Rozdział 30: Elfka

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

  • Wybieram opcje C. - Wyszeptałem, patrzą szlachcicowi prosto w oczy.

Na dźwięk moich słów jego twarz lekko zbladła. Widać było, że porównuje moje miecze ze swoim sztyletem. Wątpiłem, aby miał jakieś szczególne zdolności w posługiwaniu się nim. Prawdopodobnie nosił go tylko na pokaz lub do samoobrony.

W momencie, w którym odłożył sztylet do pochwy przy pasie, wiedziałem, że moje przypuszczenia są słuszne. Mimo że jego twarz nieco zbladła, starał się zachować pozory tego, że jest panem sytuacji.

  • Czego ty właściwie od nas chcesz? Dlaczego nas atakujesz? - Spytał, nie spuszczając wzroku z moich mieczy.

  • Niczego od was nie chce. Po prostu nie mogę patrzeć, jak krzywdzisz dziewczynę.

  • O co ci chodzi? - Widać było, że jest szczerze zdziwiony. - Przecież to tylko zwykła Elfka! Co jest złego w krzywdzeniu jakichś podrzędnych istot?

Elfka? Rzuciłem okiem w jej stronę. Siedziała na ziemi kilka metrów za mną, przyglądając się mi. Nie mogłem nic wyczytać z jej twarzy, z powodu narzuconego na głowę kaptura. Więc była elfką tak?

  • Podrzędne istoty? - W moim głosie zaczął rozbrzmiewać gniew.

On zdawał się tego nie zauważać, ciągnąc dalej, swoją wypowiedz.

  • Przecież każdy wie, że Elfy i pół-ludzie to tylko pomyłki natury. Nadają się jedynie na niewolników...

Kolejne słowa uwięzły mu w gardle. Powodem tego był mój miecz dotykający jego gardła. Może dlatego, że sam nie jestem już człowiekiem, poczułem jak zalewa mnie gniew.

  • Jeszcze jedno słowo a zakończę twoje nędzne życie. - Nawet mnie zaskoczył zimny ton, jakim to powiedziałem. - Rozumiesz?

Odskoczył ode mnie jak oparzony. Nie próbowałem go zatrzymywać. Kiedy tylko znalazł się za przy swojej eskorcie, krzyknął do nich wściekłym głosem.

  • Zabić go. Potem zabijcie też Elfkę, nie jest mi już potrzebna.

Więcej nie było im trzeba. Cała trójka natychmiast rzuciła się w moją stronę. Każdy z nich dzierżył w rękach ciężki dwu ręczny miecz. Wolałbym ich nie zabijać, ale nie miałem wyboru. Albo oni, albo ja. Ruszyłem biegiem w ich stronę.

Pierwszy, który do mnie dobiegł, wykonał szybkie cięcie, celując w moje lewe ramię. Widać było, że naprawdę chcą mnie zabić. Wykonałem szybki unik, po czym jednym płynnym ruchem pozbawiłem go głowy. Jego ciało natychmiast upadło na ziemię.

Szybko podbiegłem do drugiego i zanim ten zdążył zareagować, rozpłatałem mu brzuch. W tym momencie kolejny próbował wykonać szybkie pchnięcie w moje odsłonięte plecy. Ledwo unikając ciosu, odskoczyłem na bezpieczną odległość.

Poprawiając uchwyt na mieczu, ruszyłem w jego stronę, używając drugiej umiejętności z Technik Waterlow. [Łamacz pancerzy]. Kiedy tylko znalazłem się przy nim, wykonałem proste cięcie w jego bok. Próbował co prawda sparować to uderzenie, ale mój miecz przeciął jego klingę jak masło. Jego ciało zostało praktycznie przecięte na pół.

[Łamacz pancerzy] pozwalał na całkowite zignorowanie wytrzymałości celu. Mogłem dzięki temu ciąć nawet najgrubsze zbroje i bronie jak zwykły papier. Nie mogłem niestety używać tego za często. Gdybym to zrobił, mój miecz po prostu by się rozleciał.

Kiedy tylko ostatni z nich to zobaczył, ruszył w moją stronę z gniewnym okrzykiem. Natychmiast znalazłem się tuż przed nim i wbiłem ostrze w jego pierś, przebijając jego serce na wylot.

Cała walka trwała tylko 10 sekund. Spojrzałem w stronę szlachcica. Na widok tej sceny zaczął drżeć na całym ciele. Natychmiast rzucił się do ucieczki.

  • Po... Potwór!!! - Krzyczał na całe gardło.

Dogonienie go nie było trudne. Jednym szybkim cięciem zakończyłem jego życie. Kiedy jego głowa oddzieliła się od ciała, jego ciało drgnęło jeszcze kilka razy, nieświadome tego, że impulsy, które otrzymuje, nie mają już żadnego znaczenia.

Wytarłem miecz o jego szaty, lekko zamyślony. Wcześniej nawet nie pomyślałbym, że byłbym zdolny do takiej masakry. To zadziwiające jak bardzo można zmienić się w tak krótkim czasie.

Kiedy spojrzałem w stronę dziewczyny. Patrzyła cały czas w moją stronę, szeroko otwartymi oczami. Widać było w nich strach. Kiedy tylko stanąłem tuż przednią, wyciągnąłem rękę w jej stronę, chcąc pomóc jej wstać. W tej chwili osunęła się na ziemię. Zemdlała.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]