Rozdział 29: Tajemniczy ludzie

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Kiedy tylko otworzyłem oczy, poczułem się naprawdę źle. Mimo że spędziłem całą noc w ciele smoka, było mi teraz naprawdę zimno. Czułem, jakby ktoś wrzucił mnie do beczki z zimną wodą. Całe ciało miałem strasznie zdrętwiałe, dosłownie słyszałem dźwięk strzelających stawów.

Dźwięk burczącego żołądka pobudził mnie do działania. Mimo że wczoraj zjadłem całego jelenia, teraz miałem uczucie, jakbym był na progu śmierci głodowej. Od teraz musiałem pamiętać, by posiłki jeść w postaci człowieka.

Natychmiast przybrałem postać człowieka. Trzeba było wybrać się na polowanie! Miałem jeszcze co prawda trochę prowiantu zabranego na podróż, ale wolałem zostawić to na czarną godzinę. Poza tym, miałem teraz ogromną ochotę na mięso.

Kiedy tylko wszedłem między drzewa, zacząłem poszukiwać jakiejś zwierzyny. Nie dopisało mi jednak szczęście. Nie mogłem zauważyć w pobliżu niczego jadalnego. Gdy tak maszerowałem między drzewami, powoli odrętwienie znikało z mojego ciała, a krew zaczynała żywiej krążyć w żyłach. Z każdym krokiem czułem się coraz mniej zesztywniały.

Po kilku minutach nareszcie udało mi się znaleźć to, czego szukałem. Dwa sporej wielkości króliki skubały jakąś roślinę. Czy można sobie wymarzyć lepszą sytuację? Natychmiast wskoczyłem na nie z mieczem, kończąc ich życia.

W momencie, gdy wycierałem ostrza z ich krwi, usłyszałem cichy dźwięk rozmowy. Momentalnie moje serce zamarło. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że przecież nie mam się czego obawiać. Czemu w ogóle się tym przejąłem?

Postanowiłem jednak upewnić się, kto to właściwie jest. Ciekawiło mnie, co mogą robić w środku lasu. Ja co prawda tu nocowałem, ale mogłem tu przylecieć. Zwykli ludzie raczej nie męczyliby się tu piechotą tylko po to, by spędzić spokojnie noc.

Zostawiłem truchła królików i jak najlepiej się kamuflując, powoli zacząłem poruszać się w stronę źródła dźwięku. Nie byłem specjalistą w skradaniu się, ale dzięki wysokiej zwinności udało mi się pozostać niezauważonym.

Po chwili zbliżyłem się na tyle, że mogłem słyszeć ich rozmowę.

  • Jesteś pewna, że to tutaj? - Usłyszałem męski głos.

  • Tak. - Odpowiedziała jakaś kobieta. Miała bardzo spokojny, melodyjny głos. — Zdecydowanie jest w pobliżu.

  • Jeśli to prawda, możemy naprawdę mocno się obłowić! - Usłyszałem głos innego mężczyzny.

  • Którędy teraz? - Spytał pierwszy.

Na chwilę nastała cisza. Z każdą chwilą byłem coraz bliżej, więc musiałem troszeczkę zwolnić.

  • Dziwne. Coś nagle zaczęło tłumić tę energię. Nadal tu jest, ale nie mogę określić gdzie dokładnie.

  • Jak to możliwe? - W głosie pierwszego słychać było gniew. - Widać do niczego się nie nadajesz!

Usłyszałem głośny trzask, połączony z jękiem bólu.

W tym momencie zbliżyłem się na tyle, by muc dokładnie się im przyjrzeć. Grupa składała się z sześciu osób. Na przodzie znajdowała się ubrana w białe szaty dziewczyna, Narzucony na jej głowę kaptur utrudniał trochę identyfikację, ale zdecydowanie była dość młoda. W tej chwili pocierała swój lewy policzek.

Stał nad nią mężczyzna, z uniesioną prawą ręką. To on musiał ją uderzyć. Ubrany był w dość drogo wyglądające ubranie. Wyglądał na jakiegoś szlachcica. Przy pasie zwisał mu niewielki sztylet.

Pozostałych 3 członków grupy miało wygląd pospolitych zakapiorów. Choć muszę przyznać, że ich ubrania i broń wyglądały na dość kosztowne, jednak nie aż tak, jak te u szlachcica. Trzymali się kilka kroków za nim, więc musieli stanowić jego świtę.

Gdy patrzyłem na uderzoną dziewczynę, poczułem jak zalewa mnie fala gniewu. Opanowałem się jednak i słuchałem dalej.

  • Przyszliśmy tu tylko dlatego, że powiedziałaś, że czujesz tu potężną magiczną bestię. Teraz jednak mówisz, że nie możesz jej znaleźć!? - Szlachcic wyraźnie wpadał w szał.

  • Mówię tylko, że znajduje się gdzieś w o pobliżu. - Jej głos pozostał spokojny.

  • Myślisz, że mamy czas przeszukać cały ten Las!? Naprawdę jesteś bezużyteczna. - Wzniósł rękę do ciosu.

Zanim jednak udało mu się trafić w dziewczynę, szybko ruszyłem w ich stronę i złapałem jego rękę za nadgarstek. Wszystko to rozegrało się, zanim zdążyłem w ogóle pomyśleć. Zrobiłem to czysto odruchowo. Czy ja naprawdę mam tak miękkie serce co do dziewczyn? Zawsze wpędzam się przez to w kłopoty.

Szlachcic popatrzył na mnie chwilę zaskoczony, po czym na jego twarzy ukazał się gniew.

  • Jak śmiesz, ty... - Natychmiast sięgnął do wiszącego przy pasie sztyletu. Natychmiast puściłem jego prawą rękę, po czym się odsunąłem. Nie, żebym się go bał. Wolałem nie zaczynać bezsensownej walki.

  • Naprawdę jesteś pewny, że chcesz ze mną walczyć? - Spytałem się, zamiast od razu rozpoczynając jednostronną masakrę, jednocześnie sięgając rękami na plecy po ostrza. Głównie po to, by trochę go zastraszyć.

  • Jak śmiesz! Wiesz, kim ja jestem! - Spytał, z poczerwieniałą od gniewu twarzą.

  • Jeśli zaraz nie schowasz broni, to trupem. - Powiedziałem chłodno. Jak już mam grać groźnego, to na poważnie.

Wybieraj!

A. Staraj się załagodzić sytuacje.

B. Staraj się zniechęcić go do walki, w razie porażki bierz dziewczynę i uciekaj.

C. Staraj się zniechęcić go do walki, w razie porażki zabij szlachcica i jego drużynę.

No po prostu wiedziałem!

MK: Zacny szkieletor kazał mi zrobić ankietę, to robię > Ankieteusz! < (zalecam C jak już badassujemy to do końca ^-^)

(M. Ankieta zostanie zakończona w sobotę o godzinie 17:00.)

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]