Rozdział 22: Co dalej?

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Westchnięcie

Przynajmniej tym razem wybór nie był zbyt skomplikowany.

  • Wybieram B — Powiedziałem pewnym głosem.

Opcja ta wydawała się zdecydowanie najkorzystniejsza. Mogłem przekonać się, jak prezentuje się moja siła w porównaniu do najlepszych wojowników w królestwie, a dodatkowo zdobyć trochę pieniędzy. Pytanie tylko ile warte są te całe Daiamenty?

Jednak tym, co najbardziej kusiło mnie w tym wyborze była szabla Adleta Waterlow. Nie mogłaby to przecież być zwykła zbieżność nazwisk, prawda?

Ich głosy wydawały się najbardziej podekscytowane, właśnie kiedy mówili o tym przedmiocie, więc musiał być naprawdę cenny. Musiałem odwiedzić w najbliższym czasie jakąś bibliotekę i dowiedzieć się czegoś o rodzie Waterlow.

Szybko skończyłem śniadanie i podszedłem do lady. Na mój widok Miranda zrobiła się wyraźnie zestresowana.

  • Ż-życzy pan sobie c-coś jeszcze? — Spytała, trochę się przy tym jąkając.

  • Chciałbym o coś zapytać. Mogłabyś mi pomóc? — Przeszedłem od razu do sedna.

  • Oczywiście! - Widać było, że jest naprawdę podekscytowana.

  • Czy znajduje się w tym mieście jakaś biblioteka?

Widać było, że zaskoczyłem ją tym pytaniem.

  • Biblioteka? — Powtórzyła zaskoczona. — Przykro mi, ale jedyna biblioteka w królestwie znajduje się w królewskiej stolicy, Vigor.

Królewska stolica? Miałem teraz kolejny powód, by się tam udać. Pytanie tylko gdzie ona jest?

Nie mając wyjścia, udałem się na poszukiwania mapy. Widać dopisało mi tym razem szczęście, ponieważ już po około 30 minutach udało mi się znaleźć sklep, w którym mogłem dostać mapę tego królestwa.

Kiedy wróciłem do pokoju i ją zobaczyłem, aż mnie zatkało. Specjalnie na te okazje zaniżyłem swoje oczekiwania, ale w tym wypadku byłem pozytywnie zaskoczony. Mapa była bardzo dokładna.

Królewska stolica leżała po sąsiedzku z miastem Hanalea, pytanie tylko, czy było to blisko, czy daleko. Jeszcze raz obejrzałem całą mapę, ale nie zaznaczono tu żadnej skali. Mogło to być więc zarówno 10, jak i 100 kilometrów.

Może ludzie w tym świecie nie potrzebowali takich rzeczy? Jeśli tak to, w jaki sposób oznaczali odległości? Po raz kolejny uświadomiłem sobie, jak mało wiem o tym świecie.

Nie musiałem robić zbyt dużych przygotowań do podróży. Mogłem przecież podróżować jako smok, więc nie potrzebowałem żadnego środka transportu, a co do prowiantu to w każdej chwil mogę coś sobie upolować. Właściwie mogę wyruszyć w każdej chwili.

Zawahałem się jednak. Dopiero chwilę wcześniej wynająłem tu pokój. Co prawda tylko do jutra, ale i tak trochę szkoda. Choć właściwie, niegłupim pomysłem byłoby wbić jeszcze kilka poziomów. Jeśli bym się postarał, do wieczora wbiłbym 10.

Po krótkim zastanowieniu opuściłem karczmę. Jeden dzień nie zrobi przecież zbytniej różnicy. Postanowiłem w całości przeznaczyć go na polowanie i trening umiejętności.

Nie miałem zbytniego problemu ze znalezieniem miejsca do treningu. W skradzionych wspomnieniach Franka Boli było multum miejsc zasiedlanych przez różne potwory.

Najbliżej mnie było siedlisko ogrów, więc postanowiłem najpierw zająć się nimi.

Ogry zasiedlały jaskinie oddalone niewielki kawałek od miasta. Mało kto miał odwagę na nie polować, ponieważ posiadały straszliwą siłę, która z łatwością mogła przytłoczyć zwykłego człowieka. Jakby tego było mało, zwykle atakowały stadnie. Oczywiście wcale mnie to nie zniechęcało, wręcz przeciwnie. Miałem tylko jeszcze większą ochotę przetestować na nich swoją siłę.

Dotarcie na ich terytorium zajęło mi grubo ponad godzinę. Powodem tego było to, że nie mogłem zmienić się w smoka. Gdyby jacyś wieśniacy znowu mnie zobaczyli, mogliby urządzić na mnie polowanie, a tego wolałbym uniknąć.

Kiedy znalazłem się przed jaskinią ogrów, poczułem, jak ogarnia mnie ekscytacja. Nigdy nie czułem się tak w poprzednim życiu, więc tym bardziej cieszyłem się z tego uczucia.

Stanąłem tuż przed wejściem do jaskini, po czym wrzasnąłem.

  • Wyłazić! — Mój głos odbił się w echem w jaskini.

Przez chwilę panowała głucha.

  • Aaaaaaaa!!!!!!!!!!! — Z wnętrza jaskini dobiegł mrożący krew w żyłach wrzask.

Jednym płynnym ruchem sięgnąłem do umieszczonych na plecach pochw i jednym płynnym ruchem wyjąłem miecze. Czas zaczynać zabawę.

Kiedy tylko pierwszy ogr wyszedł z jaskini, zrozumiałem, dlaczego ludzie bali się z nimi walczyć. Wysoki na grubo ponad 2 metry cielsko. Ramiona grube jak tors dorosłego mężczyzny i paskudna gęba nadawały mu naprawdę groźny wygląd.

Zaraz za nim zaczęły wychodzić kolejne. Te jaskinie musiały być naprawdę rozległe, skoro zdołały pomieścić ich aż tyle. Było ich co najmniej 30, a wszyscy identyczni jak ten pierwszy.

Zapewne normalny człowiek dawno uciekłby lub narobił w gacie. Ja jednak poprawiłem tylko uchwyt na mieczach. Oczywiście czułem wytwarzaną przez nich presję.

Był to pierwszy raz, kiedy mierze się z takimi przeciwnikami, dodatkowo w tak licznej grupie. Dotąd walczyłem co najwyżej z 3 przeciwnikami na raz, więc był to naprawdę nagły skok poziomu trudności. Nie mogłem się jednak teraz wycofać.

Ten, który wyszedł pierwszy, prawdopodobnie ich przywódca, wydał z siebie przerażający wrzask. Po chwili dołączyły do niego pozostałe ogry.

  • Aaaaaaaaaaaaa! - Czułem, jakby moje bębenki miały zaraz eksplodować.

Niewiele myśląc, rzuciłem się w ich stronę. Głównie dlatego, by wreszcie przestały tak wrzeszczeć.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]