Rozdział 57: Miasto Nowiu, Gildia Kupiecka Czarnego Księżyca

Tłumaczenie: Majin Korekta: Pantsu

Rozdział 57 - Miasto Nowiu, Gildia Kupiecka Czarnego Księżyca

Miasto Nowiu, zlokalizowane w centralno-wschodniej części Imperium Błękitnego Wiatru, było prawie 10 razy większe niż Miasto Unoszącej Chmury. Ilość małych sekt w mieście zbliżona była do liczby drzew rosnących w lesie. Rodzina Królewska także posiadała tu swoich ludzi, a nawet Sekta Xiao i Klan Płonącego Nieba. To wszystko sprawiało, że młodzi praktykujący ciągle przybywali tu mając nadzieję, że któraś z wielkich sekt przyjmie ich i pomoże w podążaniu dogłębną drogą.

Tego dnia, przez wschodnią bramę Miasta Nowiu przedostał się ubrany na czarno młodzieniec. Wyglądał na 16, a może 17 lat. Posiadał w sobie jeszcze pewną widoczną niedojrzałość. Jednak jego wzrok był ciężki i dogłębny, a przybrany przez niego wyraz twarzy niósł ze sobą zobojętnienie i determinację, której nie można spotkać u osób w tym wieku. Stawiane kroki były bardzo wolne, a każdy zostawiał po sobie płytki odcisk na ziemi naznaczony kropelkami potu upadającymi tuż obok niego.

Odległość pomiędzy Miasteczkiem Turkusowego Lasu, a Miastem Nowiu wynosiła 350 km, a Yun Che podróżował przez miesiąc. To nie tak, że nie chciał przybyć wcześniej, po prostu nie mógł.

Tego dnia, gdy odchodził z miasteczka, Jasmine kazała znaleźć mu ciężki przedmiot ważący więcej niż 200 kg… Ale Yun Che był dla siebie bardziej brutalny. Za dogłębne żółte monety, które mu zostały, kupił kawał kutego żelaza, które ważyło 330 kg. Przygotował racje żywnościowe i wyruszył w podróż. Nie zakupił konia, przemieszczał się pieszo… niosąc ciężar 330 kg na swoich plecach.

Gdyby był to praktykujący znajdujący się na Dogłębnym Prawdziwym Wymiarze, taka waga nie stanowiłaby wyzwania. Jednak dla praktykującego na Dogłębnym Wyższym Wymiarze było to coś, czego nie można zignorować.

Pierwszego dnia Yun Che niosąc żelazo za każdy krok, który zrobił, płacił tracąc ogromną ilość dogłębnej energii. W tym samym czasie, jego ramiona i kręgosłup były gotowe w każdej chwili pęknąć. Po przejściu 400 kroków, cała jego energia została już wyczerpana, ciało przygwożdżone przez żelazo na plecach, a on sam nie mógł wstać przez długi okres czasu. Gdy tylko trochę odpoczął, kontynuował marsz nawet nie myśląc o porzuceniu ciężaru.

Od tak Yun Che przebył całe 350 km. Za pożywienie służyły mu jedynie skąpe racje żywnościowe i zrobione przez siebie, słabe pigułki regeneracyjne. Wszystko popijał wodą z wodospadu zgromadzoną jeszcze w Górach Szkarłatnego Smoka.

Z zebranych kropli potu przelanych podczas tej wędrówki, można by utworzyć strumień.

Przerażająca siła woli Yun Che ponownie zaskoczyła Jasmine. Przez całą podróż, Yun Che nawet na chwilę nie zdjął ciężaru z pleców. Nawet gdy był już całkowicie wykończony, a jego plecy krwawiły, jego wyraz twarzy nie zmienił się. Na jego oblicz nie pojawiła się nawet najmniejsza oznaka rezygnacji czy bólu. Zamiast tego pozostało ono niewzruszone.

Trzysta pięćdziesiąt kilometrów. Wyczerpujący, powtarzający się tysiące razy proces trwał od pierwszych, ciężkich kroków aż do powolnego zaadaptowania się, zaś dogłębna energia w jego żyłach stopniowo stawała się coraz gęstsza i bogatsza… Tak bardzo, że pół miesiąca temu odczuł symptomy kolejnego przełomu. Yun Che specjalnie stłumił go. Przez to, że jego wcześniejszy skok mocy był zbyt gwałtowny, potrzebował czasu, żeby ustabilizować go i dokładnie nauczyć się kontroli swojej siły.

Teraz jego oczom ukazała się brama miasta.

„Nareszcie." Idąc Yun Che uśmiechnął się.

„W obecnym stanie wygrasz z każdą Dogłębną Bestią znajdującą się na tym samym poziomie, co ty. Jednak bestie mają mały iloraz inteligencji i stosują nudne schematy ataku. Jeśli chcesz stać się prawdziwym, silnym praktykującym, musisz poświęcić więcej czasu na walce z ludźmi… Zacznijmy od Miasta Nowiu." Jasmine powiedziała to niczym mędrzec w sędziwym wieku.

„Tak!" Yun Che pokiwał głową, a w jego spojrzeniu nie kryła się nawet namiastka strachu, zamiast tego można było odnaleźć pewne oczekiwanie i ekscytację.

„Odłóż z pleców to żelastwo. Twoje obecne ciało powinno przyzwyczaić się już do gwałtownego wzrostu dogłębnej siły… Nie, nawet jeśli siła podskoczyłaby jeszcze o kilka poziomów, powinieneś to wytrzymać."

Yun Che opuścił żelazo tworząc tym samym znaczne wgłębienie w ziemi. Natychmiast poczuł jak jego ciało staje się lekkie. To było prawie tak, jakby ono nie istniało. Delikatnie przetoczył po swoich żyłach trochę energii i podskoczył wzbijając się na wysokość 16 m! Stabilnie wylądował na ziemi i zamachnął się prawą dłonią. Karmazynowy płomień zapalił się w jego dłoni. Yun Che szybko zgasił go i zapalił ponownie… potrafił to kontrolować bez żadnego oporu.

„Powiem ci coś dobrego. W twoim obecnym stanie, możesz ledwo wytrzymać otwarcie pierwszej z siedmiu Bram Złego Boga! To oznacza, że gdy natrafisz na kogoś, kogo nie zdołasz pokonać, masz szanse na wygraną!"

„Mogę już otworzyć pierwszą bramę?" Twarz Yun Che była pełna niedowierzania.

„Tylko minimalnie. Jako ostatnią deskę ratunku. Z twoją obecną dogłębną siłą i stanem fizycznym, nie powinno to zagrażać twojemu życiu. Jednak nie jestem pewna czy nie spowoduje to żadnych trwałych uszkodzeń. Zanim osiągniesz 7 poziom Dogłębnego Wyższego Wymiaru, lepiej bądź ostrożny." Ostrzegła go na końcu.

Yun Che z początku chciał od razu sprawdzić, jakie uczucie towarzyszy otwarciu bramy. Również był bardzo ciekawy, jaką dogłębną umiejętność w skutek tego otrzyma. Słysząc słowa Jasmine, odłożył te myśli na później. Byłoby ogromną stratą, gdyby przez przypadek nabawił się teraz trwałych obrażeń.

Zbliżył się do Miasta Nowiu, w końcu przed nim pojawił się gruby i majestatyczny mur miasta. Niezliczona ilość ludzi kierowała się w stronę miejskich bram. To miejsce było zdecydowanie żywsze niż Miasto Unoszącej Chmury.

Gdyby ktoś wkroczył na ulice Miasta Nowiu i rozejrzał się dookoła, zauważyłby różne style, w jakich zostały zaprojektowane i wykończone budynki. Tłum poruszał się zgodnie, przypominając fale rozbijające się o wybrzeże. Panował tu niesamowity gwar, a u prawie każdego przechodnia można było wyczuć znaczny poziom dogłębnej energii.

„To się nazywa duże miasto. W porównaniu do tego Miasto Unoszące Chmury to ledwie miasteczko." Yun Che westchnął.

„Przepraszam. Mogę zapytać gdzie znajdę siedzibę Gildii Kupieckiej Czarnego Księżyca?" Yun Che zatrzymał się przy mężczyźnie w średnim wieku i grzecznie zapytał.

„Gildia Kupiecka Czarnego Księżyca?" Mężczyzna zmierzył wzrokiem Yun Che. Jego ordynarny wygląd i młody wiek powodowały zwątpienie w posiadane przez niego bogactwo, aczkolwiek mężczyzna wskazał mu kierunek: „Idź prosto przez siedem dużych skrzyżowań i skręć w prawo. Jednak młodzieńcze, w takim miejscu niezależnie od tego czy coś sprzedajesz czy kupujesz, musisz dysponować odpowiednim kapitałem."

Yun Che pokiwał głową w podziękowaniu i ruszył we wskazanym kierunku. Po przejściu 7 dużych skrzyżowań skręcił w prawo. Po dłuższej chwili ilość ludzi na ulicy zmalała. Nawet otaczająca go atmosfera uległa zmianie.

W zasięgu jego wzroku pojawiła się znacznej wielkości flaga z czarnym emblematem księżyca. Widniały na niej cztery słowa: „Gildia Kupiecka Czarnego Księżyca". Chociaż były to tylko 4 słowa, niosły ze sobą ogromną siłę. Panowała tu inna atmosfera niż na zatłoczonych ulicach, nie tylko liczba przechodniów zmalała, ale ci, którzy się tu znaleźli, szybko poruszali w ciszy. Nikt nie podnosił głosu. Nie było mowy o panującym zgiełku, tak jakby nie chciano nikomu przeszkadzać.

„Gildia Kupiecka, wygląda dokładnie tak, jak opisał mi ją dziadek." Yun Che wymamrotał do siebie.

Kwatera Główna Gildii Kupieckiej Czarnego Księżyca mieściła się w największym państwie na Kontynencie Dogłębnego Nieba, Boskim Imperium Feniksa. Jej siedziby były rozsiane po wszystkich największych miastach na całym kontynencie. Była również największą gildią na tym świecie.

Oczywiście Gildia nie była tylko zwykłą gildią kupiecką, skoro potrafili stać się największą organizacją tego typu. Każdy potrafił sobie wyobrazić, jaką dysponowali siłą i wpływami. Gdy Xiao Lie mówił mu o Gildii Kupieckiej Czarnego Księżyca wspominał, że nawet cztery wielkie sekty nie są skłonne im się przeciwstawić.

System tej gildii był bardzo rygorystyczny. Transakcje były przeprowadzane z największą uczciwością, ponadto nigdy nie opowiadali się za żadną ze stron. Gildia zazwyczaj handlowała tylko towarem najwyższej jakości, a na słabszy towar nawet nie raczyła spoglądać.

Potwierdzając lokalizację siedziby, Yun Che wszedł za róg budynku… Potem wyciągnął małą butelkę z medycznym proszkiem przygotowanym wcześniej i rozsmarował go na twarzy.

„Co robisz?" Zaciekawiona Jasmine zapytała go.

Yun Che nie odpowiedział. Gdy podniósł twarz cechy niedojrzałości zniknęły, a on sam przypominał mężczyznę w średnim wieku, nawet jego wzrok był pełen towarzyszącej wiekowi mądrości. Rozsmarował też trochę proszku na dłoniach, przez co pojawiły się na nich zmarszczki. Potem odział się w lekko podniszczony płaszcz i założył słomiany kapelusz na głowę zakrywający jego oblicze.

„Wiesz także jak się maskować?" Jasmine krzyknęła z zaskoczenia.

„Dla doktora cudów, przebranie to nic takiego." Yun Che uśmiechnął się dumnie. Zaraz potem jego twarz stała się lodowato chłodna, a jego głos charczący: „Nie ważne gdzie Gildia Kupiecka Czarnego Księżyca się pojawia, nikt jej nie dorównuje. Handlują tylko najwyższej jakości towarem, kupują i sprzedają wszystko… Może mają nawet jakieś ładne ubrania dla młodych kobiet, zobaczmy w środku."

Wspominając o „ładnych ubraniach dla młodych kobiet", Yun Che doskonale usłyszał jak Jasmine wydaje z siebie dźwięk ~ćwir~ podobny do ptaka.

Dla pospolitego ludu, Gildia Kupiecka Czarnego Księżyca stanowiła miejsce, które mija się szybkim krokiem tak, żeby czasem nie urazić nikogo w jej pobliżu. Dziwny wygląd Yun Che przyciągnął wiele spojrzeń, ale gdy zobaczono jak spokojnie wchodzi do gildii potraktowano go z dystansem… Mając środki do handlowania w gildii Czarnego Księżyca, było się człowiekiem o wielkim znaczeniu.

Wnętrze gildii było przestronne, a cisza w środku niosła ze sobą pewną specyficzną aurę. Normalni ludzie byliby przytłoczeni jej atmosferą do tego stopnia, że mieliby problemy z oddychaniem. Na obszernych pułkach ustawiono wszelkiego rodzaju asortyment. Można było odnaleźć tam składniki medyczne, pigułki, broń, zbroje, kamienie szlachetne, dogłębne rdzenie bestii, a nawet zwoje z dogłębnymi umiejętnościami… Wszystko. Ale wszystko to z pewnością nie można było nazwać tanim. Większość z tych rzeczy nie była dostępna dla normalnej rodziny, nawet za majątek zgromadzony przez całe ich życie.