Rozdział 38: Karczma

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Szybkim krokiem przemierzałem ulice, cały czas trzymając dłoń Iriny. Szczerze mówiąc, było to dość dziwne uczucie. Po części dlatego, że rzadko kiedy miałem okazje trzymać dziewczynę za rękę w moim poprzednim życiu. Tak szczerze to był to chyba pierwszy raz w obu moich życiach.

  • Jestem żałosny. - Pomyślałem.

Głównym powodem tego, że czułem się teraz dziwnie, była moja własna ręka. Miałem teraz strasznie drobne dłonie, więc szczerze mógłbym stwierdzić, że ręka Iriny była nawet odrobinę większa od mojej. W momencie, w którym to do mnie dotarło, poczułem się naprawdę żałośnie.

W miarę oddalania się od murów i wkraczanie coraz bardziej w głąb miasta, w naszym otoczeniu powoli zachodziły subtelne zmiany.

Lekko podniszczone budynki powoli stawały się czystsze i bardziej okazałe. Drewniane zabudowania coraz częściej były zastępowane przez te murowane. Coraz częściej też widziałem różnego rodzaju sklepu. Od tych, które zajmowały się sprzedawaniem ubrań, kończąc na sklepach z uzbrojeniem. Co do tego ostatniego, dobrym pomysłem byłoby spróbować sprzedać tam moje łupy.

Krótko mówiąc, miasto z każdym krokiem stawało się coraz piękniejsze. Tylko jedna rzecz cały czas mnie denerwowała. Gdziekolwiek bym nie spojrzał, wszędzie widziałem ludzi, którzy patrzą się prosto na mnie lub ukradkiem spoglądają w moją stronę. Rozumiałbym, gdyby były to tylko dziewczyny, ale sporą część tego tłumu stanowili faceci! Widząc jakim wzrokiem na mnie spoglądają, wiedziałem, że dzisiaj w nocy będę miał koszmary.

W końcu, kiedy znajdowałem się już niemal na granicy wytrzymałości, znalazłem karczmę. W duchu odetchnąłem z ulgą. Nie wiem, co by się stało, gdyby ten stan trwał jeszcze kilka minut. Prawdopodobnie rzuciłbym się w tłum z pięściami.

Karczma wyglądała naprawdę okazale. W przeciwieństwie do innych budynków posiadała dodatkowe piętro, więc znosiła się wysoko ponad pozostałe budynki. Wydawał się też szczególnie zadbany.

Pełen dobrych myśli puściłem rękę Iriny, po czym wszedłem do środka. Wolałem nie wchodzić do środka, trzymając Irinę... z dość oczywistych powodów.

Wnętrze karczmy było naprawdę przestronne. Ponad połowa stołów była zajęta, dzięki czemu było to naprawdę gwarno i panowała przyjemna atmosfera. Większość klientów stanowili mężczyźni, z czego większość miała przy sobie miecz lub jakąś inną broń. Druga połowa, którą stanowiły kobiety, także miała przy sobie broń.

Kiedy tylko przekroczyłem próg, wszystkie spojrzenie natychmiast zostały skierowane na mnie. Tym razem jednak nie były aż tak nachalne i denerwujące jak na ulicy. Mimo to i tak nie czułem się z tym zbyt dobrze.

W tym momencie widok przysłonił mi wielki cień. Zaskoczony spojrzałem na jego właściciela i aż mnie zamurowało. Moje oczy znajdowały się mniej więcej na wysokości jego brzucha. Na którym, swoją drogą, widniał kaloryfer stworzony z twardych jak stal mięśni. Kierując wzrok wyżej, widać było potężną klatę i jeszcze potężniejsze ramiona. Każde z nich było szersze niż ja w psie. Wysoko nad nim mogłem zobaczyć głowę. Jakby stanowiąc kontrast do reszty ciała, widniała na niej twarz rozciągnięta w miłym dla oka uśmiechu.

Nie miałem niemal żadnego doświadczenie, ale i tak mogłem wyczuć presję, jaką wywierał na całe otoczenie. Wiedziałem, że był to zdecydowanie najgroźniejszy przeciwnik, jaki kiedykolwiek stanął mi na drodze, a dokładniej rzecz ujmując groźniejszy niż oni wszyscy razem wzięci!

Poczułem, jak stojąca za mną Irina robi mimowolnie minimalny kroczek w tył. Mnie jakoś udało się ustać na miejscu. Udało mi się nawet powstrzymać drżenie nóg.

,,Umiejętność [Instynkt] awansuje! 1›2."

  • Witamy w karczmie ,,Pod niedźwiedziem" - Powiedział olbrzym donośnym głosem.

  • W...witam. - Odpowiedziałem. Mój głos lekko drżał. - Kim jesteś?

  • Ja? Jestem właścicielem tej karczmy. - Odpowiedział.

Przynajmniej wiadomo, dlaczego nazywa się ,,Pod niedźwiedziem"

  • Każdego witasz tak przy drzwiach? - Spytałem. Nie wyglądało na to, by miał złe zamiary.

  • Tylko piękne panie. A ty jesteś naprawdę piękna. - Posłał mi szeroki uśmiech.

Zmieniłem zdanie. Ten gość jest naprawdę niebezpieczny! Wolałem nie mówić mu, że jestem facetem, bo w szoku mógłby się na mnie rzucić. A szczerze wątpiłem, bym przeżył to starcie.

  • Dziękuję. - Wymusiłem uśmiech. - Można tutaj wynająć pokój?

  • Oczywiście! - Powiedział. - Ale tym zajmuje się moja córka. Stoi za ladą. - Wskazał w stronę baru.

Podziękowałem, czym prędzej odchodząc. To na pewno nie był człowiek! Ciekawe jak wygląda jego córka? W myślach widziałem idealną kopię spotkanego przed chwilę giganta, tylko że z warkoczykami. Tak, to najprawdopodobniej to.

Jak mogłem się spodziewać, nie miałem racji. Za ladą stała drobna, czarno włosa dziewczynka. Zaraz, to jest córka tamtego monstrum!? To przecież jest fizycznie niemożliwe! Musiałem się upewnić.

  • Przepraszam, jesteś córką właściciela? - Spytałem bezpośrednio.

Spojrzała na mnie zaskoczona.

  • Tak, o co chodzi?

Czyli to jednak prawda. Teraz to nic mnie na tym świecie nie zaskoczy.

  • Chciałbym wynająć pokój dla dwóch osób. - Przeszedłem od razu do rzeczy.

  • Na ile dni?

  • Na początek na tydzień. - Zdecydowałem. Nie wiedziałem, ile potrwa turniej, a zawsze mogę przedłużyć pobyt.

  • Cena wynosi 7 srebrników.

Bez słowa zapłaciłem żądaną sumę.

  • W jakim celu przyjechałaś do stolicy? - Zapytała, podając mi klucz.

  • Każdemu zadajesz to pytanie? - Zapytałem. Skoro jest córką tego wielkoluda, lepiej jej też nie będę wyprowadzał z błędu. Jak ojczulek się o tym dowie, może być nie ciekawie.

  • Jak nie chcesz, to nie odpowiadaj. - Widać było, że strzeliła focha.

Nie wiedzieć czemu wydawała mi się naprawdę sympatyczna. Może dlatego, że była naprawdę otwarta?

  • Chce wziąć udział w Turnieju. - Powiedziałem prawdę.

Moje słowa naprawdę ją zdziwiły.

  • Zamierzasz wziąć udział w turnieju? Ale wiesz, że będą tam najwięksi wojownicy z całego kraju, prawda?

  • Tak, wiem. I co w związku z tym? - Spytałem. Wiedziałem, o co jej chodzi. - Myślisz, że nie mam żadnych szans? To nie miłe skreślać kogoś od razu na starcie.

  • Nie, to nie tak. - Widać, że się speszyła. - No nic, życzę powodzenia.

Wziąłem klucze i ruszyłem w stronę pokoju. Irina, która przez cały czas milczała, poszła za mną.

Pokój nie należał może do największych, ale na pewno było większy od tego, które zamieszkiwałem w Hanalei. Jak można było spodziewać się po stolicy, było tu naprawdę przytulnie. Szybko rzuciłem torbę z rzeczami na łóżko.

  • Dobra. Wychodzę na jakiś czas. - Powiedziałem do Iriny, biorąc torbę z rzeczami. - Jak chcesz się gdzieś przejść, to pamiętaj, by wrócić przed kolacją.

Mówiąc to, wziąłem torb z łupami i wyszedłem z pokoju. Musiałem sprzedać dzisiaj te rzeczy i zapisać się jeszcze do turnieju. Jeśli czas pozwoli, to mógłbym nawet odwiedzić dzisiaj bibliotekę?

Odnalezienie odpowiedniego sklepu nie zajęło mi zbyt wiele czasu. Właściwie to jeden był tylko kilka kroków od karczmy. Kiedy tylko przekroczyłem próg, doznałem uczucia jakbym miał Déja vu. Całe wnętrze wglądało niemal identycznie jak sklep, w którym kupiłem swoje miecze. Za ladą stał nawet identyczny Krasnolud.

  • Witaj panienko, co podać?

  • Nie chce kupować tylko sprzedawać. - Powiedziałem, kładąc worek na ladzie. Nie widziałem sensu w mówieniu mu, że jestem Facetem. - Zainteresowany.

  • To zależy. - Powiedział.

Wyłożyłem całe uzbrojenie i ekwipunek na ladę, a krasnolud z zainteresowaniem zaczął to wszystko oglądać. Najwięcej uwagi poświęcił sztyletowi, który zabrałem szlachcicowi.

  • Hmm... Za cały sprzęt mogę ci dać 2 Geyl. Oczywiście poza sztyletem, którego nie chce.

  • Dlaczego go nie chcesz? Wydaje się sporo wart. - Spytałem.

  • Bo jest. Tylko że to magiczna broń, a ja takimi nie handluję. Nie potrafię go wycenić.

Pokiwałem głową, na znak, że rozumiem. Bez słowa wziąłem 2 złote monety, po czym wyszedłem ze sklepu. Mogłem się założyć, że cały ten sprzęt był wart o wiele więcej, ale nie zamierzałem się targować. I tak nie wiedziałem, ile tak naprawdę mógłbym dostać, a 2 Geyl piechotą nie chodzi. Poza tym i tak główni zależało mi na tym, by opchnąć całe to żelastwo.

Teraz tylko musiałem zarejestrować się do turnieju i odwiedzić bibliotekę. Pytaniem było, gdzie powinienem pójść najpierw?

Wybieraj!

A. Zapisz się do turnieju.

B. Idź do biblioteki.

C. Wróć do karczmy.

Chyba po raz pierwszy możliwości były naprawdę sensowne.

  • Wybieram A - Powiedziałem.

Nie musiałem zastanawiać się nad odpowiedzią, bo nie miało to żadnego znaczenia. Szybko zapytałem pierwszego lepszego przechodnia i dowiedziałem się, że zapisy odbywają się na Arenie. W sumie mogłem się sam tego domyślić. Gdzie indziej mogłyby być?

Szybkim krokiem ruszyłem w stronę znajdującej się na środku miasta.

Tak swoją drogą, chciałbym polecić wam polski komiks internetowy ,,Kij w dupie" Zapewne wielu was go zna, ale dla tych co nie znają, gorąco polecam. Naprawdę, padniecie po kilku pierwszych stronach.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]