Rozdział 26: Zachowania szlachty.

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Miałem właśnie zbierać się do dalszej podróży, kiedy usłyszałem w oddali zbliżające się głosy. Spojrzałem zdziwiony w tamtą stronę, ciekawy co jest źródłem tego dźwięku.

Przez chwilę nic się nie działo, kiedy nagle zza zakrętu drogi powoli wyjechała grupa jeźdźców. Na jej czele jechała grupa rycerzy odzianych w zbroje. Aż bałem się pomyśleć, jak muszą czuć się w taki upał. Każdy z nich miał przy boku potężny dwuręczny miecz. Ich wygląd mógł wzbudzać szacunek.

Zaraz za nimi posuwała się bogato zdobiona kareta. Otaczała ją cała gromada konnych jeźdźców, ale wyglądali raczej jak jacyś szlachcice. Bogato zdobione ubrania dawały wrażenie, jakby składały się z samych błyskotek i złota.

Cały ten pochód kończyła identyczna jak ta z początku kompania zbrojnych jeźdźców. Od czasu odrodzenia miałem doskonały wzrok, więc udało mi się dojrzeć to wszystko z dość dużej odległości.

Chcąc przyjrzeć im się dokładniej, usiadłem z powrotem na ziemi, czekając, aż się zbliżą. Widać nie śpieszyło im się, ponieważ poruszali się, niemal w ślimaczym tępię.

Na szczęście miałem czas.

Kiedy wreszcie się zbliżyli, zauważyłem, że wszyscy kłębią się obok okienka w karecie, starając się choć przez chwilę znaleźć się przy nim.

Ciekawe kto jest w środku?

Wytężyłem wzrok, starając się przebić otaczający ją tłum i zajrzeć do wnętrza karety. To, co ujrzałem, naprawdę mnie zaskoczyło. Tuż przy okienku siedziała naprawdę ładna dziewczyna. Nie można jednak powiedzieć, aby była naprawdę piękna.

Widziałem w życiu dużo ładniejszych dziewczyn niż ona. Jednak było w niej coś, co sprawiało że nie dało się oderwać od niej oczu. Zdawała się promieniować od niej olbrzymia siła.

Ciekawe kim była?

W tej chwili dopiero mnie dostrzegli. Kilku rycerzy zmierzyło mnie wzrokiem, po czym odwrócili wzrok. Widać nie wydawałem im się na tyle niebezpieczny, by stanowić dla nich jakiekolwiek zagrożenie. Nie dziwiłem im się.

Co do zachowania szlachciców otaczających karetę, było ono zgoła odmienne. Otwarcie mi się przyglądali, szepcząc między sobą. Przez chwilę mogłem uchwycić spojrzenie dziewczyny w karecie. Przyglądała mi się przez chwilę, a ja mogłem dojrzeć w jej spojrzeniu pogardę.

Czułem że jestem w jej oczach mniej niż niczym. Poczułem, jak w moim wnętrzu coś się zaczęło gotować.

Zignorowałem to uczucie i zacząłem szykować się do ruszenia dalej. Wstałem z ziemi, otrzepując ubranie z ziemi i piasku.

W tym momencie jeden ze szlachciców odłączył się od grupy. Podjechał do mnie, mając na twarzy pełen wyższości uśmiech.

  • Witaj, panienko. Jesteś tutaj sama? — Spytał — Jeśli tak, to może przyłączysz się do nas? Mogłabyś jechać ze mną.

Panienko? Krew zaczęła się we mnie gotować.

  • Przykro mi, ale muszę odmówić — Starając się zachować spokój, podniosłem z ziemi torbę, i ruszyłem dalej.

Nie zrażony zsiadł z konia, po czym położył mi rękę na ramieniu.

  • Chyba nie wiesz, kim jestem! — W jego głosie dało się wyczuć irytacje. - Jestem najstarszym synem Hrabiego!

  • Jakby mnie to interesowało — Odparłem chłodno.

Mogłem zobaczyć, jak na jego czole pojawia się żyłka.

  • Śmiesz mi odmawiać!? Powinnaś być mi wdzięczna że zwróciłem na ciebie uwagę! — Wydarł się, wykonując ręką zamach w kierunku mojej twarzy.

Odchyliłem się lekko do tyłu, unikając uderzenia. Wątpiłem, czy byłby w stanie mnie zranić, ale miałem swoją godność. Nie zwracając uwagi na jego zachowanie, ruszyłem szybkim krokiem w dalszą drogę.

Nie chciałem go zranić i mieć potem problemy ze szlachtą. Jeśli takie było zachowanie szlachciców w tym świecie, nie byłoby nawet takim złym pomysłem pozbyć się go dla dobra ogółu.

  • Ty suko! Straże, łapać ją! - Wydarł się, najwyraźniej ostro wykurzony tym nieudanym ciosem.

Czegoś tu nie rozumiałem. Nasyłać straże na kogoś, kogo spotkało się kilka chwil temu?

Słysząc jego słowa, 5 strażników oddzieliło się od eskorty, i ruszyło w moją stronę. Na ich twarzach mogłem zobaczyć wstyd. Najwyraźniej im także nie podobało się to polecenie.

Wybieraj!

A. Daj się złapać.

B. Walcz mieczem.

C. Walcz bez broni.

D. Uciekaj.

Nie chciałem dać się złapać, a ucieczka byłaby oznaką tchórzostwa. Nie miałem też w planach nikogo zabijać, więc wybór był tylko jeden.

  • Wybieram C — Powiedziałem cicho.

Kiedy tylko strażnicy zbliżyli się na kilka metrów, jeden z nich przemówił.

  • Proszę, nie stawiaj oporu a nic ci się nie stanie.

Ta, już to widzę.

Kiedy tylko jeden z nich zbliżył się z wyciągniętą w moją stronę ręką, zaatakowałem. Ruszając w jego stronę, ominąłem wyciągniętą rękę i wymierzyłem cios w jego tors.

Kiedy tylko moja pięść spotkała się z jego napierśnikiem, można było usłyszeć dźwięk jak przy uderzeniu metalu o metal.

Ciało strażnika odleciało na kilka metrów, po czym wylądował na plecach. Nie wyglądało na to, by umarł, więc było dobrze. Strącił co najwyżej przytomność.

Widząc to, drugi strażnik sięgnął po miecz, ale nie dałem mu szansy na użycie go. Używając dużo mniej siły niż poprzednio, wymierzyłem mu szybki cios w szczękę. Jego oczy natychmiast wywróciły się na drugą stronę i strącił przytomność.

W tym momencie ostatni zdążył wyjąć miecz i wykonać poziome cięcie w moją stronę. Widząc że nie zdążę się uchylić, zasłoniłem się odruchowo ramieniem.

Ostrze rozcięło skórę na mojej dłoni, nie zdołało jednak zadać poważniejszych obrażeń. "Zbroja" naprawdę jest przydatna!

Nie zwracając uwagi na zszokowaną minę strażnika, szybko ogłuszyłem go ciosem w skroń, wkładając jednak w to uderzenie absolutne minimum siły. Nie chciałem go przecież zabić.

Kiedy wszyscy strażnicy leżeli na ziemi, spojrzałem w stronę pozostałych. Kareta zatrzymała się kawałek dalej, i wszyscy przyglądali się naszej walce z otwartymi szeroko ustami. Widać było że są w szoku.

Spojrzałem na swoje ubranie. Tym razem na szczęście było w stanie nienaruszonym. Muszę przyznać że ulżyło mi trochę z tego powodu. Zmiana ubrania po każdej walce byłaby naprawdę przesadą.

Wolnym krokiem podszedłem do skamieniałego ze strachu szlachcica.

  • Jeszcze raz spróbujesz zrobić coś takiego, a cię zabije — powiedziałem chłodnym tonem — Zrozumiałeś?

Pokiwał głowa blady jak ściana.

  • Tak, panienko. — Odpowiedział słabym głosem.

  • I nie jestem kobietą! — Powiedziałem zirytowany.

Czy ja naprawdę wyglądam jak dziewczyna? Nie wiedzieć czemu takie pomyłki naprawdę działały mi na nerwy.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]