Rozdział 13: Miasto

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Czułem, że kiedyś moje serce wpędzi mnie w kłopoty. Ale czy to moja wina, że nie mogłem przejść niewzruszony obok płaczącej dziewczyny?

Kiedy Anna zdołała się jako tako uspokoić, trzeba było zająć się naszymi jeńcami. Powoli zaczynali się już wybudzać, wiec najwyższy czas pomyśleć co z nimi zrobić. Najprościej byłoby po prostu ich zabić, ale wolałem nie rozważać na razie tej możliwości.

Po namyśle zdecydowałem się przywiązać ich do najbliższego drzewa, i tak zostawić, Może nawet ktoś ich uratuje? Nawet jeśli nie, raczej nie będzie mi ich żal. Wcześniej jednak dokładnie ich przeszukałem. Nie liczyłem na żaden większy łup i nie zawiodłem się. Tylko jeden z nich miał sakiewkę, w dodatku niemal pustą.

Większą uwagę poświeciłem ich mieczom. Był to lekkie, jednoręczne ostrza, w dużo lepszym stanie niż mój poprzedni. Choć także miały na sobie śladów intensywnego używania.

Bandyci próbowali protestować podczas przywłaszczania sobie ich dobytku, ale nie zwracałem na to uwagi.

  • Wiesz, jak daleko jest najbliższe miasto? - Spytałem Anny.

  • Godzinę drogi stąd — Odpowiedziała.

Jej glos nie był już tak cichy, jak na początku, co odnotowałem z zadowoleniem. Widać było, że przestała się już mnie bać. Dowodem na to było to, że kiedy zaproponowałem jej, by szła ze mną, zgodziła się bez większych sprzeciwów.

Ruszyliśmy w drogę w milczeniu. Nie wiedziałem, na jaki temat moglibyśmy rozmawiać, a ona nie wydawała się być w tej chwili chętna do rozmowy. Od czasu naszej pierwszej rozmowy wydawała się jakoś dziwnie milcząca jakby zamyślona.

Po około godzinie ujrzałem przed sobą miasto.

Spodziewałem się jakiejś niewielkiej wioski, może małego miasteczka. Jednak to, co ujrzałem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Wielkie miasto było otoczone potężnymi, wysokimi na wiele metrów murami. Przy potężnej bramie znajdowała się spora kolejka ludzi, którzy po kolei wchodzili lub wychodzili z miasta.

  • Co to za miasto? - Zszokowany spytałem Anny.

  • Jedno głównych miast królestwa Kaon, Hanalea.

Przyjrzałem się olbrzymiej kolejce.

  • Zawsze są tutaj takie kolejki? - Spytałem zaciekawiony.

  • Nie słyszał pan? - Była tym naprawdę zdziwiona — Z całego królestwa ściągają najlepsi wojownicy i widzowie na wielki turniej Bogów. Wszyscy ci ludzie zmierzają do stolicy.

To by wyjaśniało, dlaczego większość z ludzi stojących przed bramą miała na sobie zbroje i broń. Przynajmniej ja sam się nie wyróżniałem.

Stanęliśmy w kolejce, oczekując na swoją kolej, by przejść przez bramę. Kolejka posuwała się naprawdę powoli. Minęło dobre półgodziny, zanim nadeszła nasza kolej.

Potężnie zbudowany strażnik spojrzał na nas uważnie.

  • Wstęp do miasta kosztuje jednego srebrnika — Powiedział. Zaraz jednak rzucił okiem na obrożę na szyi Anny — Za niewolnika płaci się pół srebrnika.

Najwyraźniej wziął Anne za mojego sługę. Nie widziałem zbytniej potrzeby wyprowadzać go z błędu.

Otworzyłem sakiewkę zabraną bandytą. Które to jednak srebrniki? Wziąłem do ręki jedną monetę i przyjrzałem się jej dokładnie.

Była wykonana w całości ze srebra i miała mniej więcej średnice monety 1 złotowej. Wybita była na niej podobizna starego mężczyzny o posępnym wyglądzie. Czy to ta?

Podałem strażnikowi dwie srebrne monety. Wyraz jego twarzy się nie zmienił, więc chyba się zgadzało.

  • Dobrze — Oddal mi 5 miedzianych monet — Życzę miłego pobytu.

Miedziane monety miały podobny rozmiar jak 50 groszy. Wybita na niej podobizna przedstawiała ptaka, trzymającego w szponach wagę. Ciekawe co to oznaczało?

Kiedy tylko przekroczyliśmy bramę, uderzył mnie niesamowity zgiełk miasta. Mimo że zbliżała się już późna godzina, na ulicach było pełno ludzi. W życiu nie widziałem takich tłumów.

  • Przepraszam, gdzie tutaj można spędzić noc? - Spytałem jakiegoś przechodnia.

  • ,,Pod Baryłką" powinny być jakieś miejsca. - Wytłumaczył mi jak tam dojść.

Podziękowałem, po czym ruszyliśmy dalej. Już po chwili byliśmy na miejscu.

W karczmie ,,Pod baryłką" także było dużo ludzi. Wszyscy siedzieli przy stolikach, jedząc kolacje lub pijąc.

Przy barze stał postawny, barczysty mężczyzna.

  • Chciałbym wynająć pokój.

  • Jedna noc kosztuje 5 ron. Za posiłki płaci się osobno.

Ron? Tak musiały nazywać się te miedziane monety.

Natychmiast zapłaciłem za dwa dni. Nie wiedziałem w końcu, ile tu zostanę.

Natychmiast po otrzymaniu kluczy, udaliśmy się do pokoju. Nie był on pierwszej klasy. Właściwie było tutaj tylko niewielkie łóżko i malutki stoliczek. Nie narzekałem jednak zadowolony, że w końcu mogę spać z dachem nad głową.

Kazałem Annie położyć się w łóżku, ja zaś zająłem podłogę. Próbowała protestować, ale byłem stanowczy. Jaki prawdziwy mężczyzna pozwoli spać dziewczynie na podłodze? Na pewno nie ja.

Musiałem być bardzo zmęczony, ponieważ natychmiast po położeniu głowy na podłodze, zasnąłem.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]