Rozdział 17: Frakcja Emilii(1)

Tłumaczenie: erulisse

Tak jak powiedziała Frederica, minęły dwa dni zanim nie wyruszyli w kierunku Sanktuarium.

W przerwach pomiędzy swoimi obowiązkami w posiadłości, Frederica nauczała Patrasche w jej stajni o tym, jak dotrzeć do Sanktuarium. Jako że była odpowiedzialna za większość pracy w posiadłości, Subaru zasugerował, że mogłoby to ją odciążyć, gdyby zwyczajnie przekazała lokalizację „Sanktuarium” bezpośrednio jemu, ale

[Frederica: Wybacz mi, ale lokalizacja Sanktuarium jest bardzo ważną sprawą dla naszego pana. Jako zwykły sługa nie jestem w stanie rozporządzać takimi informacjami. Wolałabym nawet nie uczyć o tym tego smoka ziemnego, jeżeli miałabym szansę tego uniknąć.]

Tak więc grzecznie odmówiła przekazania mu informacji.

Chociaż nie bardzo było mu to na rękę, narzekanie na zbytnią ostrożność Roswaala nie zbliży go w żadnym stopniu do Sanktuarium. A biorąc pod uwagę, jak sprawy się rozwijały, Subaru nie miał wyboru jak tylko poddać się osądowi Frederici.

I tak Subaru spędził dwa nieciekawe dni, rozprawiając z mieszkańcami wioski oraz wracając do roli służącego, wypełniając pomniejsze zadania w posiadłości.

W tym samym czasie Emilia, dąsając się z poirytowania z racji zniknięcia Pucka, również nie miała zbyt wiele zajęć, chodziła więc nieśmiało do wioski razem z Subaru, starając się zmniejszyć dystans pomiędzy jej mieszkańcami a nią samą. Do tego czytała również różne księgi oraz teksty, których Subaru nie był w stanie odszyfrować, spędzała czas na wzbogacaniu swojej wiedzy.

Podczas gdy spędzali te dwa dni, każde z nich na swój sposób, to jednak wydarzyło się parę rzeczy.

Pierwszym było,

[Otto: Achhh! Dlaczego wszystko zostało zrzucone na kupę?! Dokumenty, które nie cierpią zwłoki, te, które mogą zostać wyrzucone zaraz po przeczytaniu, oraz te, których nie ma w ogóle sensu czytać, gdy nikt ich nie segreguje odpowiednio, to tak to się kończy……!]

Mocno drapiąc się po głowie w czasie marudzenia, Otto przerzucał znajdujące się wokół niego dokumenty z niemożliwą szybkością. Szybko przelatując wzrokiem po papierze i z grubsza łapiąc kontekst jego zawartości, rzucił go na wielką stertę na stole, następnie wziął się za następny i następny, i następny, cały czas segregował i porządkował. Po drugiej stronie stołu, przyglądając się, jak oczy i ręce Otta rzucały się to tu, to tam, jak kręcił głową to w jedną, to w drugą stronę, tak szybko, że lada chwila można było się spodziewać, że wystrzelą z niej płomienie, Subaru opierał brodę na dłoniach i westchnął z uznaniem.

[Subaru: Aaah, to niesamowite! Jeżeli ja miałbym to robić, to nawet jeżeli zostałyby ładnie wydrukowane, to nadal byłby to dla mnie jedynie bełkot…]

[Otto: To nie tak, że próbuję je zrozumieć. Jedynie rozdzielam je na te dotyczące finansów, te w sprawie petycji oraz innych spraw, które są ważne. Gdyby tylko każdy z tych papierów został posortowany, gdy został przyjęty…… Ale, niestety, patrząc na to, jak to działa, to zostało to zaplanowane w taki sposób, że jedynie człowiek, który wpadł na taki pomysł może to zrozumieć.]

Było to niesłychane, ale Subaru mógł wyrażać podziw w stosunku do Otta, który wpatrywał się w góry dokumentów, wyglądając na raczej poruszonego. Słysząc, jak wyraża się o właścicielu tych papierzysk; twarz Roswaala pojawiała się w umyśle Subaru i nie mógł się powstrzymać, jak tylko zadziwić się jak od niechcenia rzucona teoria Otta była bliska prawdy.

Była to przerażająca myśl, że Roswaal był w stanie ogarnąć logicznie cały ten bałagan w dokumentach. Ale problemem był inny, jako że nikt inny nie był w stanie tego zrozumiec, to w razie jego nieobecności, nie było szans na rozeznanie się w tym wszystkim, a jedynie zaczęcie od zera.

[Otto: Dobra, z grubsza posortowane. Następnie trzeba by je posegregować chronologicznie… Ale przed tym, może najpierw powinienem je rozdzielić na załatwione oraz te do załatwienia…]

[Subaru: Nie wiem, czy powinienem cię uważać za skrupulatnego, czy raczej sądzić, że masz nerwicę natręctw, ale Otto, z całą pewnością jesteś Type-A, czyż nie?]

[Otto: Czym jest „tajp ej”? Zupełni nie brzmi to, jak nic dobrego.]

Widząc, jak Otto się w niego wpatruje, Subaru pomachał dłonią na boki, nie starając się nawet wyjaśnić. To nie tak, że naprawdę wierzył, że grupa krwi miała coś wspólnego z osobowością, poza byciem użytecznym do rozpoczęcia zdawkowej rozmowy.

Notabene, Subaru miał grupę B; a raczej, cała rodzina Natsuki posiadała grupę B. Kiedykolwiek było to komuś wspominane, spotykało się to zawsze z odpowiedzią [Wiedziałem], przez co nie był to pożądany temat rozmów.

[Otto: Czekaj, jak teraz się nad tym zastanowię…]

[Subaru: O co chodzi, czemu przerwałeś? Szedłeś całkiem niezłym tempem, dawaj dalej.]

[Otto: Jako ktoś, komu zależy na wydajności, to nie mam nic przeciwko, aby to robić, ale czy ta sytuacja nie jest cokolwiek dziwna? Dlaczego ja, wędrowny kupiec, stoję w biurze Margrabiego, cały spocony od ciężkiej pracy przebijania się przez jego dokumenty? Czy moja obecność tutaj nie powinna być dość niespotykana?]

[Subaru: Troszkę ci to zajęło, aby zdać sobie z tego sprawę, nieprawdaż?]

Widząc, jak Otto dopiero teraz zauważył to wszystko, Subaru pochylił głowę i roześmiał się demonicznie. Powodem, dla którego Otto wypełniał tak służalcze zadanie; segregowania dokumentów dotyczących jedynie spraw Margrabiego, było skrzętnie utkaną intrygą Subaru…

Chodziło o to, aby zabezpieczyć użyteczne osoby dla frakcji Emilii w obozie Roswaala.

W obecnej sytuacji, jak to widział Subaru, pozycja Emilii w Królewskiej Elekcji nie była dobra. Jako jej Rycerz, a przynajmniej jako ktoś z grubsza za takiego uznawany, był on narzędziem w odepchnięciu Kultu Wiedźmy oraz zabiciu Białego Wieloryba. Jednakże, w porównaniu z bezdennym sceptycyzmem nadal otaczającym sytuację Emilii, pytaniem było, jaki w ogóle to wszystko odniosło efekt.

W porównaniu z każdym innym obozem Emilia pozostawała z tyłu, zanim jeszcze bieg się rozpoczął. A fakt, że prawdziwe intencje Roswaala były nadal całkowicie nieznane, jeszcze bardziej pogłębiał problemy orbitujące wokół jej pozycji. Mimo że publicznie ją wspierał, to jak na razie, zasługi Roswaala w byciu jej patronem można było opisać jedynie słowem „porażka”.

Nie dał rady przygotować żadnego kontrdziałania przeciwko Kultowi Wiedźmy, mimo że powinien przewidzieć ich posunięcia znacznie wcześniej, a teraz, po tym, jak zagrożenie minęło, nie mieli nawet możliwości, aby się z nim skontaktować. Gdyby chociaż stanął przed nimi i powiedział czy jest sojusznikiem, czy wrogiem… z której strony nie patrzeć, z pewnością był on kłopotliwą osobistością.

Do tego wszystkiego jeszcze, ludzie w otoczeniu Roswaala wydawali się trzymać język za zębami, jeżeli chodziło o prawdziwe intencje ich pana. Czcząc Roswaala ponad wszystko inne z niezachwianym oddaniem, można się było spodziewać takiego zachowania Ram, a Frederica posiadająca tak silne oddanie dla swojej pracy jako służba, również nie pisnęłaby o niczym. Nawet Puck i Beatrice nie przerwaliby swojego milczenia w tej sprawie, jeżeli chodziło poinformowanie o tym Subaru i Emilię.

Innymi słowy, nie było ani jednej osoby, której Emilia mogłaby spokojnie zawierzyć.

Oczywiście Subaru chciał stać się dla niej taką osobą i zasadniczo zachowywał się w sposób odpowiedni dla takiej osoby, jednak dobrze zdawał sobie sprawę, że nie jest w stanie temu sprostać, nawet w porównaniu do kogokolwiek innego. Smutnym faktem było to, że nie był on osobą, która była w stanie ulżyć w jej troskach, ani sam nie mógł rozwiać wzbierającego w niej fatalnego nastroju, co też najbardziej go wkurzało.

I wtedy, osobą, która wpadła w oko Subaru, był mężczyzna chodzący w tą i z powrotem pomiędzy wioską Arlam a posiadłością, ten sam który potrafił mlasnąć po obiedzie i herbatce, mówiąc coś w stylu „Aaach, osiąść na laurach w taki sposób i nieposiadanie żadnego celu z pewnością spowodowałoby, że każdy by zgnuśniał”, samemu uśmiechając się, będąc zupełnie rozluźnionym… Otto.

[Subaru: Innymi słowy, plan bitwy z cyklu „skoro nie ma w pobliżu żadnych sojuszników, czemu nie zacząć szukać nowych”.]

[Otto: Wydaje mi się, że to, co właśnie powiedziałeś, jest w pewnym sensie niepokojące, ale co to ma wspólnego ze mną?!]

[Subaru: Hmm, no wiem… Może… Ach, Otto-san. Nadal jeszcze nie posortowałeś tamtych dokumentów.]

[Otto: Ach, przepraszam. Niech no spojrzę, brakujące miejsca dla tajemnych minerałów oraz ilość ich zapasów, oraz to…… CZY TO NIE SĄ DOKUMENTY, KTÓRE OSOBY SPOZA NAJBLIŻSZEGO OTOCZENIA NIE POWINNY OGLĄDAĆ?!]

[Subaru: Ach, widziałeś… Widziałem, że je widziałeś… Aaaach, dobra, dobra. Ta, cóż. Postaram się z całych sił, aby wyjaśnić to Roswaalowi, więc się nie martw, dobrze?]

[Otto: To zaskakujące jak żadna część twojej wypowiedzi mnie nie uspokoiła!]

Podczas gdy Otto narzekał i próbował trzymać dokumenty, które mu wręczono, tak daleko od swoich oczu, jak tylko był w stanie. Subaru jedynie się wyszczerzył, zachowując się, jakby był jedynie niewinnym obserwatorem. Widząc podejście Subaru, twarz Otta przyjęła wyraz jak z horroru, po czym powiedział, z trzęsącymi się wargami.

[Otto: Nie mogę w to uwierzyć, ale nadal starasz się, abym zniknął, przez pokazanie mi dokumentów, których postronni w ogóle nie powinni widzieć, a następnie nie przychodząc mi na ratunek, kiedy sprawy się komplikują? Jedynie depczesz ustanowione przez nas zasady?]

[Subaru: Oczywiście, że nie! Zapłata za twój ładunek oraz za przysługę, o którą cię poprosiłem, zamierzam wypełnić je wszystkie. A ponadto, mam zamiar wciągnąć cię w to jeszcze głębiej, aż do chwili, gdy będziesz w tym już tak głęboko, że nie będziesz w stanie zwiać.]

[Otto: Naprawdę musisz być tak pokręcony?! Jestem jedynie pokornym wędrownym kupcem, nie rozumiem, dlaczego próbujesz położyć na moich barkach tak wielką odpowiedzialność, ale błagam, przestań!!]

###

Zapraszam do komentowania na naszej stronie Prolog Scans, tam też można znacznie szybciej zdobyć informacje na temat naszych projektów.