Rozdział 39: To tyle?

Autor: Mefisto Korekta: MichałKtoś

Znajdująca się na środku miasta Koloseum naprawdę budziło szacunek. Już, kiedy zbliżałem się do miasta w smoczej formie, wyglądało majestatycznie, teraz jednak kiedy stanąłem tuż pod jej murami, musiałem przyznać, że było naprawdę przeogromne!

Kilka razy w moim poprzednim życiu zdążało mi się widzieć stadiony sportowe, jednak nawet nie umywały się to do tego! Koloseum było co najmniej 2 razy większe, wzbudzało znacznie większy szacunek. Nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić jakim cudem udało się to postawić.

Kiedy przekroczyłem bramę prowadzącą do wnętrza Koloseum, żaden z krążących przy wejściu strażników nie zwrócił na mnie zbytniej uwagi. Może nie pozwalała im na to dyscyplina albo po prostu przywykli do widoku dziwaków chcących zapisać się na turniej? Nieważne, jaki był tego powód, w duchu byłem im za to wdzięczny.

Kiedy tylko wkroczyłem na znajdującą się w centrum Koloseum arenę, ponownie doznałem szoku. Ono było ogromne! Samą swoją powierzchnią zdawało się przekraczać rozmiary stadionu! Musiałem przyznać, w tym świecie potrafią budować z rozmachem!

Kiedy tylko przeszedłem przez bramę, natychmiast podszedł do mnie ubrany w zbroję, starszy mężczyzna. Wyglądał na około 50 lat, ale można było zobaczyć, że doskonale się trzyma.

  • Witaj młoda damo. - Powiedział, natychmiast psując mi dobry humor. - Możesz powiedzieć, co sprowadza cię na naszą Arenę?

Wziąłem głęboki oddech, by troszeczkę się uspokoić.

  • Po pierwsze, jeszcze raz nazwiesz mnie ,,młodą damą" a będziesz tydzień bez muzyki tańczył. - Powiedziałem najspokojniejszym tonem, na jaki było mnie stać. - I chciałem zapisać się do turnieju.

Słysząc mój komentarz, roześmiał się tubalnym głosem.

  • Hahaha!!! Kobiety w dzisiejszych czasach mają charakter!. Potrafią też żartować! Jaki jest prawdziwy powód twojego przybycia?

Poczułem, jak powoli zaczyna wypełniać mnie gniew. Wziąłem głęboki oddech i policzyłem do dziesięciu, chcąc się uspokoić.

  • Jestem tutaj by zapisać się do turnieju. - Powtórzyłem, starając się zachować spokój. Naprawdę, dlaczego wszyscy zmówili się, by doprowadzić mnie na skraj załamania?

W końcu rycerz musiał uwierzyć, że mówię poważnie.

Westchnięcie

  • Naprawdę. Młodzi ludzie zawsze pchają się w objęcia śmierci. - pokręcił głową. - Chodź za mną.

Zaprowadził mnie do umieszczonego po boku areny niewielkiego pomieszczenia. Znajdowało się tu tylko stare biurko i jedno krzesło.

Stary rycerz usiadł na krześle i przesuwając w swoją stronę leżącą przy stole kartkę papieru, spytał.

  • Imię?

  • Loki Waterlow

  • Wiek?

Zastanowiłem się przez chwilę. Mój obecny wiek nie wchodził w grę. Mój wiek z poprzedniego życia też raczej odpadał. Jedynym wyjściem było kłamstwo.

  • 21

  • Jesteś człowiekiem czy bestią?

  • Bestią. - Tutaj mogłem powiedzieć prawdę?

  • Rasa?

  • Jeśli można wolałbym przemilczeć.

  • Walczysz jako wojownik czy mag?

Zawahałem się.

  • Możesz podać cokolwiek. To i tak nie ma większego znaczenia. - Podpowiedział rycerz.

  • Wojownik.

  • No. I to by było na tyle. - Mówiąc to, wstał od stołu i ruszył do wyjścia.

Zamurowało mnie.

  • Że niby to już koniec? Tylko tyle? Żadnego testu umiejętności? Niczego?

  • A po co? - Zdziwił się rycerz. - Zgłaszasz się z własnej woli. Jak zginiesz, twój problem. - Stwierdził beznamiętnie.

Pokręciłem tylko głową i opuściłem Arenę. Czułem się lekko rozczarowany. Westchnąłem, po czym ruszyłem na poszukiwanie biblioteki.

[~W projekcie pomaga grupa [ NIEZNANI ] wspomóżcie ich, wbijając na ich fp~]