Rozdział 0.2: Prolog II: Heinrich Trois Bastian de Belgaria

Tłumaczenie: Sacredus Korekta: kartofell

Wielka Brytannia leżała na wyspie położonej na zachód od rozciągającego się aż do północno-zachodniego wybrzeża terytorium Belgarii. Panowały tam ciężkie warunki, północna część kraju pokryta była nawet śniegiem, przez co do uprawy nadawały się jedynie marchewki oraz ziemniaki, a przez brak rozległych równin hodowla zwierząt stanowiła problem. Jednak dzięki bogatym złożom żelaza oraz handlowi zamorskiemu kraj ten się rozwijał. Mimo że głęboko szanowano tu tradycje, jednocześnie asymilowano inne kultury oraz technologie, dzięki czemu Brytannia stała się pierwszym państwem w regionie używającym maszyn parowych oraz strzelb.

Applewood leżało we wschodniej części Brytanni, a w nim utworzona w otoczonym lasami starym zamku Saint Edward szkoła zwana Independent Academy, będąca jednocześnie najstarszą uczelnią w państwie. Wśród jej uczniów, szlachetnie urodzonych dzieci w wieku pomiędzy dwunastym a szesnastym rokiem życia, znajdował się także trzeci książę Belgarii, Heinrich Trois Bastian de Belgaria, który w tym roku rozpoczął tam naukę.

Nie chciał specjalnego traktowania, tak więc ukrywał swoją tożsamość, przedstawiając się jako Bastian de Madeleine. Szlachta często nazywała dzieci po członkach rodziny cesarskiej, tak więc imię Bastian stało się dość powszechne wśród chłopców mających poniżej piętnastu lat, dzięki czemu nie musiał go zmieniać.

Od starcia Armii Marii Quatre z Księstwem Verden minęło szesnaście dni, a w Belgarii obecnie trwały obchody rocznicy założenia cesarstwa.

Słysząc dźwięk dzwonu na wieży akademii, nauczyciel w stroju przypominającym ornat opuścił klasę, a uczniowie zaczęli pakować swoje rzeczy. Większość z nich miała teraz zajęcia pozalekcyjne w swoich klubach, jednak nie Bastian, więc myślami był w już internacie.

Nagle przed nim pojawiło się trzech szlachciców, którym przewodził Dick Ayrton.

– Podobno twój kraj znowu kogoś napadł.

– O jakim kraju mówisz?

– Nie zgrywaj się, tępaku, chodzi przecież o Belgarię!

To nie tylko mój kraj, rządzi nim mój ojciec! - Nie mógł jednak tego powiedzieć, bo zdradziłby, że jest księciem.

Życie ucznia z wymiany było nadspodziewanie kłopotliwe. Dzieciaki głośno komentowały wiadomości o Belgarii. Nie interesowała ich polityka, po prostu chcieli skrytykować inne państwo.

Bastian, czując, że kłótnia z nimi będzie jedynie stratą czasu, spakował swoje rzeczy. Jednak kiedy chciał odejść, Dick zastawił mu drogę.

- Nie skończyłem, galianinie!

Często nazywali tak osoby z Belgarii. Poprawną formą było belgarianinie, a użyte w ten sposób stanowiło zniewagę. Chłopak nie mógł jednak poprawić wszystkich, którzy używali tego niepoprawnego określenia.

– Czego? Nie widzisz, że jestem zajęty?

– Czyżbyś mnie nie słyszał, galiański najeźdźco?!

– Ja nikogo nie najechałem.

– Czy to nie przypadkiem twój kraj?!

Skoro tak stawiacie sprawy, chciałbym zobaczyć, jak bierzecie na siebie wszystkie występki Brytanni.

Często można było spotkać osoby kierujące się taką pokręconą logiką, które w dodatku czasem uciekały się do przemocy, kiedy ich argumenty nie wystarczały.

– Polityka mnie nie interesuje.

– Galianie to takie lenie, nie tylko nie interesują się muzyką i tańcem, ale nawet i polityką. Boki zrywać!

– Cóż, taka prawda.

Uciekł do tej akademii, żeby uniknąć walki o tron Belgarii. Nie chciał angażować się w politykę, a taniec i muzyka w ogóle go nie interesowały.

Dwaj pozostali szlachcice wsparli swojego przywódcę.

– Dick, cóż poradzić. Ty, wychowany syn polityka, myślisz w inny sposób niż galiańscy barbarzyńcy.

– Właśnie! Wciąż używają mieczy, chociaż nastała era broni palnej.

– Ha, jacy zacofani! Gdyby tylko nauczyli się odrobiny kultury.

Dick i jego banda wybuchnęli śmiechem, powszechnym na całym świecie głupim rechotem.

Bastian zagryzł mocno zęby i zacisnął pięść. Na prawym środkowym palcu miał srebrny pierścień, mający mu przypominać o obietnicy złożonej dziadkowi, że jeżeli dojdzie do jakiejkolwiek walki, to ma natychmiast wracać do kraju. Tam, ze względu na podeszły wiek cesarza, Liama Fernandi de Belgaria, walka o tron przybierała coraz bardziej na sile.

Największe szanse ma Latreille - pomyślał Bastian. Auguste też mocno by się liczył, ale leczy się w swojej willi. Przed swoim wyjazdem odwiedził brata, jednak ten nie był w stanie wstać z łóżka i ledwie mówił. Pewnie umrze jeszcze przed cesarzem, więc już wszystko ustalone.

Nikt, łącznie z Bastianem, by nie pomyślał, że podczas trwających w tym samym czasie obchodów rocznicy założenia cesarstwa dzięki staraniom pewnego stratega Latreille straci całą swoją reputację, Auguste zrzeknie się prawa do tronu, a pierwszą w kolejce do przejęcia władzy zostanie jego młodsza siostra Aljeantina.

Bastian nie angażował się w walkę między frakcjami, więc autorytet był mu całkowicie zbędny. W dodatku odpowiedzialność za życie milionów ludzi go przerażała, dlatego ostatecznie uciekł.

Dziadek rozumiał jego powody i wspierał pomysł wyjazdu za granicę, mimo że Bastian nadal pozostawał kandydatem do tronu, chociaż miał niewielkie szanse przejąć władzę.

Prawdę mówiąc, dziadek zareagował na pomysł wnuka tymi słowami:

– Co? Chcesz wyjechać za granicę?! Wspaniale! Ach, znaczy się, co za tragedia! Cóż, zamiast wydurniać się w cesarstwie, wolisz wyjechać na naukę do jakiegoś małego, sąsiedniego kraju… Rozumiem, rozumiem. Chociaż byłbyś wspaniałym cesarzem, jeżeli tak nalegasz, muszę zaakceptować twoją decyzję, choć z wielkim smutkiem!

Miał jeszcze kilka innych problemów, ale w końcu udało mu się wyjechać pod warunkiem dotrzymania obietnicy złożonej dziadkowi.

Bastian powiedział do siebie:

– Nie walcz… Nie daj się rozpoznać… Nie angażuj się w religię ani politykę innych krajów…

– Ej, co tam mruczysz po nosem?

– Nic. Tylko coś sobie recytowałem.

– Ooo, a to co?

Dick wyciągnął z torby książkę w czarnej oprawie ze złotymi krawędziami. Nie było na niej tytułu ani podanego autora.

Bastian już miał złapać go za rękę, tym samym się zdradzając, jednak szybko się opanował.

– Proszę... Oddaj ją.

Dick zrobił minę, jakby nagle odkrył coś ciekawego.

– On doprawdy jest dziwny. O, może zapisał tu jakieś galiańskie sekrety... Trzeba to sprawdzić.

– Czekaj... To tylko zwykły pamiętnik.

– Naprawdę? Zaraz się przekonamy!

Co za irytujący typ. - Bastian zacisnął pięść, jednak przed oczami stanął mu srebrny pierścień na jednym z palców. Obiecałem dziadkowi... Uspokój się i oceń na chłodno sytuację.

– Jeśli im dołożę, nie wyniknie z tego żadna afera?

Powinienem?

– Hiahiahia!

– Przestańcie, kretyni - wtrącił zimny, żeński głos, a chwilę później drobna dłoń uratowała książkę z rąk, wyraźnie tym zaskoczonych, ludzi z bandy Dicka.

– Czego chcesz, Archibald?!

– To ja was o to pytam, głąby kapuściane. Żeby odebrać komuś jego własność, trzeba być kompletnie pozbawionym moralności, intelektu oraz człowieczeństwa. Jesteście gorsi niż zwierzęta. Nie wstyd wam? - powiedziała.

Była to koleżanka z klasy Bastiana, również mająca szesnaście lat, Elise Archibald. Miała złote włosy aż do kolan z wpiętą w nie kokardką, a także ostre brwi oraz spojrzenie. Niebywale słodka, kiedy się uśmiechała, jednak rozdrażniona była porównywalna do odbezpieczonej broni. Dziewczyna o doskonałych manierach, piękna, wręcz idealna, gdyby nie płaska klatka piersiowa, która nie była wynikiem grubszych, zimowych mundurków.

– I? Wciąż nie wiecie, jak pokazać waszą wartość?

– Wrrr... Musisz posuwać się do tego?!

– Tak. Wciąż nie wyraziłam się jasno? W takim razie sama byłam głupia, sądząc, że jest dla was jakiś ratunek. W końcu sami nie dostrzegacie własnej głupoty.

– Ej, Archibald, mój ojciec jest politykiem! Markizem!

– Twój ojciec w rzeczy samej jest wspaniałym politykiem, jednak w kwestii wychowania całkowicie brak mu kompetencji. Spędził szesnaście lat na próbie wpojenia ci zdrowego rozsądku, jednak zawiódł sromotnie. Doprawdy żałosne.

– C-Co żeś powiedziała?!

– Jeżeli nie chcesz słyszeć takich słów, to nie przynoś hańby rodzinie i kontroluj swoje bezwstydne zachowanie.

– Jak śmiesz?!

Dick zacisnął pięść.

Podobnie odruchowo postąpił Bastian, zszokowany werbalnym atakiem Elisy, przy czym pierścień na jego palcu pękł.

Dziewczyna jednak w ogóle się nie bała.

– Co? Chcesz dopisać do swojego żałosnego życiorysu usunięcie ze szkoły? Doprawdy głupiec z ciebie. Jeśli chcesz mnie uderzyć, proszę. Ja skończę z obolałą twarzą przez jakiś czas, podczas gdy ty będziesz kulić się w kącie domu, popłakując, że świat nie kręci się wokół ciebie.

– On naprawdę to zrobi... - powiedział do siebie z niedowierzaniem Bastian.

Jeśli chociaż spróbuje, pierwszy poślę mu cios.

W tym momencie jeden z pozostałych chłopaków złapał Dicka za rękaw.

– Ej, Dick, chodźmy już. Kogo obchodzi ten galianin i ta dziewucha. Łowienie jest o wiele ciekawsze.

– Ech, trudno. Dzisiaj wam odpuszczę.

Kiedy wychodzili z klasy, dało się słyszeć głosy jego popleczników:

– Jakże wyjątkowo miłosiernie z twojej strony.

– Zostaniesz wspaniałą osobą.

===========================================================================================================

Droga do internatu prowadziła obok muru pozostałego po ostatniej wojnie domowej, która miała miejsce kilkaset lat wcześniej.

Wśród wracających z zajęć uczniów byli Bastian oraz Elise.

– Dziękuję, ocaliłaś mnie.

– To nic takiego.

W prawej ręce dziewczyny znajdowała się książka, którą zabrała Dickowi.

– To potencjalne arcydzieło mogłoby zostać zniszczone przez tych kretynów.

– Więc to nie jest pamiętnik.

– To książka, którą piszę.

Elise zajrzała do środka i zaczęła czytać dzieło Bastiana.

– Tekst jest ledwie czytelny.

– He?! Będzie dobrze, przecież to zostanie wydrukowane.

W tamtych czasach drukarki składały się ze stempli liter oraz znaków. Ustawiano je w odpowiednich pozycjach, smarowano czarnym tuszem, a następnie odbijano na papierze.

Elise wzruszyła ramionami.

– Chciałabym zobaczyć, czy jakiś inżynier da radę odszyfrować te bazgroły. Przy okazji, masz tu błąd. Pisze się głupi, nie gupi. To wygląda strasznie slabo... Napisałeś tak celowo?

– O-Oczywiście!

– A jest jakiś powód, żeby zaczynać książkę od ponurych słów jak ciemność i śmierć?

– Każde arcydzieło musi wywrzeć odpowiednie wrażenie już na początku, nowicjusz tego nie pojmie.

– Ale żeby coś w ogóle uznać za literaturę, trzeba unikać podstawowych błędów jak powtarzanie słów w dwóch kolejnych linijkach.

– Naprawdę? - Bastian, niemający wcześniej pojęcia o takiej zasadzie, spojrzał na swoją książkę.

– Cóż. Nieważne, czy będzie to arcydzieło, czy zwykłe bazgroły, i tak można nazwać to pracą. O ile zostanie ukończona.

Muszę zacząć ją od nowa - pomyślał Bastian, a na głos powiedział: - R-Rozumiem, skończę ją. O, przeczytasz ją wtedy?

– Nie jestem najlepsza w pustych pochlebstwach.

– W porządku. Chcę, żebyś ją szczerze skrytykowała.

– Aha, rozumiem. Innymi słowy, jesteś masochistą?

Po tych słowach Elise odsunęła się od Bastiana.

Chłopak zaprzeczył, wymachując rękoma.

– Nie o to chodzi! Słuchanie, jak ktoś krytykuje twoją pracę, jest bolesne, ale ja chcę stworzyć arcydzieło, a twoja krytyka pozwoli mi się poprawić.

– Jesteś dziwny.

– Haha. Ty też.

Elise także była dziwna.

Bastianowi, uczniowi pochodzącemu z Belgarii, trudno było dogadać się z kolegami z klasy. Jedynie ta dziewczyna łatwo go zaakceptowała.

– Heh, rozumiem. To będzie twardy orzech do zgryzienia, aleprzeczytam całość. W końcu jestem częściowo za to odpowiedzialna.

– Obiecaj!

– Zrobię to, nawet gdyby oczy miały mi krwawić.

– Nie jest aż taka zła! Z pewnością poruszy cię do łez! Kiedyś w końcu stworzę prawdziwe arcydzieło.

– Wyznaczyłeś sobie ambitny cel.

– Huhuhu… Chcę stworzyć najwspanialszą książkę w historii! Wszystkie biblioteki na świecie będą ją posiadać, wszyscy ludzie będą się w niej zaczytywać!

– Tylko Biblia i jej podobne księgi mają takich fanatyków.

– W takim razie moim pierwszym celem będzie przebić Biblię!

– Najpierw… - Elise przerwała, robiąc zszokowaną minę.

Mam coś na twarzy? - pomyślał Bastian.

Dziewczyna westchnęła.

– O mój Boże, Bastianie!

– Zdałaś sobie sprawę, jak wspaniałe jest moje dzieło?

– O czym ty mówisz?! Byk na nas szarżuje!

– He?

Na teren szkoły, otoczony wysokimi ścianami, wdarł się duży, czerwony byk, pozostawiający za sobą tumany kurzu, oraz goniący go właściciel.

– Musimy uciekać!

– Nie. Jego właściciel też ma kłopoty. Nie dasz rady wdrapać się na ścianę, więc cofnij się trochę.

– Co ty mówisz? Przecież cię stratuje!

– Nic mi nie będzie.

– J-Jesteś głupi czy jak?!

– W każdym razie zostaw to mnie.

Byk zbliżał się coraz bardziej.

– Z bliska wygląda na większego, niż myślałem.

– Ty naprawdę jesteś głupi!

– O czym ty mówisz? Rozmawiasz z osobą, która popełni największe dzieło literackie w dziejach!

Bastian przyjął atak byka, łapiąc go za oba rogi zmierzające prosto w stronę jego klatki piersiowej. Normalni ludzie w starciu z tak potworną siłą byli równie bezsilni jak rozrywana kartka papieru. Jednak w tym przypadku nogi chłopaka zakopały się w ziemi, a byk jak biegł, tak nagle stanął w miejscu.

Bastian krzyknął:

– Bądź grzeczny i wracaj jeść swoją trawę!

Chłopak zaczął naciskać na rogi zwierzęcia, czemu towarzyszył głośny ryk byka.

– Torjaaa!

Bastian przyłożył więcej siły, przez co kopyta jego przeciwnika zaczęły się ślizgać do tyłu, a ziemia się zatrzęsła.

– Nie może być… - Elise cała zbladła.

Głowa byka została przyciśnięta do ziemi. Wielkie niczym kilkoro ludzi stworzenie leżało wycieńczone, nie mając kompletnie siły się podnieść.

– He, dawno nie robiłem nic podobnego. Aż dłonie mnie rozbolały.

– Chwila… Bastianie, jesteś ranny?

– Nie martw się, moje palce są całe. Mogę dalej tworzyć moje arcydzieło.

– Oczom nie wierzę. Gdybym tego nie zobaczyła… Wciąż trudno mi uwierzyć.

– Ty wciąż o tym? Ach, naprawdę przepraszam za błędy.

– Serio jesteś głupi.

W tym momencie podbiegł do nich właściciel byka.

– Naprawdę za to przepraszam! Nic ci się nie stało?

– Nic.

Elise pokręciła głową.

– Bogu dzięki. Miałbym ogromne kłopoty, gdyby któryś ze szlachciców ucierpiał. Ach, to maleństwo zaczęło uciekać po tym, jak użądliła go pszczoła. Na całe szczęście zatrzymał się, zanim doszło do tragedii.

– Cóż, taki tok myślenia jest jak najbardziej normalny. - Elise ponownie westchnęła.

Tak rzeczywiście było. Wszyscy uczniowie obserwujący zajście pomyśleli „jakie to szczęście, że byk się zatrzymał”.

Bastian przemilczał tę kwestię i zareagował dopiero, kiedy rolnik odciągnął już zwierza na parę metrów.

– Aaaa?!

W międzyczasie całe to zamieszanie przyciągnęło sporą grupkę gapiów.

– Uuu… Moje dzieło… - Kiedy Bastian podnosił swoją podeptaną przez byka książkę, po policzku spłynęły mu łzy.

– Ch-Chodziło ci o to?

– Co? Uprzedzając pytania, dopiero ćwiczę składanie autografu.

– Aaach, już nic.

– Że co?

– Naprawdę jesteś głupi, głupi ponad wszelkie pojęcie. Tak głupi, że nie ma dla ciebie już żadnej nadziei.

– Musiałaś powtarzać to trzy razy?! Mam dzisiaj wyjątkowego pecha. Najpierw dokuczają mi w klasie, potem byk tratuje moją książkę, a teraz w dodatku trzykrotnie nazwano mnie głupim…

– Być może to prawda… Fufu. – Elise zarumieniła się, spoglądając na Bastiana.

Następnego ranka Elise Archibald zniknęła ze szkoły, nie mówiąc nikomu ani słowa.