Rozdział 122.1: Bliźniacze smoki : Specjal - Bestiołaki - Potępieni Shinobi

Autor: Tsuniasty Korekta: Brak

używając siły fizycznej i odrobiny energii.

Mówiac to skupiłem swoją „aurę” w prawej dłoni i zupełnie jakbym ciął mieczem – przyłożyłem w ową barierę.
Pojawiła się dziura, która stopniowo się powiększała, a dźwięk jaki temu towarzyszył to :
(Trach)

Gdy barierka całkowicie zniknęła dostrzegłem wioskę, która bardziej przypominała pobojowisko z każdą chwilą.
Zapach krwi w tym miejscu był dość intensywny.
Odkąd pokonałem tego pierdolonego wampira, jestem w stanie wyczuć takie rzeczy..
Zbliżałem się w kierunku owej wioski, jednocześnie rozglądając się po okolicy.

W pewnym momencie dostrzegłem grupkę ludzi i kilkadziesiąt osób z różnych ras, uwięzionych w klatkach.
Brzmi znajomo? Wygląda znajomo?

Po całym terenie porozrzucane są różne kunaie, shurikeny, krótkie ostrza i inne bronie.
Rozumiem.. Brygada tarczowników wpadła urządzić sobie polowanie, na osoby które nie mają z nimi szans. To takie.. typowe.

Dziwi mnie fakt że nie zwracają na mnie uwagi, mimo iż podszedłem całkiem blisko.
Zdałem sobie sprawę, że w centrum ich zainteresowania była kobieta z króliczymi uszami, którą niemalże pożerają wzrokiem.
Chyba robi się coraz ciekawiej, bo z tego co widzę planują się z nią zabawić - pomimo jej protestów.

Zbliżyłem się do grupy która ciągnęła ową dziewczynę do wciąż stojącego domostwa, i zrobiłem to co potrafię najlepiej - wgniotłem ich w ziemię, a dziewczynie podałem swój płaszcz.
Dopiero po zrobieniu takiej zawieruchy, zdali sobie sprawę z mojej obecności.
Nadal nie chwycili za broń - poważnie, co z nimi jest nie tak?

Pięciu łebków z jednym ważniakiem na czele szli w moim kierunku.

- Zdajesz sobię sprawę z kim chcesz zadrzeć, chłopcze?
- Z bandą nieudaczników, którzy brak powodzenia  u kobiet, chcą sobie nagrodzić wykorzystując osoby które napadają. Aa no i wmawiając sobie że mają do tego prawo jako zwycięzcy, choć tak naprawdę.. Zdajecie sobie sprawę że jesteście życiowymi przegrywami?. - odpowiedziałem bez chwili zawahania.  
Dokładnie tak ta sytuacja wyglądała - z mojej perspektywy.
Kilka osób się skrzywiło, a ważniak kontynuował.
- Jesteśmy z klanu ziemi. Mówi ci to coś?

Po chwili przemyśleń.. Tak. mówi mi to coś.

- Teraz jak o tym wspominasz to chyba tak. Mój środek transportu dostałem od waszych ludzi..
- O czym ty mówisz?
Wskazałem palcem do góry. Mimo iż forteca była całkiem wysoko, powinien być w stanie ją dostrzec.
Spoglądając do góry - momentalnie pobladł.
- Jest Pan kimś z rodziny królewskiej? - zapytał niepewnie.
- ….. - nie odpowiedziałem nic. Mało brakowało a zacząłbym się śmiać.
- W takim razie proszę o przebaczenie. Nie wiedziałem z kim mam doczynienia!

To całkiem zabawne. Aż mam ochotę zrobić z nich skończonych idiotów.

- Uwolnijcie ich z klatek. - powiedziałem rozkazującym tonem
- Ale rozkazano nam ich wytropić.. Są osoby skłonne zapłacić majątek, za niewolnice tego pokroju.. - mówiąc to wskazał na króliczą dziewczynę sprzed kilku chwil.
- Kto taki chce ich kupić?
-  W większości właściciele domu uciech.. A ludzie ich pokroju dużo płacą.. - odpowiedział

Tak jak myślałem..

- Wiem już wszystko co chciałem.. W takim razie, zróbcie coś dla mnie..
- Oczywiście..- wyjąkał  - czego sobie Pan życzy?
- Na początek.. “Zakazuje wam oddychać” - odpowiedziałem tym samym aktywując kontrolę.

Przez przypadek moje słowa dotarły do uszu króliczej dziewczyny, która też miała problem z oddychaniem.
Dezaktywowałem zdolność na jej osobie i zapytałem:

- Nie wiesz czy nie było ich więcej? Chce mieć pewność że pozbyłem się całej grupy..
Dziewczyna ledwo co złapała oddech, jej królicze uszy poruszyły się, a jej oczy spoglądały za mnie.
Instynktownie wykonałem unik, i jak się okazało całkiem słusznie.
Jeden z idiotów posiadał technikę kamuflażu, na tyle dobrą że nie byłem w stanie zczaić gdzie jest - ba, stał się niewidzialny.

Zamknąłem oczy i wsłuchałam się w otoczenie.
Raz.. dwa.. trzy..
Słyszałem trzy bijące serca w odległości pięciu metrów.
Skupiłem się na tym najdalszym, które stopniowo zmniejsza dystans między nami.
Wyczekałem na odpowiedni moment i od skoczyłem kawałek w tył, wykonując obrót aktywowałem ukryte ostrze i przy celowałem w miejsce w którym przed chwilą stałem.
Poczułem opór przy zwykłym uderzeniu w powietrze, co oznacza jedno - trafiłem..
Nie byłem jednak w stanie go zabić tym uderzeniem, a on z pewnością zrozumiał że nie ma szans.
Trudno. Nie zabiłem go własnoręcznie, ale zabije go trucizna.
Stopniowo i stopniowo będzie go osłabiała, a jego organizm ulegnie skażeniu.

- Fiu, a więc był jeszcze jeden.. dzięki za ostrzeżenie. - powiedziałem do króliczej dziewczyny, która tylko delikatnym ruchem głowy skinęła.
Jej ciało ma kilkanaście ran.
Jeśli to tak zostawię, na jej ciele pojawią się blizny.. Tsk.
- Wybacz na chwilkę.. - mówiąc to złapałem dziewczynę za rękę. - “Smocze światło”!
Jej rany zaczęły zanikać - nawet te zdobyte kilka lat wcześniej..
Dziewczyna patrzyła na mnie z niedowierzaniem.

- Hmm. chyba wypadałoby ich uwolnić, przed odejściem..

Ruszyłem w kierunku więzionych bestiołaków w wiadomym celu.
Po uwolnieniu i uleczeniu pozostałych za pomocą miksturek, jeden z nich w końcu do mnie przemówił.
Był to mężczyzna w wieku około czterdziestu lat, z krótkimi włosami o ciemnym kolorze - podobnie jak jego królicze uszy.

Przedstawił się jako Naoki.

- Dziękujemy za ratunek, jednak wybacz ale nie jesteśmy w stanie nic ci za niego zaoferować. Jak widzisz większość naszych domów spłonęła.

- Nie musisz być taki formalny. Nie traktujcie tego jako ratunek. Po prostu zrobiłem to na co miałem kaprys, więc nie jesteście mi nic dłużni. - odpowiedziałem ścierając krew z ukrytego ostrza.

- Ta broń.. czyżby to było ukryte ostrze?
- Hmm? Ah, tak.
- Mogę wiedzieć skąd je posiadasz? Myślałem że plany konstrukcyjne zostały całkowicie zniszczone przez ludzi..
- Czyli jednak były wcześniej dostępne.. - powiedziałem sobie po cichu..- Nie jestem pewny czy zostały zniszczone, więc nie jestem w stanie ci powiedzieć Jednak moje dwa, wykonałem sobie sam. - mówiąc to wskazałem na swoje inicjały (K.K) przy ostrzu.
- Rozumiem. Wygląda na to że nie zostały oni w pełni skończone..
- Co masz na myśli? - zapytałem zaciekawiony.
- Oryginalne ukryte ostrze ma wbudowaną wyrzutnie strzałek. Tu jednak takiego mechanizmu nie widzę, dlatego powiedziałem że jest niekomplet…. - w tym momencie mój rozmówca zamilkł na kilka chwil, a jego uszy się poruszyły. - Szykują się kłopoty.. - powiedział.
- Coś się stało?
- Słyszę kroki przynajmniej dwustu ludzi. Kroki są ciężkie, więc ich uzbrojenie musi być masywne.
Uśmiechnąłem się.
- Muszę przyznać że masz całkiem dobry słuch. Jednak czy to naprawdę mają być kłopoty?
To nie tak że jest ich tysiąc, albo i dwa.

W tym momencie do rozmowy włączyła się wcześniej uleczona przeze mnie dziewczyna.

- Nasz styl walki… jest niekorzystny przeciwko ciężko uzbrojonemu wojsku..
- Rose! - Osoba z którą rozmawiałem, widocznie chciała ją uciszyć.
- On nie ma złych zamiarów.. Gdyby było inaczej, miałby powód aby nam pomagać? Poświęcił nawet swój czas, aby nas uleczyć.. - mówiąc to Rose pokazała mu swój bark.
- To… niemożliwe.. Twoja blizna..  - po minie tego osobnika, można stwierdzić że jest ostro zaskoczony.
- Rozumiem. Skoro jesteście słabi przeciwko ciężkiej artylerii, to czemu nie przygotowaliście sobie terenu ułatwiającego z nimi walkę?
- Przeprowadziliśmy się w te okolice ledwo dwa miesiące temu.. Nie mieliśmy wystarczająco czasu..
- Zdajesz sobie sprawę, że to dość kiepska wymówka?

Naoki przytaknął.

- Tym razem można powiedzieć że macie szczęście, bo tu jestem. W mojej obecności jedyne co wam grozi, to wysłuchiwanie moich rozkazów.. - zażartowałem.
- Nie możemy cię prosić abyś się dla nas narażał!
- Nie musisz. Wspominałem chyba o tym, że robię tylko to na co mam ochotę? Nie musicie się o nic martwić. Zajmijcie się tym co robilibyście normalnie. Walka nie dotrze do tego miejsca..

Mówiąc to odwróciłem się i wskoczyłem na wysokie drzewo aby ocenić z którego kierunku nadchodzi wrogi oddział.

- Całkiem wysoko skaczesz, jak na zwykłego człowieka..  - powiedziała Rose która wskoczyła za mną.
- Nie obrażaj mnie.
- Słucham?
- Porównałaś smoka do człowieka. Jeśli to nie obraza, to jak to nazwiesz?
- Jeśli mówisz to w ten sposób.. Jednak nazywanie siebie smokiem, to trochę przesada, nie sądzisz?
- Mówię jak jest. Oh, tam są.

Wypatrzyłem sporą ilość ludzi, jednak zgodnie z tym co mówił Naoki - było ich nie więcej niż 220.

- Niedługo wrócę.. - mówiąc to wyskoczyłem ponad wysokość drzew, odpaliłem zdolność lotu i wraz z pojawieniem się skrzydeł na moich plecach - ruszyłem się zabawić.

Jeśli chodzi o wojsko i walkę.. nie ma co opowiadać.
Moje pojawienie się i zejście na dół, było porównywalne do przypierdolenia tam meteorytu, więc dużo z nich nie zostało - dosłownie i w przenośni.
Magia to wspaniała sprawa..

Gdy wróciłem do obozu bestiowych, pożar został przez nich przygaszony, jednak po ich miny gdy jak gdyby nigdy nic spadłem sobie z nieba ( dezaktywowałem lot w powietrzu) -  bezcenna.

- Klan ziemi nie powinien się już naprzykrzać. Co najwyżej mogliby przyjść zeskrobywać swoich z ziemi, ale czuje że nie mamy na co liczyć..

Każdy z bestiołaków wpadł w euforię. Zagrożenie minęło więc to w sumie nic dziwnego.
Chciałem odejść kawałek do tyłu i powoli się wycofać, jednak zatrzymała mnie Rose.
- Kim ty tak naprawdę jesteś? Te skrzydła które widziałam..
- Chyba ci już mówiłem. Jestem smokiem siejącym zniszczenie, tylko po to aby się nie nudzić.

Dziewczyna zaśmiała się.

- Planujesz odejść? Nie zostaniesz tu na dłużej?
- A powinienem? Macie swoje zajęcia, więc nie chce zawracać wam głowy..

W tym momencie dołączył Naoki

- Nie musisz się tym przejmować. Zawdzięczamy ci nasze życia. Pozwól nam się jakoś zrewanżować..
- Cóż, ostatecznie nie mam nic lepszego do roboty..

I tak oto zaczęła się znajomość Kusaribe z klanem królików i kotów, specjalizujących się w cichych zabójstwach.

---
Chcecie jeszcze jakieś czaptery z Nekosami i Króliczkami w roli głównej?
Zachęćcie mnie komentarzami, plusami i informacjami - co chcielibyście poczytać.

Tsun@