Rozdział 125: Pole bitwy..

Autor: Tsuniasty Korekta: Shinzuke

Nieprzyjazna atmosfera i olbrzymia żądza krwi spowija cały teren klanu węża.

Ku zdziwieniu wszystkich z tego oto klanu – napastników jest tylko dwóch, z czego jeden z nich stoi naprzeciw mistrza ich gildii – a drugi – jak dzika bestia rozrywa każdego na swojej drodzę.

Przez piętnaście minut, sytuacja klanu węża była beznadziejna, gdyż śmierć poniosła większość osób, a pozostała część była nieźle pokiereszowana.
Uważali że los się do nich uśmiechnął, gdy tylko powróciła ich grupa składająca się z siedmiu nekromantów, trójki szamanów, maga ognia oraz czterorękiego demona, na usługach przywódcy klanu węża, którzy widząc zniszczoną siedzibę ich klanu – natychmiastowo powrócili.

Ich wzrok początkowo przykuł Shinzuke, stojący naprzeciw ich mistrza, jednak gdy tylko próbowali się do niego zbliżyć wyczuli potężną presję, jaką aktywował Kusaribe, tym samym dajac im do zrozumienia że mogą o tym zapomnieć.

Gdy tylko mag chciał zaczać inktancję zaklęcia, Kusaribe po raz pierwszy użył zdolności „teleportacja” i znalazł się tuż za nim.

Jego ręka bez najmniejszego problemu przebiła się przez ciało maga - była skierowana wprost w kierunku jego serca, tym samym je przebijając.

Demon natychmiastowo zareagował, rzucając się w kierunku Kusaribe – jednocześnie dobywając cztery sejmitary.

-”Ołtarz czasu – poczwórne przyśpieszenie” - powiedział Kusaribe.

Czas wyglądał jakby stanął w miejscu – demon biegnący w jego kierunku wydawał się być wolniejszy od ślimaka.

Kyoshiro spokojnym krokiem go ominął, aby zająć się nekromantami.

Był strasznie zainteresowany zdolnościami, jakie od nich „przejmie”, co sprawiło że stracił zainteresowanie demonem.

Dla każdego wokół był to ułamek sekundy – gdy trójka szamanów i czterech nekromantów poniosła śmierć.
Ich głowy powoli zsunęły się z ich ciał, a krew niczym strumieniem zaczęła się lać.

Chwilę po tym wydarzeniu do pola bitwy zaczęły zbliżać się cztery armie :

Klan Tas z wojskiem liczącym 37.500
Klan Feniksa z wojskiem liczącym 35.400
Klan Hioung z wojskiem liczącym 40.000
Wojsko pod dowództwem pana miasta, liczące równe 100.000

Na których widok Kusaribe lekko się uśmiechnąl, jednocześnie mówiąc sobie pod nosem :

- Jeśli za ubicie ich wszystkich nie dobije do setnego poziomu, to się lekko wkurwię..

Jego pewność siebie, pochodzi z monstrualnej siły jaką zdobył podczas kilkunastu ostatnich tygodni.


Unikając ciosów demona, Kusaribe przejął zdolności nekromantów, aby chwilę później zakończyć żywot małego demonka.

Po krótkiej walce, oczekiwał przybycia wojska, aby móc się zabawić.


Dwa z trzech zbliżających się klanów,  planowało wykorzystać zaistniałą sytuację – dokładniej mówiąc, planowali unicestwić ludzi z klanu węża, gdyż przeszkadzali im oni w ich interesach.

Były to oczywiście Klan Feniksa oraz Klan Tas, natomiast Klan Hioung przybył ze wsparciem – gdyż posiadają oni sojusz z klanem węża.

Aktualna sytuacja w tym mieście wyglądała następująco : klan Węża posiada sojusz z klanem Hioung, Klan Feniksa sojuszuje się z klanem Tas, a Klan Tas posiada nieoficjalny sojusz z Hioung.

Długo nie trzeba było myśleć, aby zorientować się co z tego wyjdzie – dwa klany w sojuszu, postanowiły dołączyć się do eliminacji „wężów” - oraz broniącego ich klanu Hioung.

Pan Miasta – nikt inny jak Yasu Masashi,  nie interesował się żadnym z tych klanów.
Niemniej jednak – zmuszony był zainterweniować, gdy jego miasto zostało tak otwarcie zaatakowane.

Zbliżali się do terenu klanu węża z dość szybkim tempie, jednocześnie knując dalsze plany..



Shinzuke nadal bawił się z liderem klanu weża – swoim orężem bez problemu odbijał ataki toporem, jakie otrzymywał – od czasu do czasu unikając różnych zaklęć.

- To wszystko na co cie stać, staruszku? - zapytał prowokująco Shin

- Jeszcze niczego nie widziałeś chłopcze! - mówąc to, przywołał kilku nieumarłych wojowników, oraz Lorda Szkieletów ( http://prntscr.com/byqh35  ← coś takiego )

Nieumarli zostali zmienieni w kilka sekund, natomiast lord szkieletów cały czas znajdował się przy Liderze klanu Węża, oczekując na rozkazy.