Rozdział 1: Odrodzenie

Autor: Mefisto

Kiedy odzyskałem przytomność, nadal otaczała mnie ciemność. W całym ciele odczuwałem przyjemne ciepło, i uczucie ukojenia. Kiedy spróbowałem poruszyć ciałem, poczułem jak uderza, dłoniom o coś twardego.

Spróbowałem zrobić to samo drugą ręką, ale poczułem te samą, jednolitą powierzchnie.

Nagle moją uwagę zwróciło jeszcze coś dziwnego. Z trudem udawało mu się poruszyć palcami, jakby były wykonane z ołowiu.

Trzask!

Do moich uszu dotarł głośny dźwięk pęknięcia. Na blokującej moje ruchy powierzchni zaczęły pojawiać się drobne szczelinki, które rozszerzając się, sprawiały że moje oczy zalało światło.

Trzask! Trzask! Trzask!

Pęknięcia pojawiały się coraz szybciej, otaczając mnie ze wszystkich stron.

Trzask!!!

Przy akompaniamencie głośniejszego trzasku, wszystko wokół niego runęło. Uczucie ciepła zostało zastąpione przez chłód.

Nie zwróciłem na to jednak uwagi, zaskoczony widokami które rozpościerały się przed moimi oczami.

Leżałem na ogromnych rozmiarów łące, tak wielkiej, że nie widziałem jej końca. Zauważyłem go dopiero, kiedy się odwrócił.

Za mną leżał potwór!

Wyglądem przypominał trochę jaszczurkę, jednak z kilkoma różnicami. Jaszczurki nie maja skrzydeł. Po drugie, jaszczurki nie są tak wielki! Na oko ponad 20 metrowe cielsko było dostatecznie wielkie, by zmiażdżyć człowieka na miazgę! Całe ciało pokrywała sieć zgrubień, sprawiających wrażenie dodatkowego szkieletu.

Dopiero po chwili się uspokoiłem.

Potwór nie okazywał w stosunku do mnie żadnych wrogich zamiarów. Poza tym, co dziwniejsze, zauważyłem że też nie czuje w stosunku do niego zbyt wielkiego strachu. Gdy początkowy szok minął, nie wydawał się już aż tak przerażający. Wręcz przeciwnie, zaczynałem zauważyłem że patrzy na mnie dość przyjaznym wzrokiem.

Dopiero kiedy spróbowałem zrobić krok w jego stronę, zobaczyłem coś co naprawdę zmroziło moje serce.

Od pierwszej chwili czułem się jakoś dziwnie, mając trudności z poruszaniem swoim ciałem, jednak dopiero teraz zrozumiałem dlaczego.

Całe moje ciało było porośnięte czymś na kształt łusek, o ciemno szarym zabarwieniu. Kiedy spojrzałem na swoje ręce, Choć właściwie powinienem powiedzieć łapy, zakończone były ostrymi pazurami. Nie musiałem nawet oglądać reszty własnego ciała by się zorientować, że jestem mniejsza wersją potwora stojącego przede mną.

W momencie w którym to do mnie dotarło, pojawił się przede mną przezroczysty panel.

Imię : Nieznane.

Rasa : Kościany smok.

Ranga : Smoczątko.

Poziom : 1

Siła :10

Zwinność :10

Żywotność : 10

Kondycja : 10

Energia : 10

Wytrzymałość : 10

Umiejętności : Lot(1) Smoczy dech(1) Klątwa(1) Instynkt (1)

Umiejętność specjalna : Ewolucja.

Punkty statystyk : 0

Punkty umiejętności : 0

Przez chwile starałem się zrozumieć co się właśnie stało

-Co to ma być!? - Starałem się powiedzieć, ale z moich ust wydobyło się tylko warknięcie.

W tym momencie przypomniałem sobie co się ze mną stało, i głos który usłyszałem. Wtedy zrozumiałem wreszcie, co się ze mną stało.

Odrodziłem się.

Nie mogłem zrozumieć tylko jednego, dlaczego jako smok?

Wybieraj!

A. Za akceptuj swój los i pogódź się z nim.

B. Wmawiaj sobie że to sen.

C. Załam się psychicznie!

D. Za atakuj smoka, godząc się na pewną śmierć.

Westchnięcie.

  • Wybieram A - Pomyślałem bez większego zastanowienia.

W sumie, co mi szkodzi? Poprzednie życie zmarnowałem, a to i tak lepsze od bycia trupem.

Zaraz po tym jak dokonałem wyboru, poczułem jak ogarnia mnie słabość.

Smok musiał to zauważyć, ponieważ schylił pysk i podsunął mi nim kawałki jakiejś skorupy. Dopiero po chwili zrozumiałem że muszą to być resztki jaja z którego się wykluł. Ta myśl trochę go rozbawiła.

Po chwili wziąłem kawałek w zęby, i zacząłem przeżuwać. Nie smakowała nawet tak źle. Dopiero jak przełknąłem pierwszy kawałek, zrozumiałem jak byłem głodny. Szybko zabrałem się za pozostałe fragmenty.

Po chwili wszystkie znajdowały się w moim żołądku, a ja zrobiłem się nagle strasznie senny.

Ostatkiem sił, kierowany instynktem, podczołgałem się do wielkiego smoka i oparty o jego bok, zasnąłem.