Rozdział 14: Pierwszy dzień w mieście

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Kiedy otworzyłem oczy, czułem się naprawdę paskudnie. Bolały mnie całe plecy, bylem przemarznięty i strasznie zdrętwiałem. Spanie na podłodze nie było jednak aż tak dobrym pomysłem Szczerze to wolałbym już spać na gołej ziemi, nie byłoby przynajmniej tak twardo.

Kiedy jednak spojrzałem na śpiąca w łóżku Anne, pomyślałem, że może jednak nie było tak źle? Musiało jej się śnic coś dobrego, ponieważ na jej ustach błąkał się lekki uśmiech.

Na ten widok zakuło mnie lekko serce.

Nie mogę pozwolić jej cierpieć — Pomyślałem.

Wstałem powoli, starając się wydawać jak naj mniej hałasu, by jej nie obudzić. Ból w plecach lekko zmalał, ale dobrym pomysłem było przejść się kawałek, by przywrócić krążenie.

Z samego rana w karczmie nie było niemal nikogo. Tylko nieliczne ranne ptaszki jadły śniadanie. Na ich widok także poczułem się głodny.

Tym razem za ladą stała wysoka, całkiem ładna dziewczyna.

  • Witam, co podać?

  • Jakieś lekkie śniadanie. - Odpowiedziałem, rozglądając się po sali.

Dostałem talerz gorącej zupy i kawałek chleba. Nie powiem, by był to wytworny posiłek, ale po tak długiej diecie składającej się z samego mięsa, bylem naprawdę zadowolony.

Kiedy tylko się najadłem (Musiałem zapłacić 2 Rony), rzuciłem:

  • W moim pokoju jest jeszcze jedna dziewczyna. Kiedy zejdzie na dół, proszę jej także dać cos do jedzenia. - Powiedziałem, kładąc na ladzie pieniądze.

  • Oczywiście. Może pan ją opisać?

Zamyśliłem się lekko.

  • Brązowe włosy, psie uszy, wychudzona. Niezbyt wysoka. - Starałem się jak najdokładniej ją opisać — A i nazywa się Anna.

  • Dobrze, życzy pan sobie cos jeszcze?

  • Tak, jest tu może jakieś miejsce, gdzie można zarobić trochę pieniędzy?

Dziewczyna zamyśliła się lekko.

  • Najlepsze będą chyba Gildie najemników i poszukiwaczy przygód.

  • To i to, to nie jest to samo? - zdziwiłem się.

  • Nie, nie! - Gorąco zaprzeczyła — Najemnicy zajmują się głównie eskortowaniem lub ochrona. Poszukiwacze przygód zaś zajmują się eskortowaniem, walka z potworami, zbieraniem ziół, są wszechstronni.

  • Acha. Dziękuje — Podziękowałem. Zapytałem jeszcze jak dojść do Gildii Poszukiwaczy przygód.

Po namyśle odrzuciłem pomysł zostaniem najemnikiem. Lepiej im płacą, ale nie lubiłem ograniczać się tylko do jednej rzeczy. Poszukiwaczom płacili trochę gorzej, ale mogli zajmować się ciekawszymi zadaniami.

(MK: Zastanawiacie się pewnie, skąd wziął się pomysł na gildię bez żadnych przemyśleń.... no więc jak to stwierdził wszystkim znany szkieletor "miał hemoroidy to musiał je rozchodzić" a gdzie najlepiej zarobić i rozchodzić hemoroidy?? #spalonyzart [tak rudy jestem :V])

Okazało się, że Gildia jest tylko kilka kroków od karczmy. Wychodząc na zewnątrz, byłem zaskoczony zmianą, jaka zaszła od wczoraj. Ostatniego wieczoru było tu pełno ludzi, teraz jednak ruch był dużo mniejszy.

Budynek gildii nie wyglądał zbyt imponująco. Właściwie to nie różnił się zbytnio od karczmy. Jedyną różnicą był ruch. Do budynku Gildii co chwile wchodzili lub wychodzili ludzie. Kiedy jednak przekroczyłem próg, zrozumiałem, że podobieństwo było tylko powierzchniowe.

Naprzeciwko drzwi znajdowały się kontuary, do których co chwile podchodzili ludzie, chcąc podjąć się jakiegoś zadania. Jedna ze ścian była całkowicie zajęta przez wielka tablice, na której powywieszane były zadania. Gdzieniegdzie były poustawiane stoły, przy których małe grupki poszukiwaczy rozmawiały między sobą.

Nikt nie zwrócił żadnej uwagi na moje przybycie. Nie zaczepiany przez nikogo podszedłem do lady.

Stał za nią łysiejący facet po 40.

Zaraz!? Czy za lada nie powinna stać piękna recepcjonistka!? Ten gość nie był recepcjonistka, a już na pewno nie był piękny!

  • Słucham? - Zapytał zachrypniętym głosem.

  • Chciałbym dołączyć do Gildii.

  • Oczywiście — Nie wydawał się zaskoczony, wiec nie popełniłem chyba żadnej gafy. - Proszę to wypełnić — Powiedział, podając mi kartkę.

Imie:

Plec:

Wiek:

Profesja:

Czy jesteś człowiekiem? Tak/Nie.

Należysz do jakiejś innej organizacji? Tak/Nie.

Potwierdzasz, że zgadzasz się na dołączenie z własnej woli oraz że gildia nie ponosi odpowiedzialności za twój stan zdrowotny? Tak/Nie.

Zaskakujące było to, że rozumiałem tutejsze pismo. Ale skoro znalem język, to niby czemu nie miałbym znać liter? Odłożyłem to na później.

  • Czy imie jest konieczne? - Zapytałem.

  • Nie. Możesz podać fałszywe lub swój pseudonim. Nie ma to żadnego znaczenia.

Serio? To po co właściwie pytacie? To pytanie cisnęło mi się na usta, ale przemilczałem.

Szybko wypełniłem niemal cały formularz. Zawahałem się na chwile przy pytaniu, czy jestem człowiekiem. W kocu zdecydowałem się wpisać prawdę. Największy problem miałem przy imieniu, ale w końcu wpisałem pierwsze nazwisko, jakie przeszło mi na myśl.

Imie: Waterlow

Plec: Mężczyzna

Wiek: 21

Profesja: Brak.

Czy jesteś człowiekiem? Tak/Nie.

Należysz do jakiejś innej organizacji? Tak/Nie.

Potwierdzasz, że zgadzasz się na dołączenie z własnej woli oraz że gildia nie ponosi odpowiedzialności za twój stan zdrowotny? Tak/Nie.

Skłamałem trochę co do wieku, ale z obecną postacią nikt nie dałby mi 30 lat. Oddałem mu kartkę.

  • Proszę chwilę zaczekać. - Powiedział, odchodząc.

Kilka minut później wrócił i wręczył mi niewielką kartę.

Imie: Waterlow

Plec: Mężczyzna

Wiek: 21

Ranga: E

  • Oto pańska karta gildii. Obecnie ma pan rangę E, jeśli chce pan nią podnieść, trzeba wykonać 10 zadań wyższej rangi. Jakieś pytania?

  • Nie, dziękuje. - Powiedziałem, po czym ruszyłem w kierunku tablicy z zadaniami.

Nie wiedzieć czemu, ten gość nie wzbudził mojej sympatii. Wręcz przeciwnie, czułem do niego dziwna niechęć.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]