Rozdział 6: Pierwsze polowanie

Autor: Mefisto

Minęło już kilka ładnych godzin od kiedy opuściłem polane.

Był to pierwszy raz w moim nowym życiu kiedy to zrobiłem, więc strasznie się denerwowałem.

Kilka razy udało mi się dojrzeć jakieś żywe stworzenia, ale te jak tylko mnie ujrzały natychmiast uciekały. Było to strasznie denerwujące, biorąc pod uwagę to że stawałem się coraz bardziej głodny. Od śniadania minęło ładnych parę godzin, więc nic w tym dziwnego. Założę się że gdybym nie był głodny, co krok wpadał bym na coś jadalnego!

Złorzecząc pod nosem, przemieszczałem się po lesie.

Drzewa nie były nawet tak gęste, ale dostatecznie by nie dało się między nimi manewrować mając rozłożone skrzydła. Więc jedyną opcją było przemieszczanie się po ziemi. Problemem jest to że smoki zostały zaprojektowane jako stworzenia powietrzne, dlatego nie mogłem poruszać się zbyt szybko. To też było jednym z powodów mojej irytacji.

Wtedy właśnie je zobaczyłem. Trzy sporej wielkości króliki,. Jedyną rzeczą jaką odróżniała je od tych z mojego świata były osadzone na ich czołach sporej wielkości rogi.

Stały półkolem wokół niewielkiej kępki jakiegoś zielska, nie zwracając uwagi na to co się dzieje.

Czy istnieje łatwiejszy łup na tym świecie?

Miałem szczęście być ustawionym pod wiatr, więc nie mogły mnie zauważyć. Ostrożnie zbliżyłem się do nich, starając się robić jak naj mniej hałasu. Kiedy byłem jakieś 2 metry od nich, wyskoczyłem z krzaków.

Kiedy tylko mnie zauważyły, zdrętwiały na chwile zaskoczone.

Zdołałem wykorzystać te sytuacje, wbijając pazury w tego stojącego po lewej. Kiedy polała się jego krew, pozostała dwójka rzuciła się do ucieczki. Doskoczyłem do jednego nich, zaciskając zęby na jego szyi. Po kilku drgnięciach znieruchomiał.

Ostatni, widząc że nie ma szans na ucieczkę, rzucił się na mnie, celując we mnie rogiem. Trzymałem jeszcze poprzednią ofiarę w zębach, więc nie zdążyłem zareagować. Jego rug uderzył w mój bok...... po czym zsunął się po moich łuskach.

Wykorzystałem tę okazje, uderzając go z całej siły łapą. Jego ciało odleciało na kilka metrów, uderzając w stojące w pobliżu drzewo. Do moich uszu dotarł nieprzyjemny odgłos pękających kości. Jego ciało drgnęło konwulsyjnie, po czym się uspokoił.

Ding!

Usłyszałem w głowie cichy dźwięk dzwonka. Zignorowałem to jednak, i zabrałem się do pieczenia królików.

Od kiedy udało mi się podnieść [Smoczy dech] na poziom 2, potrafiłem wypuszczać niewielkie strumienie ognia, zamiast małych płomyczków. Dlatego mogłem z łatwością upiec mięso.

Nie było to tak szybkie jak z ogniem mojego rodzica (Nadal nie wiem czy to był ojciec czy matka), ale po kilku minutach nadawało się do zjedzenia.

W smaku było.... nawet niezłe. Nie tak dobre jak mięso truj jelenia ale było soczyste i sycące, a głód zawsze był najlepszym kucharzem. Dopiero kiedy zjadłem wszystkie 3 króliki, otworzyłem status.

Imię : Nieznane.

Rasa : Kościany smok.

Ranga : Młody smok.

Poziom : 2

Siła :20

Zwinność :20

Żywotność : 20

Kondycja : 20

Energia : 20

Wytrzymałość : 20

Umiejętności : Lot(1) Smoczy dech(2) Klątwa(1) Instynkt (1)

Umiejętność specjalna : Ewolucja.

Punkty statystyk : 5

Punkty umiejętności : 1

Tak jak podejrzewałem, mój poziom wzrósł. Ten dźwięk musi symbolizować wbicie poziomu. Dodatkowo dostałem aż 5 punktów statystyk.

Przeznaczenie punktów umiejętności nadal nie było mi znane. Nie mogłem ich użyć by podnieść poziom umiejętności, więc po co je dostaje? Nadal pozostawało to dla mnie tajemnicą.

Po chwili zastanowienia zamknąłem status. Rozdam dodatkowe statystyki później, teraz musiałem ruszać w dalszą drogę.