Rozdział 25: Podróż

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Kiedy tylko się obudziłem, natychmiast zacząłem przygotowani do podróży. Nie, żebym miał za dużo do zrobienia, ale i tak trzeba było to zrobić.

Cały mój ekwipunek stanowiła płócienna torba z kilkoma parami ubrań i ubraniem dla Anny, którego postanowiłem jednak się nie pozbywać. Może jeszcze się przyda?

Kiedy zszedłem na dół, sporo osób jadło właśnie śniadanie. Ja także poczułem głód, więc podszedłem do lady.

Witam. Chciałby pan przedłużyć pobyt? — Zapytała Miranda. Mogłem usłyszeć w jej głosie coś na kształt nadziei.

  • Nie, dziękuje. Chciałbym zamówić coś do jedzenia — Odpowiedziałem.

Zrobiła strasznie zawiedzioną minę.

  • Dobrze — Odpowiedziała zawiedzionym tonem — A można wiedzieć, dokąd pan wyjeżdża?

Nie widziałem powodu, by zatajać to przed innymi.

  • Do stolicy. — Odparłem.

  • Na turniej? — Jej głos nagle się ożywił.

  • Zgadza się.

Teraz na jej twarzy zagościł szczery entuzjazm. Czyżby aż tak lubiła te zawody? Dziewczyny w tym świecie są naprawdę dziwne.

Kiedy tylko uporałem się ze śniadaniem, opuściłem karczmę.

Był jasny, słoneczny poranek, który wydawał się wręcz idealny do podróży. Wolnym krokiem ruszyłem w stronę bramy miasta. Nie musiałem się przecież nigdzie śpieszyć. Z tego, co słyszałem, turniej zaczynał się dopiero za 2 tygodnie, więc miałem jeszcze kupę czasu.

Wielu poszukiwaczy przygód wybierało się teraz wykonywać jakieś zadania lub zapolować, więc przy bramie były spore tłumy. Rzucane w moją stronę ciekawskie spojrzenia

Były naprawdę denerwujące, ale starałem się to wytrzymać.

Nie miałem żadnych problemów z opuszczeniem miasta. Kłopoty pojawiły się zaraz po jego opuszczeniu. Co chwile natrafiałem na drodze na jakichś podróżnych. Czemu akurat dzisiaj? Zawsze drogi były całkowicie wyludnione, ale akurat dzisiaj ludziom zachciało się podróżować?

Czułem, że będzie to mój pechowy dzień.

Nie pozostawało mi nic innego jak podróżowania piechotą. Przecież nie zmienię się w smoka na oczach ludzi, prawda? Szczerze wątpię, by zostało to przyjęte przez nich ze spokojem.

Właściwie to nie było to nawet taki złe. Miałem trochę czasu na przemyślenie obecnej sytuacji.

Mogłem wybrać jeszcze jedną umiejętność. Musiałem więc zdecydować rozważnie. Nie wiadomo kiedy będę mógł wybrać jeszcze jedną.

Najbardziej chyba ciekawiła mnie umiejętność "Profesji". Grałem sporo w gry, więc wiedziałem, czym są, więc byłoby to naprawdę przydatne.

Lepiej byłoby chyba jednak skupić się bardziej na defensywie. Miałem teraz umiejętność "Zbroja" ale gdybym dobył jeszcze jedną zdolność defensywną, mógłbym prawdopodobnie odpuścić całkowicie noszenie jakichkolwiek pancerzy.

Postanowiłem zostawić to na później. I tak nie mógłbym teraz przyswoić żadnej umiejętności. Poprzednim razem straciłem na kilka godzin przytomność, więc gdyby było tak za każdym razem, to mógłbym mieć poważne problemy, tracąc przytomność na środku drogi.

W mirę jak oddalałem się od miasta, liczba ludzi zaczęła w szybkim tempie maleć. Może niedługo będę mógł w końcu dokonać przemiany?

Dopiero ponad 40 minut później droga stała się całkowicie opustoszała. Upewniając się, że nie ma nikogo w pobliżu, dokonałem przemiany.

Poczułem niewyobrażalną ulgę. Byłem przyzwyczajony do ludzkiej formy, ponieważ spędziłem w niej całe swoje poprzednie życie, teraz jednak najlepiej czułem się w postaci smoka. Nawet po jednym dniu bez przemiany czułem, że jestem na granicy wytrzymałości.

Rozpostarłem skrzydła, wzbijając się w powietrze. Za każdym razem, kiedy to robiłem, czułem to samo uczucie nieziemskiej wprost wolności. Jakby całe niebo było moim domem.

Wzbijając się coraz wyżej, wykonałem w powietrzu kilka prostych akrobacji, chcąc rozgrzać trochę mięśnie. Ciekawe czy mógłbym używać skrzydeł w formie ludzkiej? Musiałem to kiedyś przetestować.

Dopiero po kilku minutach lotu zwróciłem uwagę na coś dziwnego. Moje ciało wydawało się jakby większe. Łuski wydawały się twardsze i ciemniejsze niż wcześniej. Zaczęły się też pojawiać niewielkie wypustki. Przypominały te, które widziałem na ciele mojego rodzica. Czy to znaczyło, że zaczynam powoli dojrzewać? Musiałem jak najszybciej sprawdzić to w jakiejś bibliotece.

Lecąc, zacząłem trącić poczucie czasu. Nim się zorientowałem, słońce wisiało już wysoko na niebie, wskazując wczesne popołudnie. Czując lekki głód, wylądowałem na ziemi i zmieniłem się w człowieka.

Mogłem co prawda zjeść coś w formie smoka, ale wtedy musiałbym zjeść 3, może 4 razy więcej. Wcześniej kupiłem trochę prowiantu, na wszelaki wypadek jak bym nie mógł nic upolować, ale były to porcje przeznaczone na ludzkie rozmiary.

Siadając wydolnie na ziemi obok drogi, wyjąłem prowiant. Po dłuższym lataniu zawsze miałem wilczy apetyt. Choć może w tym wypadku może raczej smoczy? Zresztą, nieważne.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]