Rozdział 111: Zardzewiały Rycerz

Autor: Mefisto Korekta: ***

Słysząc mój głos, zaczął rozglądać się niespokojnie dokoła.

  • Kto to powiedział?! Pokaż się tchórzu, zamiast nasyłać na mnie to monstrum! Walcz jak mężczyzna!

Tak, to zdecydowanie było zabawne. Mógł bym oglądać to całymi godzinami. Istniał jednak tyci, tyci problem.

Co teraz?

Próba przywrócenia komuś życia okazałą się udana, choć wątpię czy w najbliższym czasie spróbuje to powtórzyć. Śmierć była jakaś taka... Budziła we mnie niepokój.

Może gdybym był masochistą to jeszcze by jakoś przeszło, ale skoro nie mam takich upodobań, raczej nie prędko to powtórzę. Chociaż może ja w sumie jestem masochistą? Dobra, nieważne...

Pytaniem nadal pozostaje co z nim zrobić... W sumie mógłbym go po prostu zabić... Nie jest mi do niczego potrzebny, a do towarzystwa mam na razie Lale. (M : Dobra, komu zabrzmiało to dziwnie? :D)

W sumie mógłbym trzymać go jako zwierzątko... Klatka kaźni nie była już częścią mojego ciała, a kości z których została nie mogą już zostać ponownie zaabsorbowane do mojego ciała. Co prawda mogłem przyłączyć ją z powrotem, nie mogłem jednak już jej pochłonąć. W sumie to nie wiem dlaczego tak jest. Czułem po prostu co jest możliwe a co nie. Strasznie dziwne uczucie.

Spojrzałem w zamyśleniu na [Zardzewiałego rycerza], zastanawiając się co powinienem z nim zrobić.

  • Tak, zdecydowanie musimy o czymś porozmawiać... - Powiedziałem zamyślony - Tylko o czym?

Szukając jakiejś podpowiedzi, spojrzałem na Lalę. Gdy tylko to zrobiłem, zrozumiałem co przez ostatnią chwilę nie dawało mi spokoju.

  • Możesz tutaj na chwilę podejść?

Lala, która jeszcze chwilę temu siedziała na ziemi, powoli wstała i nieśpiesznym krokiem podeszła w moją stronę. Gdy tylko podeszła troch bliżej, zauważyłem że jest z nią już zdecydowanie lepiej. Jej twarz z powrotem zdobił ten sam pełen życia i energii uśmiech, który pokazywał całemu światu jak bardzo jest zadowolona z życia... A przynajmniej jakaś cześć mnie chciałaby żeby tak właśnie było. Jednak nadal cieszę się że odzyskała z powrotem swoją spokojną, pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu twarz.

Kiedy tylko podeszła, rzeczowo stwierdziłem.

  • Nie mam pojęcia co mam teraz z nim zrobić

Słysząc moje błyskotliwe stwierdzenie, spojrzała na mnie w dość dziwny sposób.

  • Wypuścić?

W sumie dość ciekawa opcja. Tylko czy zaraz po uwolnieniu nie zaatakuje nas? Nie mógł mi co prawda nic zrobić, ale ja mógłbym przypadkiem go zranić. Jeśli już mam go wypuścić to wolał bym zrobić to gdy jest w całości. Jak teraz o tym myślę to jest mój pierwszy udany ożywieniec. Wolał bym go jednak nie zabijać...

  • Ha, więc to ty za tym wszystkim stoisz! Pokaż swoją prawdziwą twarz, podła wiedźmo! Pokaż soje odrażające oblicze, o potem padnij pod ciosami mojego miecz... - Nagle zamilkł i spojrzał na resztki swojego ostrza - Jak prawdziwy bohater, ubije cię i twojego potwornego sługę gołymi rękami!

Jego determinacja jest naprawdę godna pochwały... Czułem że on naprawdę jest gotowy rzucić się na mnie gołymi rękami. W pewien sposób to nawet przerażające. Widać pod kopułą nie jest najlepiej...

Tylko czy coś mu się aby nie pomyliło? Że niby jestem sługą Lali, która jest jakimś przerażającym monstrum? Ciekawe. Ciekawe i dość zabawne.

  • Lala, mów teraz głośno wszystko co powiem, dobrze?

W odpowiedzi skinęła głową.

  • Zamilkłaś ze strachu maszkaro?! Gdy tylko stąd wyjdę, poczujesz na sobie moją moc!

Nie zwlekając dłużej, szybko zacząłem dyktować.

  • Ha ha ha, staraj się ile tylko chcesz, podrzędna ludzka istoto! Nawet za 1000 lat nie będziesz w stanie mnie pokonać, nie mówiąc już o moim lojalnym słudze! - Mówiąc to wskazała na mnie, a ja lekko pochyliłem głowę, w pseudo geście pokory - Zostałeś przez nas przywrócony do życia, i z łatwością morzem z powrotem odesłać cię na tamten świat!

Tak, Lala zdecydowanie nie nadawała by się do pracy w teatrze. W ogóle się nie starała! Jej śmiech brzmiał tak, jak by po prostu czytała zapis fonetyczny. Nie mam jej jednak tego za złe. To i tak nie ma większego znaczenia.

Na twarzy Zardzewiałego rycerza pojawił się wyraz konsternacji. Musiał zrozumieć co się właśnie wydarzyło, i chyba powoli docierało do niego że atakowanie i chęć zabicia kogoś kto właśnie ci pomógł nie jest zbyt odpowiednią formą podziękowań.

  • Honor rycerza nie pozwala mi skłamać, iż nie wiem co dla mnie uczyniono. Dlatego na ten czas zaniecham prób usiedzenia ciebie i twojego sługi - Spojrzał prosto na mnie - Znaj mą łaskę, potworze!

Tak... to było nawet prostsze niż się spodziewałem.

Przełożyłem łapę do klatki, ponownie scalając ją z moim ciałem. Następnie powoli zacząłem ją obracać, przesuwając jednocześnie wzdłuż ż mojego ciała. Z boku musiało to wyglądać tak, jak by ktoś toczył sporej wielkości klatkę po moim ciele.

  • Co robisz, bestio?! - W głosie rycerza dało się wyczuć panikę.

Po chwil klatka znajdowała się już bezpiecznie na moich plecach. Nie mogłem go tak zostawić, a nic nie gwarantowało że po wypuszczeniu nie zaatakuje nas. Mi nie mógł nic zrobić, ale Lala to zupełnie inny temat...

  • Chodźmy dalej - Powiedziałem do Lali.

Lala bez słowa ruszyła za mną, powoli oddalając się od miejsca masakry.


The END!

No i kolejny rozdział gotowy! Nie mam pomysłów! Piszcie, wiecie gdzie, bo inaczej będzie źle!

enter image description here