Rozdział 4: Rozdział 4

Tłumaczenie: UrScorch

Krótko po tym jak Matsuda-kun opuścił laboratorium, stanął wyprostowany przed dużymi drzwiami od których emanowała ciężka atmosfera.

Czemu się tak denerwujesz? Chciał się doprowadzić do porządku, ale po chwili zauważył że nie jest w stanie zapanować nad swoimi nerwami. Był to jego pierwszy raz, kiedy wszedł do wewnętrznego sanktuarium Akademii Szczytu Nadziei, budynku wydziału. Był to jedyny budynek na terenie całego kampusu do którego uczniowie nie mieli wstępu, z resztą słusznie - kiedy tylko do niego wszedł, musiał wyjaśniać swoje powody każdemu nauczycielowi który go zatrzymywał. A to nie było wszystko - miejsce do którego konkretnie się udawał było samo w sobie specjalnym miejscem, nawet wewnątrz zakazanego budynku.

Yasuke Matsuda uniósł głowę patrząc się na drzwi przed nim.

Były to piękne, drewniane drzwi dające odczucie że goście nie są mile widziani. Na przytwierdzonej do nich metalowej tabliczce było napisane “Pokój Spotkań Komitetu Sterującego Akademii Szczytu Nadziei.” Było to sanktuarium wewnątrz innego sanktuarium. Nawet nauczyciele nie mogli do niego wchodzić niezaproszeni. Stojąc przed tymi drzwiami, nerwowość była zrozumiała. Jednakże -

“Czas się ogarnąć…”

Matsuda odkaszlnął, próbując doprowadzić się do porządku, zanim by się ostatecznie pogrążył w tej przytłaczającej atmosferze. Wtem, uniósł pięść pukając w drzwi.

“Tu Yatsuke Matsuda z 77 klasy Akademii Szczytu Nadziei”, powiedział delikatnie otwierając ciężkie drzwi. “... Prosze mi wybaczyć.”

Pokój w którym się znalazł różnił się od klasy. Sufit, kolumny i ściany były tak bardzo przyozdobione, że Matsuda aż poczuł się nieswojo. Poszedł przed siebie a gruby dywan wyciszył dźwięk jego kroków.

“Przepraszamy, że wezwaliśmy cię tutaj bez wcześniejszego uprzedzenia.” Głos który przemówił był zadziwiająco lekki i ciepły. Należał do dyrektora Akademii Szczytu Nadziei, Jin’a Kirigiri. Za każdym razem gdy Matsuda go widział, nie mógł się nadziwić jaki jest młody. W jego wyobrażeniu, dyrektor był facetem w średnim wieku z siwym włosami, wąsem i szarym garniturze. Kirigiri mający zaledwie trzydziestkę na karku, był dla niego po prostu za młody do tej roboty.

“Proszę usiądź. W ten sposób będzie nam się łatwiej rozmawiało.”

Na środku pokoju stał wielki, okrągły stół. Wokół niego były ustawione wiekowe krzesła. “Proszę mi wybaczyć”, powiedział zmierzając w stronę najbliższego z nich, będącego dokładnie na przeciwko Kirigiri’ego. Gdy siadał czuł jak obserwuje go wiele par oczu. Należały one do czterech starców, siedzących w pewnych odstępach od siebie. Każdy z nich nosił na sobie smolisty garnitur, jakby dopiero co wracali z pogrzebu. Ich krawaty były w tym samym kolorze. Ich oceniające spojrzenia sprawiały, że Matsuda prawie czuł ich ciepłe oddechy na karku.

“Wiesz kim jesteśmy?”

Głos był oschły a chłopak nie mógł ocenić do którego ze starców należał.

“Jesteście członkami Komitetu Sterującego Akademii Szczytu Nadziei.”

“Masz naszą szczerą wdzięczność za twa pomoc podczas tego incydentu.”

“.... Nie wiem o czym mówicie.”

Zmarszczki na twarzach starców pogłębiły się. Nie lubili unikania tematu rozmowy.

“Nie ma potrzeby udawać. Wiemy o wszystkim.”, powiedział jeden z nich. “Pomogłeś nam w przesłuchaniu ucznia który pierwszy odkrył miejsce zbrodni, czyż nie?”, zapytał inny.

Uczeń który pierwsze je odkrył. Chwila w której Matsuda usłyszał te słowa, przyśpieszyło mu tętno. Próbował to ukryć samemu zadając pytanie. “... Zamierzacie uzyskać więcej informacji od tego ucznia?”

“Nie do końca”, wypowiedział inny mężczyzna. “Tym razem chcemy się zająć innym uczniem. Widzisz, mamy pewien problem. Problem którym może się zająć ktoś o twoich umiejętnościach. Oczekujemy w tej sprawie od ciebie pomocy.” Wypowiedział jakby decyzja już zapadła. Było to niepokojące.

“... Co jeśli odmówię?”

Parę sekund trwała cisza zanim jeden ze starców zaczął się śmiać. Na początku robił to cicho, ale potem dołączył drugi, trzeci i w końcu czwarty z nich, wypełniając pokój pogardliwym śmiechem. Jego dźwięk otoczył Matsudę z każdej strony.

“Więc, Matsuda-kun”, śmiech nagle ustał. “Naprawdę myślisz, że masz tu jakiś wybór?” Powiedział jeden ze starców pretensjonalnym tonem. “Ta dziewczyna która leczysz… Wygląda na to, że ma chwilową przerwę od szkoły, a mimo to jest stan nie uległ poprawie.”

Tym razem Matsuda aż dostał zmarczek, marszcząc brwi. “... Co próbujecie przez to powiedzieć?”

“Wciąż jesteś uczniem. Nie możemy ci pozwolić, byś tracił czas na nieuka, nie mającego szansy na poprawę.” Jego słowa przepełnione były pogardą. “Nie możemy przedłużać przerwy od nauki ucznia, kiedy nawet nie wiemy kiedy będzie mógł do niej wrócić. Celem tego miejsca jest pielęgnowanie talentów. Ci którzy są zbytnimi porażkami żeby móc z tego skorzystać, powinni ustąpić miejsca innym którzy na to zasługują… Jednakże, jeśli postanowisz nam pomóc…”

“Skończ już pierdolić staruchu!”

“... Co!”

“Twoje obrzydliwe usta mówią za dużo.”

Atmosfera w pokoju zmieniła się w mgnieniu oka.

“T… Ty gnoju!...”

Gdy Matsuda wstał, wszyscy starcy aż zamarli. Patrzył na nich, jakby każdy z nich był robalem. Nie, jego spojrzenie było o wiele wścieklejsze i pełne pogardy - patrzył na nich jakby byli robalami które ma zaraz zgnieść.

“Nieuk? Porażka? Powinienem was ostrzec. Jestem jedyną osobą która może tak o niej mówić. Nikt inny nie ma to tego prawa.”

“H… Hej! Za kogo ty się uwa-”

“Mówiłem że masz się zamknąć.”

Ton z jakim mówił naprawdę sprawił że się zamknęli. Kontynuował przemowę cichszym głosem.

“Ta dziewczyna.... Nawet gdy ludzie się z niej wyśmiewają, ona nie zwraca na to uwagi, poniewaz uważa że to jej nie dotyczy. To dlatego Ja muszę mówić za nią. Nie wybaczyłbym sobie gdybym tego nie zrobił.”

Dla członków Komitetu Sterującego, słowa wypowiedziane przez Matsudę niosły ze sobą nieopisane poczucie zastraszania. Jak możemy być tak traktowani przez kogoś kto nie ma nawet dwudziestki? Nie znali na to odpowiedzi.

Nie rozumieli mocy kogoś kto posiadał talent. Mocy którą Akademia Szczytu Nadziei nazywa nadzieją.

“... Um, mogę się wtrącić?” Spokojny głos dołączył do rozmowy. Był to głos dyrektora. Matsuda spojrzał w jego stronę.

“Myślę że to czas żebym i Ja coś powiedział w tej sprawie…” Kirigiri uśmiechnął się gorzko, drapiąc przy tym po głowie. Pomimo nerwowej atmosfery która ogarnęła cały pokój, on wydawał się wyjątkowo spokojny. Matsuda tracąc swój zapał, przymknął oczy i głośno westchnął z powrotem siadając na miejsce. Kiedy tylko skończył, Kirigiri kontynuował cichym głosem.

“Matsuda-kun, prosimy się tylko o przysługę. Nie jest ona tylko dla nas a dla każdego ucznia Akademii Szczytu Nadziei. Mógłbyś przynajmniej rozważyć wysłuchanie tego, co mamy do powiedzenia?”

Matsuda nie odzywał się, obserwował Kirigiri’ego nie mogąc odgadnąć jakie są jego prawdziwe intencje. Kirigiri z drugiej strony, starał się odzyskać kontrolę nad sytuacją. “Nie proszę cię o nic innego jak samo wysłuchanie. Jeśli zdecydujesz się odmówić, zaakceptujemy twą decyzję.” Z zakończeniem farsy od razu przeszliśmy do tematu.

“Prawdopodobnie nie muszę ci tłumaczyć sprawy incydentu, ale i tak powinniśmy od tego zacząć.” Kirigiri odkaszlnął, splótł dłonie przed sobą, po czym kontynuował. “Minął miesiąc a my nadal nie możemy uwierzyć w to co się wydarzyło. Żeby tak makabryczny incydent wydarzył się w Akademii Szczytu Nadziei…. Wciąż mam wrażenie, że znajdujemy się w jakimś koszmarze.”

“Ale to naprawdę miało miejsce!”, wykrzyczał jeden ze starców.

“Trzynaście dzieci!”, krzyknął inny. “Trzynaście ofiar a szczegóły tego co się stało są wciąż niejasne! Czemu taka straszna rzecz miała miejsce w naszej szkole?!”

Kiedy ci przestali krzyczeć, Matsuda powiedział co chodziło mu po głowie. “Więc… nigdy nie poinformowaliście o tym policji?”

“Oczywiście że nie! Myślisz że co by się stało gdybyśmy to zrobili? Co to by dało?! To nie jest problem który może być rozwiązany poprzez zwykłe aresztowanie winowajcy!”

“Ale… co z rodzinami ofiar?”

“Zajmujemy się tym!” wykrzyczał bez wytchnienia kolejny staruch. “Nie musisz się martwić takimi błahymi rzeczami!”

Po tonie z jakim to powiedział można było wywnioskować, że szkoła podjęła już pewne kroki w sprawie tych rodzin. Pewnie musieli poprosić o parę przysług swoich byłych absolwentów. Wielu z nich osiągnęło wysokie stanowiska dzięki renomie Szczytu Nadziei. Jeśli ta renoma zniknie to i oni utracą wszystko co mieli.

“Macie rację, nie powinienem się o to martwić. Więc, czego dokładnie ode mnie chcecie? Ten “inny uczeń” o którym mówiliście musi mieć jakieś powiązanie z tamtym incydentem, mam rację?”

“Chcemy żebyś wydobył z tego ucznia wszelkie informacje, które pomogą nam w poznaniu prawdy stojącej za tym incydentem.”, odpowiedział Kirigiri.

“Poznaniu prawdy....? Czy to nie odwrotność tego co mówiliście wcześniej? Czyż nie chcieliście zataić tego całego incydentu?”

Zatajenie. Matsuda był jedynym uczniem któremu wydział zaufał, wyjawiając ten sekret. W zamian za jego współpracę, otrzymał wyposażenie do laboratorium i duże dofinansowanie do badań. Był to kolejny dowód na to że był prawdziwym naukowcem.

Ale nie był to jedyny powód dla którego postanowił współpracować. Nikt inny jak tylko sam Matsuda go znał.

“Tak, to rzeczywiście brzmi jak przeciwieństwo tego co mówiliśmy”, odpowiedział Kirigiri po krótkim wahaniu. “Ale jest to konieczność. Wierzymy, że ukrycie sprawy tego incydentu jest naszym priorytetem, ale jest wciąż zbyt wiele rzeczy o których nie wiemy. Nie możemy ukryć czegoś, czego do końca nie rozumiemy. Dlatego uważamy, że musimy poznać całą historię tego co się stało. W celu ochrony Akademii Szczytu Nadziei… zatuszowanie sprawy musi być perfekcyjne.”

Kirigiri powiedział to bez najmniejszego znaku zwątpienia. Zrobiłby wszystko by ochronić Akademię. Jest dokładnie taki jak Ja, czyż nie?, pomyślał Matsuda.

Poświęcenie czegoś w obronie czegoś innego. To jest to co właśnie robię.

“... Więc, kim jest ten uczeń którego chcecie bym przesłuchał?”

Kirigiri oblizał swoje suche usta, dając Matsudzie ostrożną odpowiedź. “Nie powiedzieliśmy ci tego wcześniej, ale oprócz osoby która pierwsza była na miejscu zdarzenie jest jeszcze dwóch ocalałych.”

Dwóch ocalałych… Z pewnością był to pierwszy raz gdy Matsuda o tym słyszał.

“Są oni oczywiście niezbędni w odkryciu prawdy stojącej za całym incydentem. Gdyby wszystko było w porządku to od razy byśmy ich szczegółowo przesłuchali... Ale z powodu pewnych okoliczności nie mogliśmy tego zrobić.

“... Okoliczności?”

“Pierwszy z nich jest w stanie śpiączki od tamtego czasu. Drugi zaś na szczęście wyszedł z tego bez szwanku, jednakże.... niedługo potem zaginął. Nie wiemy gdzie teraz jest ten uczeń.”

Jeden w śpiączce i jeden który zaginął. Okoliczności rzeczywiście w tym przeszkadzały. Ale wciąż istniała pewna możliwość.

“Chcecie żebym wyciągnął informacje od studenta w śpiączce, racja?”

Kirigiri skinął głową. “Dokładnie.”

Odnaleźć prawdę żeby móc ją ukryć. Z pewnością była to dla Matsudy pokręcona sprawa, ale i bardzo dogodna.

To moja szansa. Szansa żeby ją ochronić.

“Rozumiem”, powiedział. Nie miał innego wyboru. “Zobaczę co da się zrobić.”

“Myślisz że możesz coś na to poradzić?” Jeden ze starców szybko się opanował, próbując odzyskać swój autorytet.

“Wciąż jest za wcześnie by to powiedzieć. Zależy to od aktualnego stanu zdrowia ucznia. W każdym razie, zrobię co w mojej mocy”, odpowiedział podnosząc wzrok na Kirigiri’ego. “Ale co z zaginionym uczniem? Nie zamierzacie chyba tutaj siedzieć i nic z tym nie zrobić, czyż nie?”

Po krótkiej ciszy dyrektor pochylił się do przodu patrząc prosto w oczy Matsudy. ”... Czy coś cię martwi?”

Spojrzenie miał przy tym tak przenikliwe, że Matsuda czuł jakby mógł odczytać wszystkie jego najskrytsze myśli. ”Nie, po prostu byłem ciekawy.” Próbując ukryć swój drżący głos kontynuował. “Chodzi mi o to, że zaginiony uczeń jest raczej podejrzaną sprawą. Nie uważacie że może być on winien zabicia trzynastu uczniów i doprowadzenia tego jednego do stanu śpiączki?”

Starcy natychmiast zaczęli ze sobą rozmawiać a ich szepty rozbrzmiewały w całej sali konferencyjnej. Kirigiri natomiast zachował spokój.

“Jest tak jak mówisz. Ten zaginiony uczeń jest wyjątkowo podejrzany.”

“W takim wypadku - “

“W takim wypadku co?” Przerwał mu Kirigiri. “To tylko jeszcze bardziej uzasadnia ukrycie tego całego incydentu. Jeśli tego nie zrobimy… to będzie koniec Akademii Szczytu Nadziei.”

Koniec tej szkoły…?

Słowa Kirigir’ego zaintrygowały Matsudę.

Czy to oznacza, że uczeń który zniknął jest kimś specjalnym?

Pewne imię nagle znalazło się w głowie Matsudy. Słyszał je tylko w plotkach i strasznych historyjkach które zawsze uważał za miejskie legendy. Ale jeśli ta osoba rzeczywiście istnieje, to może rzeczywiście jest zamieszana w tej incydent.

W takim wypadku wszystko nabiera sensu. Nawet nazwa tego zdarzenia czyli “Najokrutniejszego Incydentu w Historii Akademii Szczytu Nadziei.”

Ma to sens, ale jednocześnie jest to okropne.

Pojedyncza kropla potu spadła z czoła Matsudy, kiedy wypowiedział te słowa głęboko w swoim sercu.


Notka od tłumacza: Jeśli ktoś to czyta to niech da znać w komentarzach. Zawsze fajnie by było wiedzieć że ktoś to czyta :V