Rozdział 66: Kuro - Wiadomość

Autor: Adirox Korekta: Tsuniasty

Te miejsce jest straszne. Wszystko zniszczone jest o wiele bardziej, niż miasta w których do tej pory bywałam. Zupełnie jakby to tutaj rozpoczęła się apokalipsa.

- Coś tu z pewnością jest nie tak. Bądźcie ostrożni, miejsce z którego nadano sygnał jest kilometr przed nami, jednak z pewnością jest tu coś więcej, niż tylko ludzie. - oznajmiła Kiyo, która szła przodem.

Stuprocentowo popieram to co właśnie powiedziała, jednakże nie ma tu żadnych zombie, a przynajmniej w obrębie tego miejsca. Mam dziwne przeczucie, że jest tu coś o wiele bardziej groźnego. Mam tylko nadzieję, że są to tylko moje wymysły i bez problemów wykonamy misję.

Chodzenie wśród zniszczony budynków o ile w ogóle jeszcze można je tak nazwać i przy uliczkach, w których nie można dostrzec nawet jednych zwłok po zombie coraz bardziej mnie przeraża.

*Wraaghh

- Co… co…  co to jest?!!! - wykrzyczałam w panice widząc za sobą dwie wielkie bestie.

Wszyscy odwrócili się słysząc mój krzyk tylko po to by następnie rzucić się do ucieczki. Problem był w tym, że nie było szans uciec na żaden budynek, gdyż są tu jedynie zgliszcza. Dlatego też mogliśmy jedynie biec przed siebie.

- To jest ten diabeł? - Mamoru zapytał Kiyo, a po jej potwierdzającym kiwnięciu głową zatrzymał się.

- Co chcesz zrobić? - zapytałam w tym samym czasie co Kazuki.

- Biegnijcie, odciągnę tą dwójkę dziwadeł. - rzekł bez zawahania patrząc na dwie biegnące w jego kierunku dwumetrowe czerwone monstra z rogami.

---Perspektywa Mamoru---

- Nikomu nie pozwolę ich skrzywdzić.- wyszeptałem pod nosem, czekając na moment w którym będą najbliżej mnie, a zarazem będę pewny skuteczności mojego planu.

Oczywiście nie byłem gotowy na walkę z diabłami, jednak z tym cudeńkiem rozsadzę im łby. Rządowa modyfikacjo M4A1, pokaż mi co potrafisz.

Gdy tylko zbliżyły się do mnie zatrzymałem je przy pomocy mojej zdolności i zbliżyłem się. Jednak to był błąd. Zostałem pochłonięty przez mrok, z którego natychmiast wyskoczyłem, lecz gdy dotknąłem ziemi, poczułem, że coś jest nie tak.

Przede mną widziałem tylko jednego diabła. Gdzie drugi?

Nim się zorientowałem, moje ciało zostało wysłane w powietrze na wysokość co najmniej czterech metrów.

Przecież tu nic… szlag.

Ponownie czymś dostałem i bezwładnie odleciałem na kilkanaście metrów, by ostatecznie zostać zatrzymanym przez wrak auta.

- Co tu się odpierdala?

I kogo ja pytam? Nikt mi nie odpowie. Po prostu muszę zabić tego…

Dostrzegając coś kątem oka, natychmiast użyłem zdolności, a tym co zatrzymałem był diabeł.

Skąd on się tam wziął? Nie mam pojęcia, ale jest już mój.

Posłałem w niego cały magazynek, a każdy z pocisków przyspieszyłem przy pomocy mojej zdolności. Z głowy tego potwora zrobiłem cholerny pasztet, jednak to mój limit. Koniec…

- Szlag!

- To żyj.

---Perspektywa Kiyo---

Najpierw jazda z nimi, która jakoś ujdzie, a teraz diabły. Dobrze, że Mamoru postanowił się poświęcić. I to nie tak, że mu współczuje, czy coś. On po prostu jak idiota rzucił się na dwa diabły, więc dla mnie wynik jest jasny. Poświęcił się by ratować dziewczynę i Ayę. To cud, że w ogóle mu na to pozwoliły. A może nie?

- Kiedy dojdziemy na miejsce? Chcę szybko wrócić po Mamoru. - rzekł największy wyrzutek w tej drużynie.

Oczywiście mam na myśli Kazuki, która oddała swą najmocniejszą broń Mamoru. Po co komu zdolność, skoro musi ją uzupełniać czymś tak płytkim jak bronie palne?

Nie rozumiem tego i nie mam zamiaru, choć… kurwa, sama przecież tak robię. To miejsce jest jakieś dziwne, chyba odpuszczę sobie przedłużenie misji. Lepiej będzie jak najszybciej wrócić. Ten dziwny niepokój jest naprawdę denerwujący.

Na szczęście nie tylko ja jestem niespokojna. Aya zaczyna panikować, a Kazuki coraz bardziej rzucić się w pogoń za martwym już pewnie Mamoru.

- Kiedy dojdziemy na miejsce? - Kazuki powtórzyła pytanie, bo ją olałam.

- Jesteśmy na miejscu. - odpowiedziałam pewna swojej racji, ponieważ jest to jedyny nie zniszczony budynek w okolicy.

Oo… aż ciarki przeszły mi po plecach. Lepiej będzie ulotnić się stąd jak najszybciej. Jednak najpierw trzeba potwierdzić ten sygnał.

- Jest ktoś w środku?! - krzyknęłam by upewnić się o braku ludzi i oczywiście zombie.

- Nie krzycz. Jeszcze coś tutaj przyjdzie. - odpowiedziała roztrzęsiona Aya.

Przez nią i ja zaczynam się bać, pomimo iż jestem naprawdę zajebista.

- Chodźmy do środka.

Drzwi do środka nie były nawet zamknięte, jednak pomimo tego w środku panował spokój. Zero zniszczeń, zero zombie czy czegokolwiek, aż nazbyt spokojnie. Jednakże mój niepokój i tak wciąż rósł, a najgorsze jest to, że nie mogę tego kontrolować. Co tu się do cholery odpierdala?

Nie robiąc hałasu przeszukałyśmy cały budynek, piętro po piętrze i znaleźliśmy tylko jedno pomieszczenie z którego można by nadać sygnał, więc natychmiast poinstruowałam dziewczyny i wzięłyśmy się do roboty.

Od momentu w którym tutaj jesteśmy jest naprawdę inaczej, niepokój minął, a praca idzie w miarę. Tylko Kazuki co jakiś czas odchodzi od sprawdzonego sprzętu i podchodzi do okna z nadzieją na ujrzenie Mamoru. Niestety jego szansa na przeżycie jest nikła.

*Strch

I znowu to samo. Idzie pod okno.

- Mamoru!

Rozumiem, że rozpacza, ale może przestanie? Nic tym nie wskóra.

- Naprawdę?

Aya, serio? I ty żyjesz marzeniami? Ten gość nie miał szans przeżyć.

- Nie rozpaczajcie. - musiałam to powiedzieć, jednak muszą zrozumieć, że go już z nami nie ma.

- Nie rozpaczamy. Jest na dole. Idę po niego. - wyskoczyła nagle z tym tekstem Kazuki, po czym wybiegła, a Aya wróciła do pracy.

Ale jakim kurwa cudem on to przeżył, a co ciekawsze wygląda na nietkniętego. Niemożliwe, coś jest nie tak.

- Zaraz wrócę. Idę ich pogonić do pracy. - oznajmiłam dla Ayi przed wyjściem.

Niech przynajmniej ona nie wariuje.

---Perspektywa Ayi---

Mój brat żyje. Cieszę się i w ogóle, jednak chce się stąd wydostać, a stojąc przy oknie nie przyspieszę tego.

Kazuki pobiegła do niego, by wskazać mu drogę, a ja wróciłam do szukania. Po chwili jednak i Kiyo wyszła, mówiąc, że trzeba pogonić ich do pracy. Przynajmniej ona jest po mojej stronie.

“Do wszyst**** Ta wiadomoś* ** was poi***mowa* o zag*o***iu, które nie je** *** d* ko*** zna**. Ta plac**** **az z esp****i z*st*** wyb*** pr*** co* *o m*ż* ko****l*wać za**wno **ykł*** l*dz* jak i es*****. Jeś** tu jes…  ...***ajcie...

Taką wiadomość usłyszałam, jednak znając pewną sztuczkę. Byłam pewna, że jestem w stanie odkodować tą wiadomość w bardzo prosty sposób.