Rozdział 30: Kazama vs Arato (5)

Autor: Adirox Korekta: Seft

- Jesteś gotowy?

- Ta, choć nie wiem, czy dobrze założyłem strój. - odpowiedział Ryuji, co sprawiło, że Arato w ciszy jeszcze bardziej się z niego śmiał.

Po zaledwie kilku chwilach obaj wyszli na środek sali klubowej, a wszyscy uważnie patrzyli na to, do czego miało dojść. Dla każdego oczywistym była przegrana Ryujiego i nikt jakoś specjalnie nie był tym przejęty.

Według wszystkich miała to być jednostronna masakra, a gdy tylko rozpoczęła się walka, każdy z zaciekawieniem patrzył, w jaki to sposób zostanie on upokorzony.

Na początku w ramach rozgrzewki zaczęli powoli, głównie dlatego, iż Arato nadal chciał w ciszy kpić z Ryujiego i dawać mu jakiekolwiek nadzieje na to, że to naprawdę będzie tylko zwykły sparing, by po wszystkim śmiać mu się prosto w twarz.

Pomimo tego, że była to tylko rozgrzewka, z chwili na chwilę drewniane miecze uderzały w siebie coraz szybciej i bardziej zaciekle. Arato, który nadal mimo wszystko kontrolować tempo walki, wiedział, że aktualny poziom Kazamy jest odrobinę wyższy od zwykłego nowicjusza, ale nie dziwiło go to zbytnio.

- Zacznijmy pierwszą rundę. - powiedział jeden ze znajomych Arato, po zakończeniu rozgrzewki.

Arato i Ryuji ustawili się naprzeciwko siebie, a gdy tylko usłyszeli sygnał przeszli do ataku. Choć ich ataki tak samo jak podczas rozgrzewki były jednym dźwiękiem szybko rozchodzącym się po sali, w następnej chwili ostrze Arato mignęło w powietrzu, zataczając półkole i trafiając Kazamę w twarz.

Odcisk drewnianego miecza pozostawił po sobie czerwony ślad i sprawił, że twarz Ryujiego zdrętwiała.

- Wybacz, poniosło mnie. Chcesz kontynuować? - zapytał Arato, będąc gotowym w każdej chwili go wyśmiać.

Oczywistym było, że jeśli Kazama po jednym uderzeniu tak po prostu ucieknie, będzie to równe z tym, iż zostanie całkowitym pośmiewiskiem.

Zdawał on sobie z tego doskonale sprawę, jednak nie zamierzał się wycofać ze względu na taką głupotę. Nie interesowało go, co mówili o nim ludzie, których nawet nie zna. Dla niego słowa, które nie zostałyby mu powiedziane prosto w twarz, nie miałby żadnego znaczenia. Z tego też powodu chciał sprawić, że Arato przejedzie się na tym, iż chciał go upokorzyć.

“Myślisz, że pozwolę ci się w ramach sparingu bić i pozwolę nacieszyć się tym wszystkim śmieciom moją porażką?”

Kazama choć wiedział, że jego umiejętności w kendo nie równają się z tymi Arato, to doskonale znał swój potencjał. Wiedział, że jeśli się postara, będzie mógł przerosnąć swojego rówieśnika w tym jednym sparingu i upokorzyć go.

Walka trwała nieprzerwanie, a Kazama pomimo otrzymania wielu uderzeń nadal stał na nogach, choć jego ciało delikatnie kiwało się na boki. Jego ciało całe kleiło się od potu, a oddech był nierówny.

Jednak podobnie było ze strony Arato, który z niedowierzaniem patrzył na Ryujiego. Ciosy, które otrzymał powinny go powalić już jakiś czas temu, a mimo to on nadal stał i był w stanie utrzymać miecz.

Ta walka z próby upokorzenia Ryujiego zaczęła być upokorzeniem dla Arato, gdyż pomimo swoich zdolności nadal nie był w stanie położyć go, ani dalej okłamywać się, że ma wszystko pod kontrolą.

“Co jest grane? Czemu on nie pada?”

- Arato…

- Co jest? Chcesz na tym zakończyć? - zapytał donośnym głosem.

- Jak mógłbym bez choćby jednego trafienia cię? - odpowiedział tym samym tonem, po czym zacisnął dłonie na rękojeści drewnianego miecza.

“Chcesz mnie trafić? Nie rozśmieszaj mnie!”

Arato zaatakował zaciekle i całkowicie porzucił swą defensywę ze względu na ofensywę, którą zamierzał przeprowadzić.

Ryuji na jego nagły atak zaatakował prostym cięciem, które Arato sparował i już miał trafić Kazamę w szyję, gdy nagle poczuł, jak coś wbija mu się między żebra.

Trwało to tylko chwilę, a obrzydliwe spojrzenia tłumów zawisły na upadającym Arato.

Jego oddech stał się nieregularny, a ostry ból zaczął przeszywać jego ciało podczas prób wstania.

- Trafiłem cię. - oznajmił Ryuji z uśmiechem na twarzy, po czym uniósł ręce, jakby odniósł zwycięstwo. - Udało mi się.

Arato słysząc słowa Kazamy, czuł się, jakby miał zaraz zwariować.

- Dziękuje za daną mi szansę na zaatakowanie cię. Jednak nie musiałeś w ten sposób podnosić mojego postrzegania własnej wartości.

“Dałem się ci trafić, byś poczuł się lepiej? Kpisz sobie ze mnie, mówiąc to na głos?”

Od tego momentu, rolę w walce się odwróciły, a tym, który zaczął zbierać manto był Arato. Ponadto widzowie, którzy do tej pory oglądali walkę rozumiejąc, że była ona tylko po to, by Ryuji mógł zabłysnąć w ich oczach, zaczęli się rozchodzić.

Prawda jednak była taka, że Arato dostawał w tej chwili równie niemiłosierne manto od Ryujiego, jakie sam mu sprzedał. Gdyby teraz się poddał, przyznałby się do tego, a kontynuując walkę ciągnął tylko tą farsę.

Nie mogąc podjąć decyzji przez ciągłe bycie okładanym, stał i obrywał do momentu, w którym widzowie całkowicie się rozeszli, a jedynymi, którzy zostali byli członkowie klubu.

- Może na tym skończymy? Wszyscy już się prawie rozeszli. - zarzucił Kazama, stojąc przed ledwo stojącym na nogach Arato.

W tej chwili każdy mięsień w jego ciele wył z bólu, a on sam nie był w stanie się pogodzić z zaistniałą sytuacją.

Kazama za pomocą tego jedynego pojedynku odpłacił mu się nie tylko pobiciem, ale i ściągnięciem na tą samą pozycję społeczną w szkole, a tym co bolało go najbardziej było to, że nadal zachowywał się, jakby to był tylko zwykły sparing.

Tracąc jakiekolwiek chęci do kontynuowania, poddał się bólowi i stracił przytomność.

- Arato, nie musisz już udawać. - rzekł Kazama i podszedł do niego, po czym sprawdził puls.

“Stracił przytomność.”

Nim zdążył powiedzieć to na głos, pozostali członkowie podbiegli do Arato i rzucili Kazamie zawistne spojrzenia, na które zareagował on zupełnie tak, jakby nie zdawał sobie z nich sprawy.

- Kendo naprawdę jest zabawne. - powiedziawszy to, skierował się do szatni, lecz nim zdążył się ruszyć kilku z członków klubu rzuciło się na niego. On jednak tylko zrobił kilka uników, po których wbiegł do szatni i zamknął za sobą drzwi.

Nim zdążyli przejść naokoło i przybyć do szatni Kazamy już w niej nie było.

- Arato, musisz coś zrobić z członkami swojego klubu, po naszym wczorajszym przyjacielskim sparingu, wyraźnie chcieli mnie pobić. To nie było miłe. Czym zawiniłem? - te słowa usłyszał Arato, po tym, jak po dwóch tygodniach wrócił do szkoły i były one bombą dla jego psychiki.

- Arato! Arato!

- Tak, co jest? - zapytał wyraźnie zamyślony.

- Nie odpływaj teraz. Jeszcze trzy procent i zapieczętujemy tego drania.