Rozdział 19: Odpowiedź Anny.

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Wracając do karczmy, przeglądałem uzyskane z informacje. Nie było ich dużo, zaledwie kilka, a po odrzuceniu bezużytecznych śmieci, niemal nic nie zostało.

Przydatną informacją był opis i położenie różnych terenów łowieckich w pobliżu miasta. Ta wiedza przyda się, kiedy będę chciał, podnieć szybko swój poziom. Poznałem też pobieżnie plan miasta.

Pojawiła się jeszcze wzmianka o tak zwanych [Sztukach] ale nic konkretnego. Ciekawe, o co chodziło? Będę musiał w najbliższym czasie to zbadać.

Musiałem zająć się też jeszcze jedną sprawą. Nie wiem, czy zabicie Franka Boli było dobrą decyzją, ale mogłem mieć z tego powodu duże problemy. Dobrym pomysłem byłoby więc zmienić na jakiś czas wygląd, by przeczekać aż sprawa przycichnie. Miałem zrobić to już dawno, więc mogłem się zabrać do tego nawet dzisiaj.

Kiedy wreszcie dotarłem do karczmy, było już późne popołudnie. Sporo ludzi siedziało przy stolikach, jedząc obiad lub pijąc i chwaląc się swoimi dzisiejszymi dokonaniami.

Na ich widok też poczułem, że robię się głodny. Podszedłem do lady, chcąc zamówić jedzenie dla siebie i Anny. Jak teraz o tym myślę, to mogłem dać jej trochę pieniędzy na jakiś posiłek.

Zapisałem to sobie w pamięci, by następnym razem nie popełnić takiego niedopatrzenia.

Natychmiast też przełożyłem trochę pieniędzy z jednej do drugiej sakiewki. Według mnie nie było to dużo, ale według wspomnień Franka, była to równoważność miesięcznych zarobków przeciętnej rodziny.

Młoda dziewczyna stojąca za ladą uśmiechnęła się na mój widok.

  • Witam, co podać? — Spytała.

  • Coś na obiad, dla mnie i dla dziewczyny która jest ze mną.

  • Dobrze, ale czy zdąży wrócić? — Spytała.

Spojrzałem na nią zdziwiony.

  • Wrócić? Skąd? — Nie zrozumiałem.

  • Wyszła stąd półgodziny temu.

Zacząłem nagle mieć złe przeczucia. Szybko wstałem i ruszając w stronę drzwi, zapytałem.

  • Wiesz może, gdzie poszła?

  • Pytała jak dość do zachodniej bramy miasta — Odpowiedziała zdziwiona.

Natychmiast wybiegłem z karczmy, biegiem ruszając na zachód. Nie musiałem pytać o drogę. Znałem ją dzięki wiedzy zabranej z ciała Franka Boli.

Biegłem najszybciej, jak tylko mogłem, zręcznie wymijając innych przechodniów.

Dziękowałem opatrzność, że dodawałem tyle punktów w Zwinność. Tylko dzięki temu mogłem biec z olbrzymią prędkością i nie wpadać na ludzi. Nie miałem teraz czasu na przepraszanie czy kłótnie z tego powodu.

Kiedy wreszcie dotarłem do zachodniej bramy, Anna dalej stała w kolejce. Odetchnąłem z ulgą. Kolejka nie była tym razem zbyt długa, więc gdybym przybiegł kilka minut później, mógłbym przybyć za późno.

Podszedłem do stojącej na końcu kolejki Anny, kładąc jej rękę na ramieniu.

  • Skoro zamierzałaś odejść, trzeba było się przynajmniej pożegnać — Powiedziałem z wyrzutem.

Natychmiast odwróciła się w moją stronę. Przez chwilę mogłem dostrzec w jej oczach strach.

-J.. ja — Chciała coś powiedzieć, ale ją powstrzymałem.

Stanęliśmy przed strażnikiem. Po pokazaniu mu mojej karty i obroży Anny mogliśmy bez problemu przejść przez bramę.

Szliśmy kawałek w milczeniu, wsłuchani w odgłos własnych kroków. Dopiero kiedy znaleźliśmy się kawałek od miasta, zatrzymałem się i przemówiłem.

  • Czyli chcesz odejść? — Zapytałem. Choć znałem już prawdę.

Pokiwała głową.

  • Nie przekonam cię do zmiany decyzji?

Pokręciła głową.

  • Przepraszam, ale nie mogę zostać. — W jej głosie dało się wyczuć siłę — Muszę wrócić do rodziny, na zachodni kontynent.

Przymknąłem na chwilę oczy.

Wybieraj!

A. Zniszcz niewolniczą obrożę, pozwalając jej odejść.

B. Skropl jej obroże własną krwią, czyniąc ją swoją niewolnicą.

C. Zabij.

Tym razem nawet bez tego wiedziałbym co robić. Mogłem podjąć w tej sytuacji inną decyzję?

Otworzyłem status i dodałem 3 punkty do siły. Myślę, że tyle powinno wystarczyć.

Podszedłem do Anny i chwyciłem ją za obroże.

  • Co ty.... — Zaskoczona, chciała coś powiedzieć, jednak nie zdążyła.

Wystarczyło jedno szarpnięcie, by obroża została rozerwana na 2 części. Wcześniej prawdopodobnie nie mógłbym tego zrobić, ale teraz nie stanowiło to problemu.

Anna przez chwilę stała zaskoczona, po czym chwyciła się za szyje. Jedynym śladem po obroży był teraz tylko blady ślad na skórze.

  • Bez tego będzie ci łatwiej, prawda — Posłałem jej smutny uśmiech — To też powinno pomóc — Podałem jej jedną z sakiewek.

Patrzyła na mnie przez chwilę z szeroko otwartymi oczami.

  • Ty pozwalasz mi odejść? — Widać nie mogła w to uwierzyć — Tak po prostu?

  • Mówiłem, prawda? Nie będę cię powstrzymywał. — Posłałem jej smutny uśmiech. — Obiecaj, że jeszcze się kiedyś spotkamy, dobrze?

Przez chwile nie wiedziała co zrobić. Nagle rzuciła się w moją stronę i pocałowała mnie lekko w policzek. Czy jest coś piękniejszego od pocałunku pięknej dziewczyny? Mimo że to tylko policzek, i tak poczułem się, jak w niebie.

  • Dziękuje — Szepnęła — i obiecuje.

Patrząc, jak odchodzi, poczułem smutek. Zdążyłem się do niej przywiązać. Wiedziałem, że będzie mi jej brakować.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]

  1. Rozdziały zaczną pojawiać się teraz rzadziej, ewentualnie będą krótsze. Spowodowane jest to tym że powoli zaczyna mi brakować pomysłów. Jeśli chcecie by prędkość dodawania rozdziałów została utrzymana, zapraszam Tutaj. Zostawcie komentarz ze swoimi pomysłami.