Rozdział 18: Pierwsze zabójstwo.

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Te jaszczurki były naprawdę przerażające. Mimo że posiadałem siłę drastycznie przerastającą ludzką, ledwo byłem w stanie przebić się przez ich pancerze. Czy to naprawdę była misja rangi D? Gdyby zwykły człowiek spróbował z nimi walczyć, zdecydowanie by zginął!

Po pokonaniu pierwszej jaszczurki, z pozostałymi szło już dużo prościej. Po części dlatego, że wiedziałem czego się po nich spodziewać, ale większe znaczenie miało podniesienie siły. Dzięki temu mogłem zadać jaszczurką znacznie poważniejsze obrażenia, co znacznie ułatwiło walkę.

Dopiero po blisko 3 godzinach szukania i ubijania kolejnych Jaszczurek, udało mi się zabić wymaganą ich ilość.

W międzyczasie udało mi się jeszcze raz awansować, tym samym zdobywając poziom 8. Zamiast jednak rozdawać teraz statystyki, postanowiłem je zachować. Musiałem dobrze się zastanowić jak je wykorzystać.

Podczas walki z ostatnią jaszczurką, pojawił się przede mną komunikat.

,,Umiejętność [Sekretny styl Waterlow] awansuje! 1>2."

Pojawiła się też nowa umiejętność, ale postanowiłem przetestować ją później, teraz był najwyższy czas wracać do miasta.

Przywiązałem sobie do ramienia torbę z Jaszczurzymi ogonami. Były one niezbędne jako dowód wykonania zadania. Gdybym ją zgubił, musiałbym wykonać całą pracę jeszcze raz.

Tym razem musiałem lecieć znacznie ostrożniej, uważając, by nie zgubić przypadkiem torby. Zwykle, kiedy miałem coś przy sobie, to w czasie przemiany znikało tak samo, jak ubrania, ale worek nadal była na ramieniu. Dobrze, że przynajmniej lina także urosła, inaczej torba mogłaby pęknąć.

Kiedy tylko wylądowałem, ruszyłem w stronę miasta. Tym razem uśmiechnęło się do mnie szczęście i nie było zbyt dużej kolejki. Dostanie się do środka trwało kilka minut. Natychmiast ruszyłem w stronę budynku Gildii, chcąc zgłosić wykonanie zadania.

W przeciwieństwie do mojej ostatniej wizyty teraz Gildia była wypełniona poszukiwaczami przygód. Niektórzy szukali zadań, inni odbierali nagrody. Krótko mówiąc, ledwo dało się przecisnąć między ludźmi.

Kiedy wreszcie udało mi się przedostać do lady, stał za nią znajomy mi staruszek. Zaczynało to być już nudne. Dlaczego zawsze, kiedy tu jestem, muszę trafiać na niego?

  • O, już jesteś? - Spytał z kpiną — I co? Wykonałeś zadanie?

Jego słowa wręcz ociekały szyderstwem. Czy on jest taki dla każdego?

  • Tak — Odpowiedziałem spokojnie, kładąc na ladzie torbę.

Na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie. Kiedy otworzył worek, zaskoczenie zostało zastąpione przez niedowierzanie.

  • To przecież nie możliwe — Tym razem w jego głosie było słychać szczery szok.

  • Teraz daj mi moją nagrodę. —Wyciągnąłem przed siebie rękę.

Patrzył na nią przez chwilę, po czym spojrzał mi w oczy. Mogłem zobaczyć w nich czystą nienawiść. Co ja takiego mu zrobiłem?

  • To niemożliwe byś wykonał to zadanie — Powiedział to wolno, jakbym był zbyt głupi, by zrozumieć inaczej — Te trofea nie mogą więc być prawdziwe.

Zaczynał mnie naprawdę wkurzać.

  • Wykonałem zdanie, więc daj mi moją nagrodę — Odpowiedziałem w ten sam sposób.

Na jego czole wyskoczyła żyłka.

W tej chwili poczułem dłoń na ramieniu. Kiedy się odwróciłem, stał za mną potężnie zbudowany mężczyzna. Jego ubranie ledwo mogło pomieścić wszystkie jego mięśnie. Na twarzy miał kpiący uśmiech. Natychmiast poczułem do niego niechęć.

  • Co się dzieje?

Na jego widok recepcjonista uśmiechnął się chłodno.

  • Tan tutaj szczeniak twierdzi, że pokonał 10 pancernych jaszczurek.

  • Co? Taki szczyl? —Ta myśl wyraźnie go rozbawiła — I on myślał, że w to uwierzymy?

  • Mógłbyś się nim zająć? - Zapytał recepcjonista.

  • Z przyjemnością — Powiedział, próbując chwycić mnie za kark.

Odtrąciłem jego rękę i spojrzałem na niego chłodno. Naprawdę zaczynali mnie wykurzać.

  • Dotknij mnie jeszcze raz, a połamie ci te łapska — Powiedziałem spokojnie.

  • Ha, ha, ha — Roześmiał się kpiąco. - Słyszeliście to ludzie? - Spojrzał na wszystkich dokoła.

Dopiero teraz zauważyłem, że wszyscy się na nas patrzą.

  • Co, młody. Chcesz się ze mną bić? - Zapytał z kpiną.

  • Nie — Odpowiedziałem godnie z prawdą — Ale skoro ty chcesz, to nie mam nic przeciwko.

Spojrzał na mnie jak na karalucha.

  • W takim razie chodź — Zaczął kierować się do wyjścia.

Bez wąchania ruszyłem za nim.

Wyszliśmy na zewnątrz, a zraz za nami wszystkie osoby z Gildii.

  • Jesteś pewien młody — Spytał, kiedy byliśmy już na zewnątrz — Jestem poszukiwaczem przygód rangi C! Możesz się jeszcze wycofać!

  • Nawzajem — Odparłem chłodno.

Nie mogłem mu wybaczyć tego, że traktuje mnie z takim lekceważeniem. Musiałem obić mu mordę!

Jeden z widzów podszedł do niego, podając mu wielki topór. Wydawał się strasznie ciężki, ale on zaczął wymachiwać nim jak piórkiem.

  • Podasz mi, chociaż swoje imię? -Spytał — Żebym miał co napisać na twoim nagrobku.

  • Waterlow. A twoje?

Uśmiechnął się lekko.

  • Jestem Frank Boli. Zapamiętaj to dobrze, bo to imię osoby, która cię zabije.

Wybieraj!

A. Daj się pokonać. (Dead End)

B. Ucieknij, skazując się tym samym na wieczną hańbę i upokorzenie.

C. Zabij.

(MK: "Dead End" czy tylko mi się kojarzy z Mirai Nikki) (M: Nie tylko tobie)

Na chwile zaniemówiłem. Tym razem opcje były naprawdę drastyczne.

  • Wybieram C — Szepnąłem.

Frank zaszarżował w moją stronę. W chwili kiedy miał uderzyć, ostrze jego topora zaczęło lśnić na biało. Z łatwością udało mi się uniknąć tego ciosu. Kiedy ostrze uderzyło o ziemie, kamienny chodnik zaczął pękać.

Natychmiast przygotował się do kolejnego ciosu, ale nie dałem mu już tej szansy.

Zaszarżowałem w jego stronę z pełną prędkością, wykonując jedno proste cięcie. Jego głowa natychmiast oddzieliła się od ciała. Stał jeszcze przez chwilę, zanim bezgłowe ciało osunęło się na ziemie.

Patrzyłem przez chwilę na moje dzieło, zaskoczony tym, że nic nie czuję. Zabiłem w tej chwili człowieka, ale nie czułem w ogóle wyrzutów sumienia. Czy to dlatego, że za akceptowałem ten wybór?

Wszyscy do około milczeli, przyglądając się bezgłowemu ciału. Nikt jednak nie próbował mnie złapać ani wzywać straży. Czyżby takie rzeczy nie były tu rzadkością? Cóż, teraz nie miało to żadnego znaczenia.

Nadal nic nie czułem.

Wybieraj!

A. Za akceptuj to i żyj tak jak dotychczas.

B. Załam się, zamęczony wyrzutami sumienia.

C. W akcie rozpaczy popełnij Seppuku. (MK:Ta opcja mnie rozwaliła xD)

Bez wahania podjąłem decyzje.

  • Wybieram A.

Pozostało jeszcze tylko jedno. Stanąłem nad zwłokami.

  • Klątwa! - Szepnąłem.

Z bezgłowego ciała zaczęła unosić się biała Aura, wnikając w moje ciało. Poczułem w głowie napływ informacji. Trwało to tylko sekundę, ale zdobyłem nagle sporo użytecznych informacji.

Poza mną chyba nikt niczego nie zauważył.

Wolnym krokiem ruszyłem w kierunku karczmy, nie odwracając się za siebie. Nie wróciłem też po nagrodę. Nie chciałem na razie oglądać tego starca.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]