Rozdział 27: Dziewczyna

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Wszyscy ludzie wpatrywali się we mnie zaskoczeni.

Nie zwracałem jednak na to uwagi, po raz kolejny zbierając się do odejścia. Spojrzałem na rany na rękach. Nie były zbyt głębokie, ale niewiele brakowało. Będę musiał postarać się w najbliższym czasie w kilka umiejętności obronnych. Może w stolicy znajdę jakieś księgi umiejętności?

Kiedy miałem ruszyć dalej, podbiegł do mnie jeden ze strażników. Chyba nie miał złych zamiarów, ponieważ nie wyciągnął broni. Poczułem się strasznie zirytowany. Czego oni znowu chcą? Przysięgam, że jeśli to znowu jakaś głupota to ktoś tutaj zginie. I bynajmniej nie będę to ja.

  • Przepraszam — Zwrócił się do mnie tymi słowami.

  • Jeśli chodzi o nich — Wskazałem nieprzytomnych strażników — To nadal żyją.

  • To dobrze — Na jego twarzy pojawił się wyraz ulgi — Nie o to jednak chodzi. Mam jednak zaszczyt zawiadomić cię, że panienka pragnie z tobą rozmawiać.

Tym to mnie zaskoczył. Panienka? Musi mu pewnie chodzić o tę dziewczynę w karecie. W sumie nie miałbym nic przeciwko, by dowiedzieć się, czego ode mnie chce. Może być ciekawie.

  • Ok. Prowadź. — Powiedziałem, wzruszając lekko ramionami.

Widać moja reakcja trochę go zaskoczyła. Nie wiem, czego się spodziewał, ale widocznie go zawiodłem.

  • Proszę iść za mną — Powiedział, kierując się w stronę powozu.

Kiedy tylko zbliżyłem się do powozu, tłum zaczął się rozstępować, jak morze czerwone przed Mojrzeszem. Ta myśl naprawdę mnie rozbawiła i musiałem siłą powstrzymywać się przed śmiechem. Udało mi się, ale lekki uśmiech i tak pojawił się na mojej twarzy. Kiedy tylko stanęliśmy przed drzwiami karety, strażnik delikatnie zapukał, a następnie otworzył drzwi. Natychmiast wskoczyłem do środka. rozsiadając się wygodnie.

Usłyszałem za plecami, jak kilka osób wstrzymuje oddechy ze zgrozy. Ciekawe, o co im chodziło? Skoro mnie zaproszono, to chyba nie miałem cały czas stać na zewnątrz. Rozejrzałem się po przytulnym wnętrzu karety i musiałem przyznać, że jest tu naprawdę przyjemnie. Wszystko zostało obite czerwonym jedwabiem, a siedzenia musiały być jakoś specjalnie zrobione, ponieważ nigdy nie siedziałem na czymś równie wygodnym.

Dopiero po chwili zwróciłem uwagę na siedzącą przede mną dziewczynę. Musiałem przyznać, że z bliska promieniująca od niej siła jest jeszcze silniejsza. Nie wiem, skąd to wiem, ale ona na pewno nie jest kimś zwykłym. Teraz jej jadowicie zielone oczy były skierowane na mnie w niemym niedowierzaniu.

  • Hmm... — Odchrząknąłem. Chcąc jakoś przerwać krępującą ciszę. — całkiem tu ładnie. (MK: Ciekawie chrząkasz xD taki zamyślonym odgłosem xD)

Dopiero teraz zdołała otrząsnąć się z szoku.

  • Jak śmiesz, ty... — Chciała coś powiedzieć, ale przerwałem jej.

  • Jak by co to oni mnie sprowokowali.

  • Jak śmiesz tak po prostu wskakiwać do cudzej karety!? — Spytała ze złością, kompletnie ignorując moje słowa.

  • Sama mnie zaprosiłaś — Przypomniałem — Miałem cały czas stać na zewnątrz?

Na jej czole zaczęła pulsować żyłka.

  • Nędzniku! Wiesz, z kim rozmawiasz? — Krzyknęła ze złością.

  • Nie mam zielonego pojęcia — Powiedziałem zgodnie z prawdą. Nie miałem pojęcia kim ona może być. — A ty wiesz, kim ja jestem?

Moja odpowiedz, wyraźnie ją zaskoczyła.

  • Nie.

  • W takim razie coś nas łączy — Powiedziałem z szerokim uśmiechem. Ta rozmowa była naprawdę zabawna.

Wzięła głęboki wdech, najwyraźniej próbując się uspokoić.

  • Nazywam się Maria Luna Valletta — Przedstawiła się.

Gorączkowo zacząłem zastanawiać się nad jakimś imieniem. Przecież nie mogę przedstawić się w tej sytuacji samym nazwiskiem. Nagle przypomniałem sobie jednio imię. W sumie nawet pasowało do mojej obecnej sytuacji.

  • Jestem Loki Waterlow — Odpowiedziałem. (MK: KLIK )

  • Loki? A czy to aby nie jest imię męskie?

  • No tak. W końcu jestem facetem.

Tym razem wyglądała na naprawdę zaskoczoną. Przez chwilę patrzyła na mnie w niemym niedowierzaniu. Chwilę jej zajęło, zanim doszła do siebie.

  • Jesteś facetem!? Ale przecież... — Nie mogąc wykrztusić słowa, wskazała ręką na całą moją postać. — Ale przecież ty...

Poczułem lekką irytację.

  • Tak wiem. Możemy porzucić jednak ten temat? Nie za bardzo mam ochotę o tym rozmawiać.

Tym razem dopiero po kilku minutach zdołała pozbierać się z szoku. Ciekawe, dlaczego wszyscy, których spotykam, tak często są w szoku?

  • Jeszcze jakieś pytania? Bo nie ukrywam, troszeczkę mi się śpieszy. Muszę niedługo być w stolicy.

  • W stolicy?

  • Tak. Chce wziąć udział w Turnieju Bogów. — Nie miałem powodów, by to ukrywać.

Popatrzyła na mnie w zamyśleniu.

  • Mam tylko ostatnie pytanie i możesz odejść. — Spojrzała na małą linię łusek pod moim okiem — Nie jesteś człowiekiem, prawda?

  • Tak, nie jestem człowiekiem — Wstałem i ruszyłem do wyjścia.

  • W takim razie, z jakiego gatunku pochodzisz? — Zapytała szybko, gdy wychodziłem.

Odwróciłem się w jej stronę.

  • A nie miało być tylko jedno pytanie? — Posłałem jej tajemniczy uśmiech — A to akurat jest tajemnica.

Wysiadłem z karety i ruszyłem przed siebie szybkim krokiem. Tym razem nikt mnie nie zatrzymał.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]