Rozdział 127: Początek wielkiego starcia

Autor: Tsuniasty Korekta: Shinzuke

Niemalże płaszczący się po ziemi lider klanu węża, wzbudził olbrzymią pogardę w oczach Kyoshiro.


“ Żałosne.. Grunt mu się wali pod nogami, to już jak ostatni przegraniec - podkula ogon i idzie po wsparcie.. Typowy cwaniaczek. “ - pomyślał Kusaribe.


- Co tak rozkminiasz biały lisie? - zapytał Shinzuke, dostrzegając pogardliwe spojrzenie kompana na jego oponenta..


- Co tu zrobić, żeby się nie narobić - no i zarobić.. - odpowiedział półżartem Kyoshiro - Uświadomiłem sobie, jak żałośni są liderzy sporej ilości klanów..


- Żałośni to mało powiedziane. nie są w stanie kontrolować nawet własnych wojsk, zobacz -  mówiąc to Shinzuke wskazał na pole, gdzie wojska dwóch klanów, prowadziły potyczkę. - Niby przyszli im pomóc a tak naprawdę widać jak bardzo się kochają.  dosłownie wpychają sobie Noże w plecy przy każdej możliwej okazji.


- Cóż biorąc pod uwagę tą sytuację, można było to przewidzieć że nie każdy klan się lubi.  Jednak nie byłoby fajnie gdyby zajebali nam całą robotę. - Mówiąc  to w jego dłoni pojawił się   świetliste ostrze - Zapowiada się kolejna, jednostronna rzeźnia.


- Przynajmniej będzie co robić, przez kilka najbliższych godzin. Zawsze jakiś plus, co nie? - skomentował Shin


Kyoshiro zaśmiał się.


- Masz rację. Rozgniatanie robaków zawsze było zabawne..   - odpowiedział, pstrykając palcami. - Dobra, to ja standardowo, pakuję się na środek, jednocześnie rozpętując tam prawdziwe piekło. Zajmij się tymi płotkami co tu się zebrały, bo wydaje mi się że to sprawa osobista.


- Osobista? Hmm, w pewnym sensie masz rację - odpowiedział Shin.


Kyoshiro niczym błyskawica, wyskoczył do miejsca w którym zderzały się cztery wielgachne armie.
Jego twarz nie okazywała emocji, nawet gdy natrafił na środek pola bitwy.
Na samym początku unikając punktów witalnych - wyeliminował z walki ponad pięćdziesiąt osób z samego środka - nim ktokolwiek zdążył się zorientować.


Stanął na samym środku, otoczonymi czterema potężnymi ilościowo oddziałami, jednak nadal nie dało się dostrzec żadnych emocji.
Spoglądając na każdego z góry, obserwował swoje wcześniejsze dzieło - kilkadziesiąt osób wiło się z bólu, pośród swoich towarzyszy, którzy natychmiastowo chcieli użyć na nich mikstur leczniczych, jednak Kusaribe uniemożliwił im to, odpychając każdego kto tylko próbował się zbliżyć.

- Nawet o tym nie myślcie..


Pośród armii rozległy się szepty.

- Skąd on się tu wziął?


- Kim on jest? Jakim cudem udało mu się tak poranić tych gości?


- Na dodatek nie pozwala ich uleczyć, tylko patrzy na wijących się z bólu..


- Czy on się.. uśmiecha?


Widząc sadystyczny uśmiech Kusaribe, który wpatrywał się w swoje ofiary - w sercach wielu osób, zagościło przerażenie.


Kyoshiro rozglądając się wokół,skierował dwa świetliste ostrza w przeciwne kierunki i powiedział :


- To może zacznijmy tą wspaniałą grę.. w której stawką będą wasze życia!



Tymczasem u Shinzuke.


Idąc w kierunku lidera klanu węża, wymusił na nim wykonanie kilku kroków w tył.


- Ej no, taki wygadany byłeś - a teraz chcesz uciekać? - zapytał Shinzuke, lekko się uśmiechając.


Powiedział to tak głośno, że nawet pozostali liderzy i pan miasta usłyszeli jego słowa.


- Ty arogancki gówniarzu.. - Wyraz jego twarzy zmienił się w gniewny. - Lordzie Szkieletów, zabij tego śmiecia! - rozkazał

Lord szkieletów po raz pierwszy od przywołania - ruszył się.

Czerwona energia która pełniła rolę jego oczu przybrała jaśniejszy kolor, a lord kostków dobył duży miecz półtora ręczny, który pojawił się dosłownie z podziemi.


- Ale.. Efekty specjalne. Brakuje tylko wybuchów, i rosyjskiej kokainy. - skomentował znudzony Shinzuke, po czym chwytając swój oręż zignorował szkieletora i zbliżał się coraz bardziej do lidera klanu węża.

Jednym ruchem swojego zmodyfikowanego ostrza, przepołowił go na pół jednym mocarnym cięciem, mimo że lider klanu węża chciał się obronić swoją magią.


- Za dużo gadałeś,  za mało zrobiłeś. - oznajmił w momencie gdy krew przeciwnika, spływała mu po ostrzu.


Spoglądając na pozostałych liderów, na twarzy których widać było niedowierzanie, Shinzuke uśmiechnął się, wykonując wymach swoim ostrzem - aby pozbyć się z niego krwi.


Wycelował ostrze w stojących kawałek dalej przeciwników..


- Kto następny?


----------


No właśnie.. Who’s next?

Skoro Kret dodał dziś czapter, to i ja dodaje - ot tak, w imię zasad.