Rozdział 30.5: Ponadczasowa piękność.

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Perspektywa Elfki

  • Ruszaj się szybciej! - Usłyszałam tuż nad uchem wrzask.

Natychmiast przyśpieszyłam, byle tylko go nie denerwować. Lorda Alvareza lepiej było nie denerwować. Był dość znany z wybuchów gniewu.

Jeszcze raz przeklęłam się w duchu za to, że wpakowałam się w taką sytuację. Wszystko z powodu mojego zbyt długiego języka.

Należę do rasy Wyższych Elfów. Jesteśmy bardzo rzadką rasą, bardzo powiązaną z energią magiczną. Jest to bardzo pożądane przy łapaniu magicznych bestii, ponieważ pozwala na ich wyczuwanie. Dodatkowo miałam profesję kapłana, co tylko wzmacniało tę umiejętność.

Wielu łowców potworów byłoby gotowych zapłacić majątek za nasze usługi. Oczywiście nie dotyczyło to Lorda Alvareza, który po prostu zmusił mnie do pomocy. Zamierzał złapać jakąś potężną bestię, by za jej pomocą wkupić się w łaski księżniczki.

Umowa między nami była stosunkowo prosta. Miałam znaleźć jakąś potężną magiczną bestię, a on w zamian miał wypuścić mnie wolno. Szczerze wątpiłam, czy dotrzyma obietnicy, nie miałam jednak innego wyjścia.

Przez kilka pierwszych dniu nie udało mi się znaleźć tylko kilka bestii, były jednak zdecydowanie za słabe. Powoli traciłam już nadzieję, kiedy wreszcie to poczułam. Potężne źródło magicznej energii, zmierzające w naszym kierunku. Kiedy zatrzymało się w lesie niedaleko naszego obozowiska, nie mogłam wprost uwierzyć w swoje szczęście!

Kiedy tylko doniosłam o tym Lordowi, wyraźnie poprawił mu się humor. Z samego rana wraz ze mną i całą wynajętą przez siebie strażą wkroczył do lasu. Jego strażnicy zdecydowanie nie byli normalni. Mimo że było ich tylko czterech, mogłam wyczuć od nich olbrzymią presję, sugerującą, że musieli być naprawdę potężni.

Wiedziałam jednak, że byli zepsuci do szpiku kości. Szczególnie ich przywódca, Ratler. Naprawdę odrażający typ, który cały czas gapił się na mnie lubieżnym wzrokiem. Może dlatego, że obaj byli paskudni, szybko dogadał się z Lordem. Czułam coraz większy niepokój. Gdyby postanowili mnie teraz za atakować, nie miałabym żadnych szans się przed nimi obronić.

Wtedy właśnie stało się coś strasznego. Olbrzymia moc, którą czułam z głębi lasu, zniknęła. Choć może raczej powinnam powiedzieć, została stłumiona. Zupełnie jak by coś chciało ukryć przed nami swoją obecność. Było to naprawdę przerażające.

Kiedy tylko Lord dowiedział się o tym, uderzył mnie.

  • Przyszliśmy tu tylko dlatego, że powiedziałaś, że czujesz tu potężną magiczną bestię. Teraz jednak mówisz, że nie możesz jej znaleźć!? - Jego głos był wyraźnie rozdrażniony.

  • Mówię tylko, że znajduje się gdzieś w o pobliżu. - Starałam się zachować spokój, mimo ogromnego bólu.

  • Myślisz, że mamy czas przeszukać cały ten Las!? Naprawdę jesteś bezużyteczna. - Wzniósł rękę do ciosu.

Zamknęłam oczy, oczekując uderzenia. Które jednak nigdy nie nadeszło. Otworzyłam oczy, chcąc zobaczyć, co się stało. Ręka lorda została zatrzymana przez stojącą przede mną postać. Była to bez wątpienia najpiękniejsza osoba, jaką kiedykolwiek widziałam na oczy.

Kruczoczarne włosy sięgały jej aż do pasa, wzdłuż tali. Nie można było powiedzieć, że była wysoka, nie zmniejszało to jednak w ogóle jej piękna. Twarz także wydawała się pozbawiona jakichkolwiek skaz. Kiedy się odezwała, jej głos brzmiał jak dzwoneczki. W obliczu takiego piękna moje serce minimalnie przyśpieszyło. Była najpiękniejszą kobietą jaką w życiu widziałam.

  • Czego ty właściwie od nas chcesz? Dlaczego nas atakujesz? - Spytał Lord.

  • Niczego od was nie chce. Po prostu nie mogę patrzeć, jak krzywdzisz dziewczynę.

  • O co ci chodzi? - Widać było, że jest szczerze zdziwiony. - Przecież to tylko zwykła Elfka! Co jest złego w krzywdzeniu jakichś podrzędnych istot?

  • Podrzędne istoty?

W jej głosie dało się wyczytać gniew.

  • Przecież każdy wie, że Elfy i pół-ludzie to tylko pomyłki natury. Nadają się jedynie na niewolników...

W tym momencie przerwał. Spojrzałam na miecz, który był przystawiony do gardła Lorda. Kiedy on się tam znalazł?

  • Jeszcze jedno słowo a zakończę twoje nędzne życie. - Ton głosu stał się nagle lodowaty. - Rozumiesz?

Lord natychmiast odsunął się w kierunku swoich ludzi i krzyknął.

  • Zabić go. Potem zabijcie też Elfkę, nie jest mi już potrzebna.

Więc zamierzał mnie zabić jak nie będę mu już potrzebna? Spodziewałam się tego, ale i tak byłam przerażona. Nie chciałam umierać.

Wszyscy strażnicy natychmiast rzucili się w stronę mojej wyzwolicielki. Przed oczami miałam widok jej okaleczonego i martwego ciała. W tej samej chwili głowa Ratlera oddzieliła się od ciała. Patrzyłam się na to szeroko otwartymi oczami.

Poruszając się z gracją tancerza, w kilka sekund zabiła wszystkich strażników. Chwilę później ten sam los spotkał samego Lorda. Patrzyłam się na to szeroko otwartymi oczami. Co się tu właściwie teraz stało?

Moja wyzwolicielka wytarła miecz o szaty Lorda i ruszyła w moją stronę. Kiedy stanęła przede mną i wyciągnęła w moją stronę rękę, poczułam, jak robi mi się słabo. Chwile później wszystko okryła czerń.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]