejść z obozu Toina nim przynajmniej nie spytam go o Ayę.

Dlaczego jestem takim kretynem i nie zrobiłem tego wcześniej?

Wraz z czołowym zderzeniem ciężarówki z hordą zombie, przez pierwsze kilka sekund mieliśmy dość wyboistą drogę, jednak w pewnym momencie ciężarówka się wywróciła i niestety na tym się skończyło.

Dzięki moim niciom, zapewniłem sobie i wszystkim pozostałym coś w rodzaju amortyzacji przed upadkiem, która po prostu polegała na utrzymaniu naszej trójki z dala od ścian paki, gdyż mogłoby to się skończyć mocnym uderzeniem.

Moja umiejętność ma naprawdę wiele zastosowań. Pożytecznych zastosowań.

- Nieźle. - oznajmił Kanzaki, podczas gdy pan Gihei puścił pawia.

Ja natomiast patrzyłem jak Manobu jest pożerany przez zombie, które wlazły przez rozbite okna.

Wyglądało to straszliwie, a ja nie miałem nawet siły by odwrócić wzrok od pożeranego żywcem towarzysza. Drżałem z przerażenia i patrzyłem na jego cierpienia jeszcze przez chwilę.

- Ocknij się! - krzyknęła Kamiko, która właśnie pojawiła się przede mną. - Jesteśmy atakowani!

Oznajmienie o ataku przebudziło mnie, jednak wciąż się trząsłem, a gdy spojrzałem w bok ciężarówki, ujrzałem jak męska postać po prostu przez niego przenika.

- To jest tylko marnowanie mojego czasu. Ostatecznie i tak zginiecie. - oznajmił, po tym jak całkowicie przeniknął przez ścianę. - Nie uda wam się uciec.

Nim zdążyłem w ogóle zareagować Kamiko mnie złapała i w następnym momencie patrzyłem na ciężarówkę z zewnątrz.

Byłem właśnie świadkiem jak naprawdę wielka plaga zombie szaleje po okolicy.

- Robi się niebezpiecznie. Musimy natychmiast powiadomić o tym Toina.

- Ale co się do cholery dzieje? Przez kogo jesteśmy atakowani? I co jest z tym gościem?

- Jest on jedyną osobą, która była w stanie sprzeciwić się umiejętności Toina, jednak od espera z analizą wiem, iż nie posiada on poziomu wyższego od B, więc nie powinno być to możliwe, jednak widocznie on ma gdzieś prawa, jakimi rządzi się ten świat.

- Co masz na myśli? - zapytałem nie mogąc do końca zrozumieć o co jej chodzi.

- Jego zdolność to przenikanie, posiada rangę B, więc Toin z rangą A i swoją umiejętnością bez problemu powinien go kontrolować, jednak nie udało mi się to, dlatego on jako jedyny został wygnany.

- Okej, a co z tymi zombie?

- Też jego sprawka. Jednak nie mam pojęcia jak to zrobił. Nic nie słyszałam.

Czyli mamy gościa, który przenika przez obiekty i… nie wierzę, że o tym pomyślałem, ale…

Czy on nie kontroluje zombie?

- Mówiłem, że ode mnie nie uciekniecie. - ponownie usłyszałem głos tego gościa, podczas gdy przechodził przez tłum zombie jak gdyby nigdy nic.

Kamiko nawet nie czekała na jego kolejny ruch i otworzyła w jego kierunku ogień, jednak i to było bez efektu. Kule przez niego przelatywały.

- Żałosne! - krzyknął, podczas gdy zombie obrały za nowy cel Kamiko z bronią.

Tylko dlaczego nie tego wrzeszczącego potwora?

Gdy tylko Kamiko skończyła się amunicja, nasz oponent skoczył w naszym kierunku.

To było chore, on wyskoczył na pieprzone 4 metry.

- Mieć za kompana tak przerażonego bachora. Jak bardzo królestwo Toina upadło? - w jego głosie było słychać drwinę.

Nawet Kamiko wyglądała teraz na przerażoną, więc mocniej ścisnąłem jej dłoń, dzięki czemu się otrząsnęła i natychmiast użyła swej umiejętności do ucieczki.

Jednakże…

- Ale ty naiwna.

Nasza ucieczka został zakończona niepowodzeniem, a dłoń tego gościa zacisnęłą się na szyi Kamiko, podczas gdy drugą uderzył ją w brzuch.

Z pewnością silniejsza ode mnie esperka został powalona, jednak gdy przez strach na jej miejscu ujrzałem Ayę, nie mogłem dłużej na to patrzeć.

Zaatakowałem i ku mojemu zdziwieniu moje kopnięcie w twarz zakończyło się powodzeniem.

Natychmiast złapałem łapiąc oddech Kamiko i związałem gościa dwoma nićmi, po czym używając trzeciej przyciągnąłem się do znajdującego się w pobliżu największego budynku, jednak gość nie dawał za wygraną i rzucił się za nami w pogoń.

Gdyby nie szybka interwencja Kamiko i to, iż kilkanaście razy pod rząd użyła swej umiejętności, z pewnością zostalibyśmy złapani.

Po powrocie do obozu Kamiko zdała Toinowi raport, po czym razem udaliśmy się na obiadokolację, by następnie móc wypocząć. Spytałem się jej również o Ayę, ale nic nie wiedziała, gdyż aż do znalezienia mnie była poza obozem.

- Ja wiem co nieco o tej Ayi. - oznajmiła dziewczyna, którą wczoraj spotkałem przy wejściu do obozu.

To ta patrząca na mnie z pogardą dziewczynka.