Rozdział 36: Misja zakończona...?

Autor: Seft

Połowa września jest, rozdział też jest :) Miłego czytania :D

Po usłyszeniu rumoru hałasujący momentalnie ucichł, a reszta również spojrzała w stronę drzwi. Miałem pewne podejrzenia i potwierdziły się one, gdy przez drzwi przeszedł Kifid. Zamyślony spojrzałem na moje towarzystwo, mistrz gildii zmarszczył brwi wpatrując się w ducha, dwójka magów rozglądała się, jakby coś wyczuwali, natomiast szermierz był zdezorientowany. Chyba go w ogóle nie zauważył.

  • Rad, tutaj coś jest? - zapytał niepewnie mistrz gildii.
  • Dlaczego miało by tutaj coś być? Tamten duch jest słaby i nie może sam się poruszać - odpowiedziałem.
  • Nie. Chodzi o…

Nie zdążył dokończyć, bo drzwi otworzyły się i do środka wszedł większy mężczyzna. Cóż… Można by go opisać jako gruby, ale wątpię by był tam tylko tłuszcz. Czuję od niego silną aurę, na dodatek ma na sobie zbroję, która nie wygląda na lekką i dość duży miecz na plecach.

  • Przepraszam, że przeszkadzam, ale przyszedłem zgłosić, że wróciliśmy tak jak chciałeś, mistrzu gildii - powiedział mężczyzna patrząc na nas zakłopotany.
  • A-a, tak. Dzięki, wezwę was później - odpowiedział pan Grund, a tamten skinął głową i wyszedł.
  • Więc co chcesz zrobić z tym duchem? - zapytała niepewnie blondynka.
  • Ona chce po prostu odejść w spokoju, więc chciałbym, żeby siostrzyczka poprosiła kapłana o odesłanie jej. Jednak innego niż głównego - odpowiedziałem, starając się być spokojnym, chociaż czułem niepokój i przeszły mnie ciarki po wspomnieniu tego człowieka.
  • Ale dlaczego innego? - zdziwiła się Izabela - Przecież kapłan Machite jest najlepszy.
  • Nie lubię go - odpowiedziałem szybko - Dlatego chcę by zajął tym się ktoś inny, może pan Grund poleciłby jakiegoś dobrego kapłana? Oczywiście zdaje sobie sprawę, że taka usługa dużo kosztuje. Na pewno zwrócę wszystkie pieniądze, dlatego chciałbym, żeby w razie potrzeby gildia pożyczyła trochę funduszy.
  • Cóż… - mistrz gildii milczał dłuższą chwilę. Wydawał się być zdezorientowany - W porządku, dostaliśmy wcześniej pieniądze za tą misję i była to przyzwoita suma. Co myślisz by wykorzystać ją jako zapłatę za kapłana?
  • Nie przeszkadza mi to, jeśli będzie coś brakować oddam później.

Mieszkańcy tego domu musieli mieć więcej pieniędzy, skoro kwota była przyzwoita. W tej chwili raczej wolałbym zyskać umiejętności. Jeśli będę je miał łatwiej wykonam zadania i misje, dzięki czemu będę mógł zarobić więcej pieniędzy.

  • Mistrzu - odezwał się szermierz - Mówiłeś, że to dziecko jest inteligentne. Proponuję wysłać małą drużynę, by sprawdziła czy czasem nie kłamie - powiedział z przekonaniem.
  • Hm - zamyślił się, po czym spojrzał na mnie przenikliwie.
  • Róbcie co chcecie, nie mam nic przeciwko. Przekonacie się, że nie kłamię - odpowiedziałem beznamiętnie na to stwierdzenie.
  • Pff! Taki arogancki gówniarz, jak ty powinien zostać nauczony szacunku! - powiedział mag, patrząc na mnie z pogardą.

Ten facet mnie irytuje. Nie mogę go zabić, nie mam umiejętności i byłoby to dość podejrzane. Hm… Może…

Spojrzałem kątem oka na Kifid’a, który stał po mojej lewej. Patrzył na mnie płonącymi ślepiami, po czym ruszył w stronę maga. Stanął za nim, a jego ręka powędrowała na plecy osobnika. Dotknął ich na chwilę, a Lancinatingwind wzdrygnął się i nerwowo rozejrzał dookoła siebie. Spojrzał na mnie i zrobił kwaśną minę.

  • Cisza - powiedział pan Grund do maga - Skoro wszystko już ustalone to, możesz iść. Następnym co możesz przyjąć jest zadanie, a nie misja.
  • Rad, od początku zastanawia mnie - spojrzałem na siostrzyczkę - Co ty właściwie masz w tym pudełku? - zapytała, wskazując na pakunek w mojej ręce.
  • Ah, to mięso dla szczeniaka - odpowiedziałem, uśmiechając się lekko, po czym przypomniałem sobie jak mnie gonił.

Jak stąd wyjdę to zacznie się od nowa… Żarłok…

  • Skoro to już wszystko, możesz iść. I powiadom tego awanturnika co wcześniej przyszedł, że wszyscy mogą przyjść - dodał po chwili mistrz gildii.

Nadal wydawał się trochę niespokojny, pewnie przez Kifid’a.

  • I nie możesz doprowadzać się do takiego stanu - pouczyła mnie blondynka, była stanowcza - Twój zwierzak przez ciebie był głodny. No i martwiłam się o ciebie. Nie możesz robić takich rzeczy, nigdy więcej! Rozumiemy się? - przybliżyła swoją twarz do mojej, przyglądając mi się uważnie.

Uh. Czuję kłopoty, jeśli się nie zgodzę…

  • T-tak, nigdy więcej tak nie zrobię - odpowiedziałem i wyszedłem z gabinetu.

Za drzwiami, przy schodach czekał ten wojownik. Podszedłem do niego i zaczepiłem.

  • Proszę pana, mistrz gildii powiedział, że może pan już przyjść - powiedziałem, zadzierając wysoko głowę, by na niego spojrzeć.
  • O, dobrze. Dziękuję, chłopcze - uśmiechnął i pogładził po głowie.

Irytujące… Poszukałem wzrokiem Libergue i poczułem na sobie czyjeś spojrzenie, przeszło mnie dziwne uczucie. Obróciłem się, patrząc w zacieniony kąt korytarza i zobaczyłem to. Świecące oczy w cieniu świdrowały mnie i poruszały się, jakby ich posiadacz szedł w moją stronę. Jest źle…

Obróciłem się szybko i ruszyłem gwałtownie w stronę pokoju. Jest źle, jest źle, jest źle! Usłyszałem za sobą tylko ciche tup, tup, tup. Dobiegłem do wejścia i zatrzasnąłem za sobą drewnianą konstrukcję, po czym usłyszałem pac i poczułem uderzenie w drzwi. Nie wyhamował, ale przynajmniej uciekłem przed bestią, u której włączył się instynkt polowania. Gdyby mnie dopadł, bolało by, mocno…

Odłożyłem mięso w kąt pokoju i ponownie wziąłem książkę o ognistym artefakcie, by jeszcze raz przypomnieć sobie i zapamiętać. Siedziałem nad tym trochę, a później postanowiłem iść spać. Przed tym jednak wpuściłem Libergue do pokoju. Spojrzał na mnie, rozejrzał się i gdy dostrzegł mięso w rogu, ruszył od razu w jego kierunku.

Poczułem szturchanie w ramię. Otwierając oczy, od razu je zamknąłem z powodu rażącego słońca. Nigdzie nie idę, dajcie mi spać…

  • Rad. Rad - usłyszałem czyjś głos nad sobą.
  • Nie chcę wstawać - wymamrotałem, obracając się plecami do osoby, która chciała mnie obudzić.
  • Ah, Rad… Wiesz, że twój zwierzak jest głodny i wpatruje się w ciebie mocno? - ponownie odezwała się osoba.

Chciałem zakryć się i dalej spać, ale usłyszałem szczeknięcie, a później kolejne i kolejne. Uh… On serio chce mnie wyciągnąć z łóżka. Zakryłem się mocno przykryciem, nie chcąc słyszeć problematycznych dźwięków. Na chwilę wszystko ucichło i myślałem, że odpuścił sobie. Zadowolony ułożyłem się wygodnie.

Nagle usłyszałem głośne szczeknięcie blisko siebie, za blisko… Poderwałem się, mrużąc oczy i rozglądając. Siostrzyczka Iz trzymała w rękach Libergue, który szczerzył się zadowolony z siebie. Szczeknął ponownie i blondwłosa odłożyła go na podłogę.

On chce mi uprzykrzyć życie… Ale jak siostrzyczka wzięła go na ręce? Przecież nie pozwalał się nikomu dotykać. Zastanawiałem się chwilę i coś mi przyszło do głowy. Ona to wymyśliła? A ten mały pozwolił jej ten jeden raz, bo mnie zdenerwuje… Co za bestia…

Zwlokłem się z łóżka i przetarłem oczy, rozglądając się. Przecież to był spory kawał mięsa jak na niego. Już jest głodny? Wiem, że rośnie, ale bez przesady. Ile on potrzebuje teraz, że i tak jest głodny? Żarłoczna bestia… Wkopałem się z takim zwierzakiem…

Wyprosiłem siostrzyczkę i przebrałem się, po czym zszedłem zaspany na dół. Było wcześnie, dla mnie, ale trochę ludzi już było. Niektórzy wybierali misje, inni spożywali posiłek. Skierowałem się do okienka, by wziąć coś na śniadanie.

Ah, zapomniałem pieniędzy z pokoju… Nie chce mi się iść z powrotem na górę…

  • Witam, mały. Widzę, że jeszcze się nie obudziłeś. Wybierz coś, zrobię to szybko - powiedziała kobieta.
  • Nie muszę płacić? - zdziwiłem się.
  • Nie. Dziś płaci za ciebie Izabela. Zresztą siedzi już przy stole, idź do niej.

Złożyłem zamówienie i rzeczywiście czekałem krótko. Jako, że to było na koszt siostrzyczki Iz pozwoliłem zamówić sobie coś większego, a żeby zaspokoić apetyt tej małej bestii, dostał on połowę kurczaka. Tak, to zdecydowanie dużo jak na niego, ale przynajmniej się naje. Poszedłem do stolika, przy którym siedziała siostrzyczka i usiadłem, zaczynając śniadanie.

DARMOWE LICZNIKI