Rozdział 3: Łagodny i przyjazny Wilk

Tłumaczenie: PitaBread Korekta: CesarzoVa

‘’Prince, myślę, że bez sensu tak to ciągnąć,’’ jęknęła Lolidragon, zarówno jej mina jak i ton głosu miały w sobie błagalną nutę.

Zmarszczyłam brwi. Ech! No tak, znowu zaczyna.

‘’Dobra, niech ci będzie!’’ Zacisnęłam rękę na jej ramieniu i stanowczo spojrzałam jej w oczy.

‘’W końcu się zgodziłeś…’’ widząc jak się cieszy, pomyślałam, Ech! Dobra tam, żebyś tylko była zadowolona…

‘’Huraaa! W końcu wychodzimy ze strefy dla noobów, łoohoo! Myślałam, że umrę tu z nudów,’’ zawołała wesoło.

Ech! Szczerze mówiąc, moim zdaniem pobliska Jaskinia Szkieletów wciąż była niezłym miejscem do expienia. Chociaż tutejszy exp nie był najlepszy dla Lolidragon na 33 poziomie i dla mnie na 35 poziomie (no i dla Pyzy na 23 poziomie!), to za to zabijałyśmy mobki w parę sekund i wychodziło na to, że wcale nie levelowałyśmy tak wolno. Miałam plan koczowania tutaj aż do poziomu 40, ale Lolidragon zaczęła marudzić. Ciągle jęczała, że chce już iść do dużego miasta…

Dlatego też, po trzech dniach – po których prawie mi uszy zwiędły od jej biadolenia – niechętnie pożegnałam się ze szkieletami.

W drogę! Tak właściwie, to byłam trochę ciekawa świata zewnętrznego. Po opłaceniu kosztów podróży, razem z Lolidragon opuściłyśmy wioskę nowicjuszy i rozpoczęłyśmy podróż do nowego świata.

‘’Prince, czemu wybrałeś Miasto Gwiazd, a nie Miasto Słońca?’’ spytała zanim wyruszyłyśmy.

Wzruszyłam ramionami. ‘’Mój brat od jakiegoś czasu jest w Mieście Gwiazd. Ciągle ględzi o najlepszych miejscach do expienia w tamtej okolicy i takich tam. Skoro już wiem o tym miejscu co nieco, dlaczego by się tam nie udać!’’

Gdy dotarłyśmy do Miasta Gwiazd, na myśl przyszło mi tylko jedno słowo, by je opisać: Piękne. To naprawdę było wspaniałe miasto, z osobliwymi uliczkami, budynkami w europejskim stylu i niebem usianym gwiazdami. Po wyjściu z teleportu przeszłam się wzdłuż jednej z takich brukowanych uliczek i już samo to sprawiło, że poczułam się bardziej elegancka i szykowana.

Gdy szłyśmy, Lolidragon uwiesiła się na moim ramieniu. Nie zrozumcie tego źle, to była tylko taka tajemna umowa między nami. W miejscach publicznych odstawialiśmy scenkę zakochanych, bo inaczej… Cóż, chyba wiecie o co mi chodzi. (Ech! Moja umiejętność Lekkość awansowała do poziomu 3 przez to całe uciekanie przed opętanymi laskami…) Mimo to, gdziekolwiek byśmy nie poszły, mijane przez nas dziewczyny stawały w miejscu i wbijały we mnie patrzałki, potem z kolei przenosiły spojrzenie na Lolidragon, ale tym razem takie pełne zawiści.

‘’Prince, możemy zjeść w jakiejś luksusowej restauracji? Prooszę?’’ spytała Lolidragon, rzucając mi błagalne spojrzenie. Podrapałam głowę w zamyśleniu.

To nie był taki zły pomysł. W wiosce nowicjuszy, najlepszym możliwym żarciem do kupienia były pyzy z mięsem… Jednak od czasu gdy pomyliłam Pyzę z normalną pyzą z mięsem i ugryzłam ją, jadłam tylko suche pyzo-buły.

‘’No dobra. I tak mamy więcej pieniędzy niż trzeba, więc możemy chyba spróbować tutejszych specjałów.’’

Po uważnym przestudiowaniu katalogu, zdecydowałyśmy się na restaurację nad brzegiem jeziora. Budynek został zbudowany w większej części z przejrzystego szkła. Przy wejściu przywitała nas śliczna kelnerka.

‘’Stolik dla dwojga, proszę,’’ powiedziałam z lekkim uśmiechem (którego nauczyła mnie Lolidragon) do kelnerki.

Śliczna kelnerka zamarła. O cholera, pomyślałam, oblewając się zimnym potem, Nie spodziewałam się, że tutejsze kelnerki to prawdziwi ludzie! Bez zastanowienia, mocniej zacisnęłam rękę na prawym ramieniu Lolidragon.

‘’Bishek!’’ pisnęła śliczna kelnerka rozmarzonym głosem. Nie był to jakoś szczególnie głośny pisk, więc tylko ludzie na parterze go usłyszeli. Kiedy wszystkie głowy odwróciły się w moją stronę, spanikowałam, myśląc, No- No i co teraz? Niech to szlag, nawet zjeść w spokoju nie dadzą.

‘’Zachowuj się tak jak cię uczyłam i o nic się nie martw! Z takim towarem jak ty i taką super laską jak ja, nikt nie odważy się do nas podejść,’’ Lolidragon wysłała mi PM-kę. Sama będąc pięknością na poziomie Miss Universe, nauczyła mnie pewnej sztuczki. Powiedziała mi, Im więcej ludzie się na ciebie patrzą, tym bardziej musisz zachowywać się jak towar z najwyższej półki. Spraw, by poczuli się jak plebsy w obecności szlachty, a wtedy nie będą mieli śmiałości, by choćby zrobić krok w twoim kierunku.

Walcząc z ochotą wzięcia nóg za pas, przykleiłam do twarzy lekki uśmiech i powiedziałam miękko, ‘’Panienko, stolik dla dwojga – byłabyś tak miła, by nas do niego zaprowadzić?’’

Śliczna kelnerka spłonęła rumieńcem i z pewnymi trudnościami, w końcu doprowadziła nas na nasze miejsca. Ciągle z cieniem uśmiechu na twarzy, usiadłam i przebiegłam spojrzeniem po pozostałych gościach restauracji. No tak, efekt był powalający, nikt na kogo spojrzałam nie odważył się odwzajemnić spojrzenia.

Otworzyłam kartę menu. Używając jej jak tarczy odgradzającej nas od gości, ja i Lolidragon odkleiłyśmy te śmieszne miny z twarzy. Niczym dwie biedne dusze, które od miesięcy nie miały niczego w ustach, zaczęłyśmy po cichu dyskutować co zamówić…

‘’Prince, chcę to i to.’’

Przyglądając się ilustracjom, głośno przełknęłam ślinę. ‘’Też to chcę i jeszcze to…’’

‘’To też wygląda całkiem, całkiem…’’

‘’Lolidragon, jeszcze trochę, a obślinisz menu!’’

‘’I kto to mówi, sam wyglądasz jak jakiś niedokarmiony żebrak…’’

‘’A czytałaś kiedyś Książę i Żebrak? wypaliłam.

‘’Nie zapomnij zamówić paru pyz z mięsem dla Pyzy…’’

Zwierzaki w Second Life należało karmić. Po wielu eksperymentach, w końcu zdecydowałam się na wysłanie PM-a z zapytaniem do GM-a, ‘’Dzień dobry panie GM, może mi pan powiedzieć co jedzą pyzy z mięsem?’’

Tak brzmiała jego odpowiedź: ‘’Proszę przestać robić sobie żarty z Game Masterów. Następnym razem zostaniesz siłą wylogowany z gry, a twoje konto dostanie miesięcznego bana.’’

Po tym wydarzeniu, niepokonana ukryta GM-ka Lolidragon naświetliła całą sprawę wyższym przełożonym. W następstwie, ów GM dostał ostre pouczenie od szefów… a ja w międzyczasie odkryłam, że zwyczajne pyzy z mięsem w jakiś sposób zniknęły z mojej torby. Lolidragon dała słowo harcerza, że nie zjadła ich po kryjomu, dlatego – pełna wątpliwości – postanowiłam dać Pyzie do zjedzenie parę normalnych pyz z mięsem. Wtedy, Pyza zeżarła trzech swoich pobratymców na raz…! I wyglądała na całkiem zadowoloną…

Odkładając menu, Lolidragon ponownie przybrała minę rozanielonej panienki. Ja również w książęcy sposób wyprostowałam plecy i z uśmiechem przekazałam rumieniącej się kelnerce nasze zamówienie.

Czekając na jedzenie, czas upływał nieznośnie wolno. By zachować pozory, mogłyśmy rozmawiać ze sobą tylko półgłosem, a i tak musiałyśmy uważać, by nikt nas przypadkiem nie usłyszał.

Prawdziwa męczarnia… Co? Pytacie czemu nie mogłyśmy pozwolić, żeby ktoś na usłyszał?

Nasza rozmowa brzmiała tak…

‘’Lolidradon, daj sobie siana ze specjalną techniką Chun Li! Ten helikopterowy kopniak wykracza poza ludzkie możliwości.’’

‘’Nie ma mowy! Ten ruch jest taaaki fajny. Opanuję go choćby nie wiem co. I popatrz jeszcze kto to mówi! To ty ciągle eksperymentujesz z Gniewem Ośmiu Dziewic Ioriego Yagami. TO wykracza poza ludzkie możliwości.’’

(t/n: Jeden z popisowych ataków Ioriego Yagami. Ponoć nazwa została zainspirowana spotkaniem Ioriego i pewnych ośmiu zakonnic. W przebieralni.)

‘’Nie, wcale nie. Obecnie staram się zmodyfikować Uderzenie Dziewięciogłowego Smoka Kenshina.’’

‘’Ech! Czemu Dłonie Melancholii Yanga Guo są tak trudne do wykonania?’’ westchnęła Lolidragon.

(t/n: Yang Guo jest główną postacią jednej z powieści Jin Yonga ‘The Return of the Condor Heroes’. W skrócie: zakochał się w dziewczynie o imieniu Xiao Long Nü (co oznacza ‘Mała Smocza Dziewczyna’ i jest równocześnie oryginalnym nickiem Lolidragon, jednak ze względu na to, że czytelnicy wolą Lolidragon, to mamy Lolidragon). Kochankowie wpadli w tarapaty, zostali otruci przez wrogów, a w ich posiadaniu znajdowała się tylko jedna dawka antidotum. Nieco później Xiao Long Nü zniknęła, zostawiając na skale wiadomość, że znalazła inne lekarstwo i że spotka się z Yang Guo za 16 lat. Wszyscy (z wyjątkiem Yang Guo) zrozumieli z tej wiadomości, że popełniła samobójstwo, by ocalić ukochanego.

Yang Guo czekał wiernie, a jego rozpacz wywołana rozłąką z Xiao Long Nü przejawiała się w jego ataku, Dłoniach Melancholii. Był to atak tak silny, że mógł stać na równi z najpotężniejszymi technikami świata sztuk walki. Jego siła zależała jednak od stanu umysłu użytkownika – im więcej rozpaczy, smutku i żałości, tym silniejsza.

Na koniec okazało się, że Xiao Long Nü przeżyła i ma się dobrze. Pobrali się i żyli długo i szczęśliwie. Chyba. Może.)

‘’No ba. W końcu sam Mistrz-Autor Jin Yong powiedział, że aby użyć Dłoni Melancholii musisz czuć melancholię. Czułaś coś takiego kiedykolwiek?’’

‘’Czułam,’’ odparła niewinnie Lolidragon. ‘’Nawet się raz popłakałam przy krojeniu cebuli…’’

‘’…’’

Kiedy ja i Lolidragon ciągnęłyśmy tą pozbawioną sensu rozmowę, grupa ludzi zeszła po schodach z drugiego piętra…

‘’Heartless Windzie, Dolina Wściekłych Smoków może być nieco niebezpieczna, ale z naszą szóstką i oczywiście z tobą, expienie w tym miejscu nie powinno stanowić problemu,’’ powiedział przystojny i elegancki wojownik do chłopaka, który schodził po schodach obok niego.

‘’No włacha, Heardless Wind. Choć z nami!’’ Ech? przemknęło mi przez głowę. Ten prostoduszny charakter i ta mina… Czy to nie jest przypadkiem Mały Siłacz? A obok niego Legolas i TylkoDoLeczenia…

‘’Skoro jego przyjaciele, Złamany Miecz i Mały Siłacz tak ciepło zapraszają, jak Heartless Wind mógłby odmówić. Dołączę do Drużyny Rose. Od teraz działamy razem!’’ Heartless Wind nosił stylowe szaty, a w ręku trzymał jadeitowy flet. Już to + super przystojna twarz zdołało sprawić, że mag Drużyny Rose, Snow White Rose i śliczna ludzka złodziejka, Fairsky wpatrywały się z niego jak w obrazek.

Siedząc przy schodach, słyszałam każde wypowiadane przez nich słowo. Słysząc imię ‘Heartless Wind’, a do tego jeszcze te wkurzające naśladownictwo sposobu mówienia Robin Hood’a, zmrużyłam oczy. Nie mówcie mi, że to… powoli odwróciłam głowę.

Ta twarz! Poprawił sobie wygląd, ale po dziewiętnastu latach mieszkania w jednym domu po prostu NIE MOGĘ go z nikim pomylić. To ten zasrany karakan, którego nazywam moim bratem, Feng Yang Ming! Ech? A ta elfka… to Śnieżnobiała Rose! Moja ukochana siostra!

W tym momencie, śliczna ludzka złodziejka chyba mnie zauważyła. No i oczywiście stanęła jak wryta.

‘’Fairsky? Co się dzieje? Czemu się zatrzymałaś?’’ spytał Legolas, widząc, że Fairsky nagle zamarła.

‘’Fairsky?’’ Reszta Drużyny Rose spojrzała na nią pytająco, po czym ich oczy podążyły za jej wzrokiem i spoczęły na mnie…

‘’Coś nie ten teges, Prince?’’ Lolidragon wysłała mi PM-a widząc, że dziwnie się zachowuję.

‘’Największy przystojniak w tamtej grupie, ludzki szermierz, Heartless Wind, to mój młodszy brat.’’

‘’On wie…?’’

‘’Wie, że jestem transem, ale nie wie kim konkretnie!’’ Po chwili dodałam, ‘’Tylko go nie uświadamiaj.’’

‘’Och. Dobra, no to zachowuj się naturalnie, a nie jakby ci ktoś grabie w cztery litery włożył.’’

Opanowałam się i posłałam im lekki uśmiech.

‘’Jaki przystojny…’’ westchnęła Fairsky, oszołomiona.

Jednak Heartless Wind wyglądał na zirytowanego. Na stówę zastanawiał się skąd też przylazł ‘ten koleś’ (Z twojego domu…) i jak ten koleś – który był tylko trochę przystojny – śmiał skraść jego miejsce w świetle reflektorów. Zdenerwował się jeszcze bardziej gdy odwrócił głowę i zobaczył, że Rose – nawet Rose! – wpatruje się w tego kolesia z otwartymi ustami.

Wtedy, wstałam i podeszłam do nich. W końcu Rose i pozostali pomogli mi wcześniej. Powinnam im chociaż powiedzieć ‘Cześć’.

‘’Dawno się nie widzieliśmy, Rose, Mały Siłaczu, Legolasie, TylkoDoLeczenia,'' powiedziałam.

‘’Znasz nas?’’ odparł Mały Siłacz, wyraźnie zaskoczony. Z jego twarzy dało się wywnioskować, że nigdy nie spotkał nikogo tak przystojnego. Pozostali również wydawali się zdezorientowani.

Uśmiechnęłam się lekko. ‘’Jestem Prince.’’

‘’Prince…?’’

Mój uśmiech wykrzywił się nieco. Wygląda na to, że zupełnie o mnie zapomnieli, pomyślałam. ''Ten Prince od maski, pamiętacie?’’

‘’Ach… To ty.’’ Małego Siłacza nagle oświeciło, już wiedział dlaczego nie mógł przypomnieć sobie tej twarzy.

‘’Ten co używał taekwondo do zabijania mobków?’’ zaśmiał się TylkoDoLeczenia.

‘’Więc nosiłeś maskę żeby laski cię nie obsiadły jak muchy?’’ spytał Legolas z dziwnym wyrazem twarzy.

‘’No…’’ W tym momencie obok mnie stanęła Lolidragon. ‘’Ach, pozwólcie, że przedstawię. To moja towarzyszka, Lolidragon. Lolidragon, to jest Rose, Mały Siłacz, Legolas i TylkoDoLeczenia. Pomogli mi wcześniej.’’

Lolidragon wzięła mnie pod ramię i obdarzyła ich promiennym uśmiechem. ‘’Cześć wam.’’

‘’Więc to ty, Prince…’’ zaczęła nieśmiało moja ukochana siostra Rose. Na ton jej głosu, oblał mnie zimny pot.

Nagle, mój młodszy brat przerwał jej wpół zdania. ‘’Witam. Jestem nowym członkiem Drużyny Rose, Heartless Wind.’’

Uśmiechnął się do mnie delikatnie. Znałam ten uśmiech. Jego uśmiech nr. 1, pełen zajebistości i pewności siebie. Uśmiech w stylu Robin Hood’a. Braciak kiedyś mi powiedział, że jeśli pokazuje ten uśmiech dziewczynie, to znaczy że chce ją poderwać. Kiedy jednak pokazuje go facetowi, to znaczy, że chce go wyzwać… Czekaj, co?! Po cholerę on mnie próbuje wyzwać?!

‘’Cześć!’’ odpowiedziałam ze zdawkowym uśmiechem. Głęboko w duszy myślałam jednak, No aż się prosisz, żeby cię sprać po tym ryju! Ależ mnie to wkurza! Grrr, nie dostaniesz dzisiaj kolacji, zobaczysz…

Kiedy wokół nas dwojga zaczęła tworzyć się dziwna atmosfera, dziewczyny – Rose i Fairsky – przeniosły wzrok na Heartless Winda. Po chwili spojrzały z powrotem na mnie, zupełnie jakby stawiano je przed Bóg-jeden-wie jak trudnym wyborem... Prawie mi kolana zmiękły, kiedy w końcu zorientowałam się o co tu chodzi. No jasne!

MATOŁ! Wcale NIE próbuję podkraść ci twoich dziewczyn! krzyknęłam w myślach.

Mój brat tylko obrócił fletem między palcami, ciągle starając się wyglądać cool. Uśmiechnął się i powiedział, ‘’Przyjaciel Prince ma wiele szczęścia, znajdując sobie drugą połówkę tak piękną jak Lolidragon. Zupełnie jakbyście byli sobie przeznaczeni, aż wam zazdroszczę, wzdech!’’

Wymusiłam na sobie uśmiech. ‘’Dzięki…’’

‘’W realu twój młodszy brat też jest takim podrywaczem?’’ zagadnęła Lolidragon w PM-ce, na zewnątrz jednak wciąż wyglądała jak pełna skromności panienka.

‘’Jeszcze czego. Jeśli jest tylko w moim towarzystwie przestaje udawać Robin Hood’a i staje się prawdziwym idiotą.’’

Słysząc słowa Heartless Winda, Fairsky i Rose pobladły. Fairsky spytała pośpiesznie, ‘’Prince, naprawdę jesteście parą?’’

‘’Taa, Lolidragon jest moją… żoną.’’

Fairsky zaniemówiła. Pomyśleć, że w końcu znalazła idealnego bisha, tylko po to, żeby dowiedzieć się, że ten jest już żonaty - a na dodatek owa żona to nieporównywalna piękność! To kompletnie zepsuło jej humor. Fairsky z tęsknotą pożerała wzrokiem moją boską i cudowną osobę. Aż mi dreszcz po całym kręgosłupie przeszedł!

Nie, nie poddam się! pomyślała. Wciąż mam swoją tajną broń…

Wtedy, Lolidragon zauważyła jak się tym wszystkim stresuję i natychmiast znalazła dla nas wymówkę do ucieczki.

‘’Skarbie, nasze jedzenie już jest na stole!’’

Z tym akcentem, pożegnałam członków Drużyny Rose i wróciłam na swoje miejsce, by w spokoju cieszyć się posiłkiem.

Zaczęłam pałaszować swoją porcję, starając się ignorować przeczucie, że było coś dziwnego w tamtej wymianie zdań. Po posiłku, razem z Lolidragon udałyśmy się na spacer, by strawić tę górę jedzenia, którą właśnie zjadłyśmy.

‘’Prince, myślałeś kiedyś o założeniu party?’’ zagadnęła Lolidragon.

‘’Są z tego jakieś korzyści?’’ spytałam, przekręcając głowę na bok.

Wszechwiedząca Lolidragon natychmiast pośpieszyła z wyjaśnieniami. ‘’Z upływem czasu mobki będą stawały się coraz silniejsze i nasza dwójka nie poradzi sobie sama. Ale gdybyśmy mieli kapłana, albo maga, byłoby łatwiej. Levelowanie też by szybciej szło. Na dodatek drużyna może brać grupowe zadania z Gildii Awanturników. Za ich wykonanie dostaje się super nagrody – forsę, reputację, itd.’’

‘’Hmm…’’ To brzmiało całkiem nieźle. ‘’No to załóżmy drużynę!’’

Lolidragon tylko przewróciła oczami. ‘’To wcale nie jest takie hop siup. Drużyna musi składać się co najmniej z pięciu członków! Obecnie jest nas tylko dwoje.’’

‘’Więc-‘’

‘’Wy tam! Stać!’’ ktoś zawołał władczym głosem, przerywając mi.

Zdezorientowana, ujrzałam przed nami tą śliczną dziewczynę z Drużyny Rose. Poznałam ją ledwie moment temu… Chyba nazywa się Fairsky? ‘’Coś nie tak?’’

Ręce opierała na biodrach. Chyba chciała wyglądać groźnie… ale z jej delikatną twarzyczką to po prostu nie działało. Jednakże wtedy, stanął za nią rządek przypakowanych mięśniaków a la Hulk.

A to co znowu? Napad? W samym środku Miasta Gwiazd? Zarówno ja, jak i Lolidragon nie wiedziałyśmy co się dzieje. Pobliscy gracze zatrzymali się, by popatrzeć sobie na to widowisko.

‘’Mogę spytać… jaką masz do nas sprawę?’’ Spytałam, ciągle z uśmiechem dżentelmena na ustach.

Jakie ciacho… Fairsky westchnęła w myślach, wpadając w błogostan. Jeszcze bardziej utwierdziła się w swoim postanowieniu – zabierze tego bisha dla siebie i będzie jego żoną! Specjalnie na tą okazję, po długiej deliberacji, przygotowała sobie idealną kwestię.

‘’Ekhem! Przeze mnie powalone drzewo tu leży, gdyż droga ta do mnie należy. Jeśli chcesz przy życiu zostać… Musisz. Się. Z. Bishem. Rozstać.’’

…Wszystkich – Lolidragon, mnie i pobliskich graczy – dosłownie zatkało.

Widząc brak reakcji z mojej strony, Fairsky tupnęła nogą w ziemię. ‘’Słuchaj, Prince. Rzuć tą całą Lolidragon i ożeń się ze mną. Gwarantuję wikt, opierunek, dobre itemki, a nawet kieszonkowe.’’ Dumnie uniosła brodę do góry. ‘’Nie martw się, mam pieniądze. Jeśli mi nie wierzysz, na start mogę ci dać pięćdziesiąt tysięcy złota.’’

Trochę mnie to zaskoczyło. ‘’Masz na myśli… że będziesz się mną opiekować?’’

‘’Dokładnie!’’

Lolidragon w sekrecie już zrywała boki ze śmiechu. Jednak dla zachowania pozorów, dzielnie się kontrolowała. Podniesione kąciki ust były jedynym widocznym dowodem jej rozbawienia.

Obserwatorzy z kolei już dawno prawie tarzali się po ziemi ze śmiechu. Z ich przekrzykiwań zdołałam wychwycić takie uwagi jak: ‘’Łoo, babka z jajami’’, ‘’Mną też się zaopiekuj, śliczna’’ i ‘’Ogarnijcie się ludzie.’’

‘’Co robić, Lolidragon… I przestań rżeć,’’ zrezygnowana, wysłałam jej PM-kę.

‘’Ahahaha! …Daj jej kosza oczywiście. Co niby ona może ci zrobić na środku ulicy i na dodatek w świetle dnia?’’ odparła Lolidragon, krztusząc się za śmiechu.

Ignorując dwieście decybeli rozbrzmiewającego wokół nas śmiechu, mogłam tylko zrobić przepraszającą minę. Aach! Jesteśmy tylko małą niewinną drużyną… ‘’Wybacz, ale nie mam zamiaru jej zostawiać, więc może… poszukaj sobie męża gdzie indziej!’’

Cholera by to! zaklęła w myślach Fairsky, patrząc na Lolidragon z narastającą furią. Ta jednak zdawała się tym w ogóle nie przejmować, zajęta oglądaniem własnych paznokci. To tylko bardziej rozzłościło Fairsky. ‘’Chłopaki, wyślijcie to babsko z powrotem do punktu odrodzenia!’’

Jej ośmiu przydupasów popatrzyło po sobie z widocznym wahaniem – w końcu PK-owanie takiej piękności było zwyczajnie… nie do pomyślenia!

Fairsky dodała wściekle, ‘’No jazda! Ten, kto ją utłucze, dostanie pięćdziesiąt tysięcy złota!’’

Pobladłyśmy, a Lolidragon wyglądała jakby miała zaraz wybuchnąć. ‘’Nawet nie waż się myśleć żeby nas tknąć na samym środku głównej ulicy miasta!’’

Ośmiu drabów, skuszonych obietnicą pięćdziesięciu tysięcy złota, powoli ruszyło w naszą stronę. Szybko zasłoniłam Lolidragon własnym ciałem. Otaczający nas gracze zaczęli szeptać między sobą, ale już po jednym zdaniu z ust Fairsky wszystkim odechciało się w to mieszać. ‘’Jeśli ktokolwiek się wtrąci, każę moim chłopcom PK-ować go póki nie wróci do poziomu 1.’’

‘’Prince…’’ Twarz skrytej za moimi plecami Lolidragon była blada jak prześcieradło.

‘’Nie bój się. Jeśli zginiemy, to tylko razem. W końcu to tylko jeden poziom, zawsze możemy go nadrobić,’’ pocieszyłam ją. Zdaje się, że te słowa odrobinę ją uspokoiły.

‘’Spytam jeszcze raz, Prince. Będziesz moim mężem? Jeśli się zgodzisz, puszczę Lolidragon wolno.’’

Ta egocentryczna przemowa Fairsky sprawiła, że Lolidragon dostała chyba jakiejś wścieklizny. ‘’Ty pi*do wymalowana! Nawet jeśli będziesz mnie w kółko zarzynać aż do 1 poziomu, to Prince wciąż będzie MOIM mężem!’’

Na Fairsky te słowa podziałały jak czerwona płachta na byka. ‘’Brać ją!’’

Jeden z drabów, zaślepiony obietnicą pięćdziesięciu tysięcy złota, postanowił rozpocząć atak jako pierwszy, by samemu zgarnąć całą nagrodę. Kroczył w naszą stronę, ściskając dwuręczny topór. W odpowiedzi, sięgnęłam do swojej torby i chwyciłam mojego niezastąpionego towarzysza – Pyzę – po czym brutalnie rzuciłam nią w przydupasów Fairsky.

‘’Pyzo, użyj Zatrutej Pyzy z Mięsem.’’ Lecąc w ich stronę, Pyza uwolniła z siebie chmurę trującego gazu.

Draby A, B, C, D, E, F, G i H zostali z powodzeniem zatruci, HP -20/s, czas trwania 20 minut, możliwość uleczenia przy pomocy większego antidotum

Kiedy Pyza wróciła do mojej dłoni, z prędkością błyskawicy zaszarżowałam w stronę Draba A, korzystając z tymczasowego zamieszania spowodowanego przez Pyzę. ‘’Uderzenie Dziewięciogłowego Smoka!’’

Uderzenie Dziewięciogłowego Smoka było techniką z mangi Ruroni Kenshin (t/n: Ale filmowy Kenshin jest fajniejszy >_>), który skopiowałam i zmodyfikowałam. Było to połączenie kilku normalnych ataków tnących wykonywanych na krzyż. Używałam do tego mojej umiejętności Ciągły Atak.

Na obecną chwilę mogłam wykonać dziesięć ciągłych uderzeń, może powinnam to przechrzcić na ‘Uderzenie Dziesięciogłowego Smoka’…

Dodając moc mojego Czarnego Dao na piętnastym poziomie i dodatkowe obrażenia od ognia Cięcia Inferno, ten atak stawał się całkowicie OP – można powiedzieć, że obecnie była to moja najlepsza, ostateczna technika. Nawet najsilniejszy mob na obszarze dla nowicjuszy – boss Król Szkieletów – zamieniał się w kupkę kości jeszcze zanim zdołałam wykonać ostatnie cięcie.

‘’Aaaaaaargh!’’ Drab A wydał z siebie mrożący krew w żyłach wrzask, po czym zmienił się w słup światła i wystrzelił w powietrze.

Szybko wyciągnęłam miksturkę many z torby i wypiłam ją. Największym minusem Uderzenia Dziewięciogłowego Smoka było to, że zżerało kupę many. Na szczęście, pozostali byli zbyt wstrząśnięci tą nagłą jatką, by wykorzystać okazję i mnie zaatakować.

Mając w pamięci jak Kenshin zawsze patrzył na swoich wrogów zimnym wzrokiem, co w rezultacie osłabiało ich morale, ja również popatrzyłam na nich chłodno i wycedziłam głosem zimnym jak lód, ‘’Jeśli ktoś sądzi, że da radę przeżyć moje Uderzenie Dziewięciogłowego Smoka, to niech no tu podejdzie!’’

Każdy z osiłków łyknął już po antidotum, ale żaden z nich nie śmiał iść pierwszy. W końcu widzieli, że zregenerowałam manę i pierwszy chętny stanie się po prostu darmową żywą tarczą dla pozostałych!

‘’Cholera jasna! Dawajta na niego razem, chłopaki! I Herkules dupa, kiedy ludzi kupa!’’ ryknął w końcu drab B. Wszystkich siedmiu drabów ruszyło w tym samym momencie.

To, co wydarzyło się następnie można opisać jedynie słowem 'masakra'. Polegałam na swojej zwinności – wyższej niż u nich – by manewrować w tym morzu ostrzy. Ciągle jednak trochę mi się oberwało, a na dodatek nie miałam możliwości odwetu. Sytuacja Lolidragon wcale nie wyglądała lepiej. Jej zwinność – wyższa nawet niż moja – pozwoliła jej przez jakiś czas unikać ciosów, ale z tak lipnym atakiem, nie dawała rady zrobić komukolwiek większej krzywdy.

‘’Hngh!’’

W chwili mojej nieuwagi, jeden z drabów użył umiejętności i ciął mnie wzdłuż pleców. Niech was szlag, pomyślałam, z narastającą furią w sercu. Jeśli mam zginąć, to zginę w wielkim stylu! Ponownie użyłam Uderzenia Dziewięciogłowego Smoka. Jeden filar światła wystrzelił w powietrze, ale cena za to była wysoka, oberwałam pięć, czy sześć razy. Śmierć już zaglądała mi w oczy…

‘’Prince…’’ z twarzy Lolidragon odpłynęła krew. Dała nura w środek, częstując wszystkich drabów specjalną techniką Chun Li – od teraz będziemy to nazywać Helikopterowym Kopem! Ku mojemu zaskoczeniu, udało się jej zmodyfikować ten atak. Obracała się wokół własnej osi non-stop, podtrzymując ciężar ciała obiema rękami. Nie była wystarczająco silna, dlatego nie mogła zadać wielu obrażeń samymi nogami, ale okazało się, że przytwierdziła do czubków butów ukryte ostrza. Znając Lolidragon, pokryła je swoją najbardziej paskudną trucizną, o nazwie Rozkład Duszy w Siedem Kroków.

Oczywiście wcale nie umierało się od tego po siedmiu krokach, ale z obrażeniami HP -50/s, zwyczajny gracz w niecałą minutę zaliczyłby zgona, gdyby na czas nie wziął antidotum.

Zatruci osiłkowie tak się przerazili widokiem swojego HP zmniejszającego się w szalonym tempie, że bez zastanowienia zaczęli grzebać w torbach szukając antidotum. Lolidragon wykorzystała tą okazję, doskoczyła do mnie i wyciągnęła ze środka pola bitwy, a ja w międzyczasie popijałam miksturkę życia.

Jednak zanim zdołałam choćby przyłożyć do ust drugą miksturkę, draby znowu się na nas rzuciły. Kuźwa!

Nie sądziłam, że to możliwe, ale obie pobladłyśmy jeszcze bardziej. Pobliscy gracze, widząc, że nikt nie raczył wyjść z tłumu i nam pomóc, po prostu dalej przyglądali się tej scenie. Jednak niektóre dziewczyny nie dały rady znieść tego widoku. Uciekły zasłaniając oczy dłońmi.

Wygląda na to, że ja i Lolidragon naprawdę będziemy musiały zginąć w imię naszej ‘miłości’, uuuch! Czemu muszę umierać w tak idiotycznych okolicznościach?

Właśnie kiedy miałam wymienić się ciosami z jednym z drabów, niczym grzmot, powietrze przeszył bestialski ryk. ‘’STARCZY JUŻ TEGO DOBREGO!’’

Wszystkie głowy zwróciły się w stronę źródła głosu. Lego lokalizacja wcale nie była trudna do ustalenia, ponieważ należał do bestii – szkaradnego wilkołaka, jeśli być szczegółowym – ze zmierzwionym szarym futrem i o ile się nie pomyliłam, jakimiś dwoma metrami wzrostu. Wyglądał jakby jednym ruchem pięści mógł posłać kogoś prosto do szpitala. Jego ramiona były tak grube jak moje uda, a nogi mniej więcej takie jak mój obwód pasa.

W oczach pozostałych drabów pojawiła się panika. Żaden z nich nie chciał z własnej woli walczyć z tą ogromną, przerażającą kreaturą.

Szkaradny wilkołak obrzucił osiłków wściekłym spojrzeniem. ‘’PASZOŁ WON, ALBO NOGI Z DUPY POWYRYWAM!’’

Przełknęli nerwowo ślinę, ale wciąż jakoś nie śpieszyło im się do odwrotu.

Korzystając z okazji, wypiłam swoją ostatnią miksturkę. Wstałam, z odnowionym HP i jakby dla potwierdzenia słów wilkołaka, przyjęłam pozycję, gotowa do użycia Uderzenia Dziewięciogłowego Smoka. To i moje lodowate spojrzenie dało pożądany efekt: Terror.

Fairsky, stojąca na uboczu, również pobladła ze strachu. Chciała pozbyć się tylko Lolidragon, bez ranienia swojego Księcia z Bajki. Z błagalną nutą w głosie, spytała, ‘’Prince… Lolidragon to naprawdę ta jedyna?’’

Westchnęłam zakłopotana. Ta twarz to magnes na kłopoty! ‘’Tak. Przykro mi…’’

Słysząc to, Fairsky wybuchnęła płaczem. Pociągając nosem, w końcu uciekła, ciągle cała we łzach. Po przeanalizowaniu sytuacji, osiłkowie stwierdzili, że pięćdziesiąt tysięcy złota nagrody odeszło w siną dal i również zbiegli z miejsca zdarzenia.

Patrząc jak ludzie się rozchodzą, odetchnęłam z ulgą. Zdałam sobie sprawę jak blisko śmierci byłam jeszcze przed chwilą i znowu poczułam się dziwnie. Zanim się zorientowałam, nogi same się pode mną ugięły i padłam tyłkiem na ziemie. Wtedy jednak objęło mnie ciepłe, białe światło…

‘’Wszystko w porządku?’’ spytał brzydki wilkołak, zaniepokojony. Uniosłam głowę do góry i zauważyłam, że szczerzył zęby w uśmiechu. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi, a moje serce nagle wypełniło ciepło. W pewien sposób, ta brzydka twarz wydawała się bardzo przyjazna i godna zaufania.

Lolidragon jednak przyglądała się temu szaremu, brzydkiemu wilkołakowi z niedowierzeniem na twarzy.

‘’Ty… Ty jesteś kapłanem?’’ wyjąkała. Umiejętność, której użył była tak naprawdę zaawansowanym zaklęciem leczącym kapłanów…

Wilkołak odpowiedział z wyraźnym zawstydzeniem. ‘’Owszem, jestem kapłanem-bestią.’’

Przez chwilę zaniemówiłam, jednak po chwili wybuchnęłam śmiechem. ‘’Czy… Czy my właśnie przegoniliśmy SZEŚCIU wojowników tylko z pomocą kapłana, rannego wojownika i złodziejki? Ahahaha…’’ Nie mogłam przestać się śmiać, Lolidragon i brzydki wilkołak również zaczęli chichotać.

Lolidragon i ja wymieniłyśmy spojrzenia. Obie widziałyśmy w swoich oczach podziw dla tego wilkołaka. Myślałyśmy o tym samym, Nikt z tłumu nie kwapił się nam pomóc, a on, będąc niemal bezbronnym kapłanem, miał odwagę wyjść przed wszystkich. Czy nie jest to coś godnego podziwu?

‘’Jak się nazywasz? Spytałam go. Oczywiście nie mogłam go ciągle nazywać ‘brzydkim wilkołakiem’. Poza tym, już wcale nie uważałam, że jest taki brzydki.

‘’Jestem… Brzydki_Wilk. Pasuje mi, co nie?’’ powiedział z uśmiechem. Jednak w jego oczach tliła się iskra bolesnej urazy. Na ten widok poczułam ukłucie żalu i zrobiłam postanowienie…

‘’No to… Wilku, chyba nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Mógłbyś mi pomóc wrócić do hotelu?’’ spytałam, bezradnie podnosząc się na łokciach.

‘’Jasne, nie ma problemu.’’

I tak, z jedną ręką na ramieniu Wilka, a drugą na ramieniu Lolidragon, powoli udaliśmy się w stronę hotelu.

Kiedy szliśmy, zagadnęłam, ‘’Wilku, potrzeba nam kapłana i zastanawiałem się, czy może byłbyś zainteresowany…’’