Rozdział 30: Kuro - Trop i Kara

Autor: Adirox Korekta: Tsuniasty

Miesiąc temu odbywał się mój test, podczas którego doszło do komplikacji. Ostatecznie, ze względu na fakt, iż byłem w stanie z efektem zaatakować tego typa, który przez wszystko przenika, dostałem taki sam status co Kamiko.

Jestem teraz wyższym szlachcicem w królestwie Toina, jednak nie jest on moim królem, nawet jeśli by chciał mnie do tego zmusić siłą, gdyż nienawidzę go całym sercem.

Tego samego dnia, co miałem test i starcie z jednym, który został stąd wygnany, spytałem Kamiko o Ayę, jednak nic o tym niej nie wiedziała, lecz co innego Tsuki, jej koleżanka, która zawsze patrzy na mnie z pogardą.

Naprawdę nie wiem co jej takiego zrobiłem, ale za informacje, które mi przekazała, mam to gdzieś. Dzięki niej wiem, kto jest moim wrogiem i musi zapłacić mi za krzywdy Ayi, a jest nim Toin.

Ten cholerny drań podobnie jak mi “zaoferował” Ayi dołączenie do swojego obozu. Oczywistym faktem również było, iż nie była na tyle nierozsądna by się nie zgodzić, jednak ze względu na panującą tu hierarchię, a co za tym idzie traktowanie ludzi i osób nieposłusznych Toinowi, nie była w stanie tu wytrzymać.

Dlatego też przy pierwszej lepszej okazji, która miała miejsce podczas jej testu postanowiła uciec, jednak przeszkodziła jej w tym sama Tsuki, która to przyprowadziła ją do tego obozu.

Będąc szczerym w momencie, gdy mi to powiedziała miałem ochotę ją zabić i prawdopodobnie bym to zrobił, gdybym nie został powstrzymany przez Kamiko.

Przez tą scenę, zwróciłem w swoim kierunku uwagę wszystkich wokół, jednak mimo to Tsuki mi odpuściła, gdyż z tego co powiedziała mi wtedy Kamiko, jest ona potężnym esperem z mocą magnetyzmu, a jej główna zasługą było zrobienie z tych wszystkich samochodów pieprzonej barykady bez niczyjej pomocy.

Gdyby cisnęła we mnie samochodem to umarłbym na miejscu, gdyż wątpię w to, bym był w stanie moimi nićmi ochronić się przed tak wielkim obiektem.

Jednak pomijając mniej istotne rzeczy, które się od wtedy działy, ja wciąż tu jestem i szukam okazji do zemszczenia się na Toinie w imieniu Ayi.

Za to co jej zrobił... pobił ją i chciał zniewolić oraz wykorzystać wykonał na siebie wyrok śmierci. Prawdopodobnie gdyby nie to, iż wtedy gdy miała zostać “ukarana” przez Toina, grupa piętnastu esperów, w tym prawa ręka Toina postanowiła go opuścić, co wzbudziło większą sensację od ucieczki Ayi, to nigdy by nie uciekła.

Prawdą jest też, iż między mną, a Ayą były wtedy jakieś 2 dni różnicy, więc miałbym szansę ją odnaleźć, jednak nie byłem w stanie od tak odpuścić Toinowi za jej krzywdy. Dlatego też jestem tu od miesiąca i planuję swoje idealne zabójstwo.

- Siemka Kuro, idziesz na śniadanie? - zarzuciła Kamiko, której to pokój zawsze mijam, gdy tylko idę coś zjeść.

- Idę.

- Czy ty…?

- Hmpf… co ja?

- Nadal myślisz o zabiciu Toina? - zapytała mnie w taki sposób jakby jednocześnie tego chciała, ale i nie chciała bym to ja to robił.

Prawdopodobnie przekreśla moje szanse na jego zabicie, gdyż wie jak potężny on jest i jak skończyli ci co próbowali.

Obóz ten stoi od zaledwie dwóch dni po początku apokalipsy i od tamtej pory było tak naprawdę pod górkę, jednak teraz Toin ma wszystko pod kontrolą.

- Skoro nie została ona tutaj przyprowadzona, to prawdopodobnie wciąż żyje. Dlatego, jeśli chcesz coś zrobić, to zrób to na co masz większą szansę.

- Wiem, co chcesz mi zasugerować, ale nie mogę.

Jej oferta by pomóc mi uciec, jest nie na miejscu, gdyż wystarczającym dla mnie jest, iż nie powiedziała Toinowi o moich zamiarach. W sumie to wie ona, o tym tylko dlatego, iż sama zapobiegła mojej próbie zabójstwa.

- Dlaczego jesteś taki uparty?

- Bo się boję. - odpowiedziałem szczerze. - Boję się, że jeśli odejdę i odnajdę Ayę, to tylko sprowadzę na nią Toina, a do tego dopuścić nie mogę.

- W tym świecie powinieneś martwić się o siebie, a nie innych i wiem, że powtarzam ci to już któryś raz, ale jak widzę, że ktoś próbuje wziąć na siebie za dużo, to nie chcę potem patrzeć jak jest przez to miażdżony.

- Czyżby problem z twojego życia sprzed apokalipsy? - spytałem chłodno, gdyż nie jestem w stanie odpuścić.

- Powiem jak zaprzestaniesz tej błazenady, albo po prostu uciekniesz.

Słysząc to po raz wtóry, tylko jeszcze bardziej zabolało mnie w klatce piersiowej, po czym odwróciłem się od niej i skierowałem się do swojego pokoju.

Może i jestem pieprzonym tchórzem, jednak mam to gdzieś, że mój zdrowy rozsądek każe mi uciekać od tego potwora Toina, to mimo wszystko tu zostanę i zajebię go jak psa.

Szlag!

Znowu nie jestem w stanie zmusić się do działania, a potrzebuję tylko jednej cholernej okazji i jestem pewny, że będę w stanie go zabić.

Nie… ja po prostu muszę to zrobić, inaczej nigdy nie opuszczę tego miejsca i nie będę w stanie spojrzał Ayi w oczy.

Mimo iż wiem wszystko o wszystkich to wciąż nie jestem w stanie zebrać się do tego co musi zostać zrobione, więc leżałem w łóżku z głową w poduszce, gdyż chyba znowu wpadłem w lekką depresję. Bezsilność mnie przeraża najbardziej.

Wieczorem, czyli tak jak zwykle w dni takie jak te, usłyszałem pukanie do drzwi. Była to troszcząca się o mnie Kamiko z kolacją.

Wpuściłem ją jak zawsze i w ciszy wziąłem się za posiłek, jednak wtedy do mojego pokoju wbiegła służąca. Nie tylko wykonywała ona moja rozkazy, ale i była bezpośrednim łącznikiem między Toinem, a mną.

- Toin wzywa do siebie wszystkich wolnych esperów.

Natychmiast ruszyłem w jego kierunku, a po drodze minąłem tłum esperów, którzy gnali ku bramie. Po ich krzykach wywnioskowałem, iż coś się szykuje, więc przyspieszyłem kroku i udałem się do Toina. Po drodze minąłem też Akihito, a z tego co widziałem wcześniej to obstawa Toina prowadziła tamtych esperów.

Czyżby...?

Gdy wszedłem do “sali tronowej” Toina, byli tu już wszyscy wolni esperzy z rangami szlachciców.

- Więc są już wszyscy. - oznajmił Toin widząc jak ja i Kamiko wchodzimy. - Pierwszą grupę esperów już posłałem na obóz Hiroyi, który w tej chwili jest atakowany przez pojedynczego espera. Ich zadaniem jest złapanie samego Hiroyi i zabicie jego esperów, wy natomiast macie złapać tego, który go zaatakował.

Wszyscy natychmiast zaczęli zbierać drużyny i opuścili pomieszczenie, a tym który się zawrócił byłem ja.

- Kuro, potrzebujesz czegoś? - zapytał zdziwiony moim powrotem.

- Możesz dla mnie umrzeć?! - wykrzyczałem, jednocześnie wiążąc go moimi nićmi.

Nie byłem w stanie go od razu zabić.

- Żałosne, Kuro. Żałosne! Trzeba było zabić mnie póki miałeś okazję, a teraz padnij na kolana!

---Perspektywa Toina---

Dostałem raport od jednego ze zwiadowców o ataku na obóz Hiroyi - mojego przyjaciela, który opuścił mój obóz z wiernymi sobie esperami, dlatego też musiałem to wykorzystać.

Natychmiast wezwałem kontrolowanych przez siebie esperów i wysłałem ich jako grupę szturmową, która miała pochwycić Hiroyę i zabić jego towarzyszy.

Jednak ze względu na espera, który go zaatakował potrzebuję też grupy samodzielnie myślącej, a będą nimi wierni mi esperzy.

Gdy przybyli wyjaśniłem im wszystko i posłałem do walki, jednak ku mojemu zdziwieniu najnowszy nabytek mojego królestwa powrócił.

- Kuro, potrzebujesz czegoś? - zapytałem zdziwiony jego powrotem.

- Możesz dla mnie umrzeć?! - wykrzyczał, jednocześnie wiążąc mnie swoimi nićmi.

Co za idiota, skoro chce mnie zabić mógł to zrobić od razu.

- Żałosne, Kuro. Żałosne! Trzeba było zabić mnie póki miałeś okazję, a teraz padnij na kolana! - wydałem mu rozkaz i wiedziałem, że to będzie koniec dla tego dzieciaka.

Jednak…

Co jest kurwa, czemu moja umiejętność nie działa, przecież widzę jak się trzęsie.

- Padnij na kolana, śmieciu!!! - wykrzyczałem, jednak to nadal było bez efektu.

Czyżby on się mnie nie bał? Lecz… jak to dobrze, że ktoś przyszedł z nim.

- Kamiko zabij Kuro!!! - krzyknąłem, do chowającej się za drzwiami podwładnej. - To koniec dla tego dzieciaka.

Kamiko wykonała mój rozkaz i otworzyła ogień, co zmusiło dzieciaka to uwolnienia mnie i ucieczki.

Bardzo umiejętnie korzysta ze swojej zdolności, dzięki czemu całe to pomieszczenie jest dla niego placem zabaw. Jednak chyba jest zbyt arogancki, skoro nie jest w stanie zabić kobiety, która do niego strzela.

Podszedłem do niej na odległość metra i kazałem zaprzestać ataku.

- Kuro jeśli w tej chwili nie przyjdziesz tu umrzeć, zabiję Kamiko.

Tak jak myślałem, zadziałało, a dzieciak zlazł ze ściany. Pierdolony pajęczak, zmusił mnie do takiego posunięcia. Ukarzę go powolną śmiercią, jednak skoro się nie zbliża, to po prostu zabiję ją, a potem jego. Teraz z pewnością zasiałem w nim ziarno strachu.

*strzał

Dzieciak nagle tak po prostu zasłonił Kamiko własnym ciałem, lecz ona wciąż będąc pod moją kontrolą, wbiła mu nóż w brzuch.

- Wygrałem! A teraz Kuro, pokaże ci czym jest piekło!

Ee?