Rozdział 7: Wieczorna przygoda

Autor: Mefisto

Zaczeło mi nagle dopisywać niezwykłe szczęście. W ciągu następnych godzin wielokrotnie udawało mi się trafić na większe lub mniejsze grupy Rogatych królików. Raz spotkałem nawet truj rożnego jelenia, ale wolałem nie wszczynać z nim walki.

Udało mi się awansować na poziom 3, kiedy wreszcie natrafiłem na odpowiednie schronienie.

Była to sporej wielkości jaskinia, usadowiona na zboczu sporego zniesienia. Przez chwile bałem się że ktoś już ją zajął, ale znowu dopisało mi szczęście. Jaskinia była całkowicie pusta.

Byłoby idealnie, gdyby nie jeden problem. Było tu strasznie zimno. Nie na tyle by zamarznąć na kość, ale dostatecznie by doskwierać.

Niestety zaczynało się już ściemniać, więc nie mogłem szukać lepszego schronienia. Wolałam nie przemieszczać się po lecie w nocy.

Przyciągnąłem do jaskini trochę suchego drewna i chrustu, po czym rozpaliłem niewielkie ognisko. Od razu zaczeło być bardziej przytulnie.

Rozsiadłem się wygodnie.

Miałem wreszcie czas by przemyśleć jak rozdać dodatkowe statystyki.

Nie mogłem zrobić tego na chybił trafił, tak jak w grach. Jeśli popełnię jakiś błąd, nie będę miał szansy zacząć wszystkiego od nowa, a jeśli zginę, szanse ba to że znowu się odrodzę są niemal zerowe. Na szybko przeanalizowałem dzisiejsze polowania.

Króliki są niesamowicie słabe, a mimo to dały rade kilka razy mnie trafić. Co prawda, nie zarysowały nawet moich łusek, ale były w stanie mnie trafić, mimo że jestem od nich znacznie szybszy.

Więc może powinienem podnieść zwinność i wytrzymałość? Zwiększenie zwinności pozwoli mi szybciej się poruszać, a wytrzymałość zwiększy zdolności obronne. A może powinienem podnieść żywotność? Ulepszy to moją zdolność do regeneraci.

Dopiero kiedy usłyszałem głośny ryk, zorientowałem się w sytuacji.

Zaraz przy wejściu do jaskini stał niedźwiedź. Nigdy nie widziałem niedźwiedzia na żywo, co najwyżej w telewizji, ale wydawał się wyglądać niemal identycznie jak te z mojego świata. Był o dobre pul głowy wyższy o de mnie. Szczerząc w moją stronę kły, sprawiał że poczułem jak ogarnia mnie strach.

Wydawał się naprawdę wściekły tym że ktoś zajął jego legowisko.

Ponownie wydał potężny ryk, po czym ruszył w moją stronę. Nie miałem zamiaru umierać, więc zamachnąłem się łapą w jego stronę. Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania.

Potężne, kilku set kilogramowe cielsko odleciało na dobre 3 metry, po czym zaryczało pełnym bólu głosem. Podniósł się z ziemi, wyraźnie wściekły. Ja nie zwróciłem na to jednak uwagi, mocno zszokowany.

Nie wiedziałem że jestem aż tak śliny. Co prawda króliki po jednym ciocie miały pokruszone niemal wszystkie kości, ale..... to po prostu chore.

Niedźwiedź ruszył w moją stronę, po czym uderzył mnie łapą i spróbował zatopić zęby w moim ramieniu. Poczułem jak eksplozje bólu. Jego zęby z trudem przebiły moje łuski i zatopiły się w moje ciało.

Odruchowo przechyliłem głowę, po czym zacisnąłem szczękę na jego karku. Poczułem na języku smak krwi, a do moich uszu dotarł dźwięk kruszonych kości.

Niedźwiedź rozluźnił zęby, po czym padł na ziemie, martwy. Łapiąc z trudem powietrze padałem na ziemie tuż obok jego ciała. Była to najniebezpieczniejsza chwila w obu moich życiach.

Ding!

Udało mi się kolejny raz awansować. Ale byłem zbyt wykończony by się tym przejmować. Udało mi się zrozumieć dzięki tej walce kilka rzeczy.

Po pierwsze, moja siła dalece przekracza wszelkie moje przewidywania. W końcu udało mi się pokonać to bydle mając siłę na poziomie 1.

Po drugie, musiałem jak najszybciej się wzmocnić. Gdyby za atakowały mnie 2 niedźwiedzie jednocześnie, prawdopodobnie skoczył by martwy.

Szybko przeanalizowałem walkę, po czym rozdałem statystyki.

Imię : Nieznane.

Rasa : Kościany smok.

Ranga : Młody smok.

Poziom : 4

Siła :20

Zwinność :20 (+8)

Żywotność : 20 (+2)

Kondycja : 20

Energia : 20

Wytrzymałość : 20 (+5)

Umiejętności : Lot(1) Smoczy dech(2) Klątwa(1) Instynkt (1)

Umiejętność specjalna : Ewolucja.

Punkty statystyk : 15 (-15)

Punkty umiejętności : 3

Najważniejsze to wzmocnić zwinność. Gdybym był szybszy, zdołał bym uniknąć jego zębów. Żywotność pozwoli mi szybciej dojść do zdrowia. Dodałem tylko 2 punkty, ponieważ nie jest to głęboka rana. A dodatkowa wytrzymałość powinna zapobiec następnemu strzaskaniu pancerza.

Gdy tylko trochę odpocząłem, zabrałem się za pieczenie niedźwiedzia. Był za wielki by zrobić za jednym zamachem, więc zajęło to dobrą godzinę anim był w pełni gotowy.

Było to zdecydowanie najlepsze mięso jakie jadłem w życiu. Najlepsze były łapy, ale cała reszta też była wyśmienita. Zdecydowanie było warto przeżyć to wszystko by raczyć się jego mięsem.

Gdy tylko zostały z niego same kości ułożyłem się wygodnie obok ogniska, po czym zasnąłem.