Rozdział 29: Satsuki - Nazywasz to wojną?

Autor: Tsuniasty Korekta: Adirox

-- Perspektywa jakiegoś losowego pionka,z wrogiego wojska ( bo mogę, u mad? ) ---

Nie wiem po co, nasz dowódca zbiera armię na jednego espera.
Rozumiem że jego zdolność jest silna, ale my również posiadamy kilku esperów z rangą B i A, więc zmuszanie nas - normalnych ludzi - do brania udziału w walce mutantów jest idiotyczne.

Naszą jedyną siłą, są karabiny maszynowe i nasze przeszkolenie wojskowe - jednak nawet to, nie daje nam szans na wygraną z esperem, przez jego zdolności.
To jest takie niesprawiedliwe.

- Przygotować broń. Za pięć minut rozpoczynamy pierwszą fazę naszej ofensywy!
- Tak jest!
- Nie wiemy niestety gdzie dokładnie znajduje się wroga kwatera, gdyż nasz człowiek wciąż nie dał znaku życia. Mamy podejrzenia że został schwytany, więc podczas przeprowadzania szturmu, miejcie to na uwadzę!
- TAK JEST!

Kilkanaście grup pod dowództwem esperów rozeszło się na różne strony.

---Powrót do Satsukiego--

Przyglądaliśmy się z góry jak kilkadziesiąt oddziałów przeszukuje okolice wodospadu.
Jest dobrze, nie znają naszej dokładnej lokacji.
Zgodnie z tym co “wycisnąłem” z Kiby i Vesa, nie mają żadnego teleportera ani telekinetyka.
Tak więc nasza przewaga jest większa niż się spodziewałem.

- Możemy eliminować ich po kolei, albo po prostu szarżować na nich. - oznajmił Mamoru
- Mają dużo broni palnej, więc szarża to idiotyczny pomysł.
- Moją telekinezą jestem w stanie zatrzymać kule, więc to najmniejszy problem.
- Jednak wolałbym wyeliminować ich po kolei.
- Jak uważasz.

Wstaliśmy i za pomocą telekinezy, Mamoru przeniósł nas na sam dół - do miejsca gdzie spotkaliśmy jedną drużynę, składającą się z jedenastu osób - w tym jednego espera.

- Takich grupek jest z dziesięć, więc jeśli uda nam się to załatwić szybko espera, reszta nie sprawi problemów. - stwierdził Mamoru.
- Zajmę się esperem. Dasz radę mnie przez ten czas osłaniać?

Mamoru przytaknął, więc postanowiłem powtórzyć wczorajszy eksperyment.
Stopniowo powiększałem przepływ elektryczności w moim ciele, chcąc wprowadzić swoje ciało w tryb “ nadczłowieka”  - tak, póki co nie mam na “To” nazwy, więc zostawię to tak.
Potrzebuję tej szybkości i siły, aby obronić swój “dom”.
Nie pozwolę aby takie ścierwa pałętały się na moim terenie.

Mamoru nie wiedział co chcę zrobić, jednak mi nie przerywał.

Chwilę później udało mi się wejść w ten tryb.
Byłem równie zaskoczony co Mamoru, jednak uśmiech zagościł na mojej twarzy.

- Jeśli dobrze pójdzie, to zakończymy to.. błyskawicznie.. - zażartowałem.
- Kiedy tak dobrze udało ci się opanować twoją umiejętność?
- Nie wiem.. Czasami mam wrażenie, że moja umiejętność sama w sobie mi pomaga.. - odpowiedziałem. - Dobrze więc, zabieramy się za porządki!

Wziąłem głęboki oddech, i przygotowałem się do biegu.
Wczoraj nie byłem w stanie kontrolować miejsca gdzie się zatrzymam, więc mam szczerą nadzieję że polecę za daleko.

Skinąłem do Mamoru i ruszyłem.
Gdy moja pięść spotkała się z wrogim liderem, jego ciało poleciało kilkadziesiąt metrów dalej.
Widząc to, jego minionki rozpoczęły ostrzał w moim kierunku.
Bariera telekinetyczna Mamoru zatrzymała je - i zwróciła pociski do nadawców.
Teraz jak o tym myślę, to jego zdolność jest naprawdę mocna.

Zgarnęliśmy trzy gnaty, a dokładniej mówiąc trzy MP5 i ruszyliśmy dalej.

Nasza zabawa trwała tylko trzy i pół godziny, gdyż tyle czasu bawiliśmy się z wrogą pseudo parodią armii.
Gdy zrozumieli że nie mają szans, kilkanaście osób uciekło w popłochu.

Wróciliśmy do domu obłowieni w trochę sprzętu militarnego i ze stuprocentową pewnością że nasz teren został obroniony, wypiliśmy po kilku piwkach ( tak, mamy trochę alkoholu w zapasie) i każdy z nas poszedł spać.

Z rana opowiedziałem Mamoru i Kazuki o spotkaniu ciemnowłosej dziewczyny, która nie ma za grosz kultury.

- Mógłbyś opisać mniej więcej jak wyglądała? - zapytał Mamoru

- Hmm, jakieś 160+ cm wzrostu, ciemne włosy, niebieskie oczy i niezbyt rozwinięte atuty. Cholernie uparta i marudząca o tym jak każdemu nie ufa. Czemu pytasz?

Mamoru dosłownie zrobił facepalma.

- Możliwe..możliwe że to była moja młodsza siostra..

- Co? Ty masz młodszą siostrę? - zapytałem dość mocno zszokowany tą informacją.

- Taa, wiesz jaka była sytuacja z moimi rodzicami. Po rozwodzie ja zostałem z matką, a ona wyjechała z ojcem do innego miasta.

- Okej, i didn't see that coming.. - odpowiedziałem trzymając się za głowę.

- Skoro widziałeś ją stosunkowo niedawno, to całkiem możliwe że poszła w kierunku najbliższego miasta… - mówiąc to Mamoru wstał. - Muszę ją odnaleźć, skoro wiem że żyje.

- Spoko, w takim razie zabieramy się na wycieczkę. - odpowiedziałem.

- Co?

- Chyba nie myślałeś że pójdziesz sam? We trójkę odnajdziemy ją trochę szybciej.

- To zbyt niebezpieczne, aby zabierać stąd Kazuki!  

- Im szybciej nauczymy ją walczyć z umarlakami, tym większe będzie miała szanse na przeżycie w kryzysowych sytuacjach.  - powiedziałem to w taki sposób że nie mógł zaprzeczyć. - poza tym zobacz.. - mówiąc to wskazałem na Kazuki która właśnie czyściła karabiny zdobyte przez nas wczorajszego dnia. - znam ją na tyle dobrze, by wiedzieć że jest z tych dziewczyn które sobie nie dają w kaszę dmuchać. Zlekceważ ją a wylądujesz na glebie. - zażartowałem.

Mamoru wiedział że mam rację, dlatego wstrzymał się od dalszych kłótni.
Poinformowałem Kazuki o naszym wspólnym wypadzie, i na jej ustach dostrzegłem mały uśmieszek.
Wydaje się być zadowolona z tego że się nareszcie trochę przejdzie poza tą naszą małą norkę.

Każdy z nas poszedł przygotować sobie sprzęt, gdyż ustaliliśmy że około godziny trzynastej ruszamy w trasę.
Moim standardowym wyposażeniem jest kamizeleczka taktyczna, w której mam amunicję, pałka teleskopowa zaczepiona przy prawym udzie i czekan przy lewym.
Nie będę wspominał też o oczywistych rzeczach takich jak prowiant, gdyż bez tego ani rusz.

Gdy każdy z nas był gotowy, ruszyliśmy do mojego autka i pojechaliśmy wprost do naszego celu : Miasta na uboczu, będącego jakieś pięćdziesiąt parę kilometrów na wschód.

Podczas podróży przewidywaliśmy różne sytuacje i sposoby w jaki sposób z nich wybrnąć - głównie po to aby wbić do głowy podstawę naszych brudnych sztuczek i bezczelnych taktyk na zwycięstwo bez odnoszenia szkód.

Zostawiliśmy samochód ukryty jakieś dwa kilometry przed miastem, aby mieć pewność że tak po prostu sobie nie zniknie.

- Tak więc plan jest następujący. Szukamy siostrę tego cymbała, przy okazji rozglądając się za zapasami. Jeśli przyjdą zombiaki - walczymy razem. Jeśli przyjdą ludzie lub esperzy, masz stać obok nas, zrozumiałaś? - zapytałem Kazuki, mimo iż znałem odpowiedź.
- Zrozumiałam - odpowiedziała bez chwili zawahania.

Po raz kolejny przyszło mi wylądować w mieście pełnych zombiaków, jednak tym razem nie jestem w tym bagnie sam.