Rozdział 1: Zachłanny Grymuar #1

Tłumaczenie: Asmodeusz Korekta: Asmodeusz

  (Nikt się nie spodziewa diabelskiej inkwizycji! Ha! A jakoś tak postanowiłem wziąć sobie jeszcze jeden projekt, który poza drobnymi elementami, w żaden sposób nie jest związany z grami wirtualnymi. Trochę inna tematyka w ramach odsapnięcia od gejmerskiego klimatu w ZL i LMS :D Z pewnością padnie to pytanie, więc co do tempa wypuszczania rozdziałów, będzie ono różne. Przeważnie te serie rozdziałowe o takim samym tytule mają po 2-4 rozdziały, więc będę się starał wrzucać cały zestaw naraz, raz na jakiś czas. Wiem, że opis jest niezwykle obszerny xD ale to naprawdę zacny tytuł, który mnie urzekł, więc mam nadzieję, że i wam się spodoba. Od razu rzucam dwa rozdziały, a kolejne dwa wpadną później, najpóźniej z rana. Cóż, miłego czytania (^_^)/ )

„Teodor Miller.”

Mężczyzna z cieniami pod oczami wywołał imię Teodora. Jego wychudzone policzki wypychały wyżej kości policzkowe, wywołując bardziej kościste wrażenie. Gdyby był do tego kiepsko ubrany, mógłby zostać uznany za mieszkańca slumsów.

Jednakże ten mężczyzna był w rzeczywistości profesorem trzeciego stopnia i mistrzem piątego Kręgu, co czyniło go jednym z najlepszych w Akademii Bergen.

Wychudzony człowiek, Profesor Vince, przemówił biznesowym tonem: „Powinieneś wiedzieć, dlaczego cię wezwałem.”

Teodor Miller, w skrócie Teo, skinął głową, a na jego twarzy zaległ cień. Stało się tak dlatego, że nie mógł ścierpieć otworzenia ust i odpowiedzenia na pytanie. Od jakiegoś czasu był na to przygotowany, ale czuł się teraz, jakby jego serce się rozpadało, kiedy to się rzeczywiście stało.

„Twoje pisemne oceny są genialne. Zostały ci odjęte tylko trzy punkty ze wszystkich twoich przedmiotów. A nawet jeśli, to były tylko pomniejsze błędy. Oprócz ciebie nie ma nikogo, kto by mógł odpowiedzieć na te pytania, więc możesz myśleć o tym jak o perfekcyjnym wyniku.”

Chociaż nie można było potwierdzić tego publicznie, niektóre pytania na teście zostały ‘stworzone, by być błędnymi’. To była milcząca zasada akademii, więc pełny wynik nie mógł zostać tak łatwo przyznany. Niemniej jednak, Teo zostały odjęte punkty tylko za trzy pytania. Być może był to lepszy wynik niż w przypadku niektórych profesorów.

Vince podziwiał talent tego młodego człowieka, jednocześnie odczuwając smutek. Było tak z powodu faktu, że Teodorowi Millerowi brakowało talentu do zostania magiem.

„Jednakże nie możesz ukończyć studiów, ponieważ twoje praktyczne rezultaty były porażką.”

Stanowczy głos natarł mocno na plecy Teo.

Akademia miała dwa wymogi w celu ukończenia nauki: jednym było posiadanie wyniku pisemnego wynoszącego powyżej 70 punktów; drugim było stanie się mistrzem trzeciego Kręgu. Ten pierwszy nie był trudny, ale drugi warunek stanowił problem.

Dla Teo, który urodził się z niską ilością magicznej mocy i wrażliwości, ściana trzeciego Kręgu była zbyt wysoka. Mimo że zredukował ilość snu w taki sposób, by mógł ćwiczyć, nie mógł sięgnąć nawet poziomu stóp swoich kolegów z klasy. Pomimo swoich ćwiczeń, jego magia dziko by się wylała.

W rezultacie Teo nie był w stanie ukończyć nauki przez trzy lata.

„Hu… Teodorze, na którym Kręgu jesteś w tej chwili?” Zapytał z frustracją Profesor Vince.

Zadał to samo pytanie w zeszłym roku i jeszcze rok wcześniej. Jednakże odpowiedź nigdy się nie zmieniła. Teo raz jeszcze powtórzył tę samą odpowiedź: „… Drugi Krąg.”

To była straszliwa liczba.

Zazwyczaj większość studentów akademii osiągała drugi Krąg przed końcem pierwszego roku, a trzeci Krąg, kiedy wchodzili na trzeci rok. Nierzadko zdarzało się, że wyjątkowi studenci do ukończenia nauki osiągali czwarty Krąg.

Jednakże Teo pozostawał w akademii przez pięć lat i wciąż nie mógł przekroczyć ściany trzeciego Kręgu. Co więcej, to nie był jedyny problem.

„Opanowałeś magię drugiego Kręgu?”

„… Zawiodłem.” Głos Teo ucichł jeszcze bardziej.

Gdyby jedyną rzeczą, której brakowało, była tylko ilość magicznej mocy, wtedy mógłby dostarczyć ją z zewnętrznych źródeł. To było nieco kosztowne, ale gdyby wziął odczynniki stworzone z magicznej mocy, mógłby zdobyć wystarczającą moc potrzebną do trzeciego Kręgu.

Jednakże wrażliwość Teo była bliska dna, a to było niezbędne do używania magii. Brak magicznej mocy mógł zostać pokonany, ale nie istniał sposób na zwiększenie wrażliwości na manę.

Właśnie dlatego Profesor Vince zrezygnował ze sponsorowania Teo.

‘Szkoda błyskotliwości Teo, ale… z tak kiepską magiczną wrażliwością, nigdy nie przeżyje jako mag. Zużywając pięć lat i nie opanowując nawet magii drugiego Kręgu, to jest beznadziejne.’

Spojrzał w dół na Teo ze smutnym wyrazem twarzy.

Każdy inny student poddałby się wcześniej… Teo, który wiedział lepiej niż ktokolwiek inny, że nie miał talentu, próbował przez trzy lata. Tego zaangażowania nie dało się porównać do innych uczniów, którzy wyrośli niczym rośliny w szklarni.

Gdyby Teo miał zwyczajny poziom magicznej wrażliwości, wówczas pozycja naczelnego absolwenta należałaby do niego.

Jednakże rzeczywistość była dla Teo zbyt okrutna.

Profesor Vince wyciągnął z szuflady kopertę i zawahał się przez moment. To nie był pierwszy raz, ale czuł, że wraz z upływem lat ciężar tej koperty się zwiększał. To był list dawany temu, kto musiał powtarzać rok.

„To moja rola jako profesora, ale… nie mogę powstrzymać uczucia, że robię ci coś złego. Przepraszam.”

„… Nie, wszystko w porządku.”

„Przeczytaj to raz i wyrzuć. Nie powinna się różnic od tej z zeszłego roku, ale nigdy nie wiadomo.”

Teo spokojnie przyjął list.

Jego palce były na granicy drżenia, ale zdołał się temu jakoś oprzeć. To był jego trzeci list odnośnie do powtarzania roku. Otrzymanie tego raz uczyniłoby z kogoś obiekt drwin, a otrzymanie tego dwukrotnie sprawi, że ten ktoś stanie się wstydem dla swojej rodziny.

Teo był jedynym studentem Akademii Bergen, który otrzymał go trzykrotnie.

Bardziej niż cokolwiek innego, trzeci list miał osobne znaczenie. To był ostatni. Czwarty list nie istniał.

Profesor Vince nie powiedział tego, ale jeśli Teodor Miller nie ukończy studiów w następnym roku, zostanie wyrzucony. To byłby skandal tak haniebny, że lepiej by było dla niego, gdyby odszedł i obronił swój honor.

‘Czy to już nie wystarczy?’

Teo spojrzał w dół na list powtarzający pustymi oczyma.

Jego oczy, które kiedyś były pełne marzeń, pociemniały. Młodzieniec, który wstąpił do akademii, by stać się wspaniałym magiem, teraz musiał stawić czoła ponurej rzeczywistości, która sprawiła, że ugięły się pod nim kolana.

‘Mogę to zrobić w następnym roku. W następnym roku mogę je ukończyć.’ Taka nadzieja była teraz dla niego wyniszczająca, gdyż stanął nad czeluścią zrujnowania.

Teodor Miller…

Urodził się najstarszym synem zhańbionej rodziny szlacheckiej. Rodzina Miller, która niegdyś służyła panom feudalnym jako hrabiowie, została pchnięta ku upadkowi sto lat temu. Ich próby przywrócenia rodziny nie pozostawiły nic dla Teo.

Tak więc Teo zapragnął zostać magiem. W przeciwieństwie do tych, którzy od dzieciństwa przechodzili ciężki trening, dzieci ze szlacheckim tytułem były w stanie wstąpić do akademii bez większych trudności. Myślał, że był całkiem bystry, więc przekonał swoich rodziców i wszedł do środka, za próg Królewskiej Akademii.

Jednak tutaj się to kończyło. Teo chodził spać później i wstawał wcześniej niż ktokolwiek inny. Pracował entuzjastycznie na zajęciach i redukował ilość snu w celu ćwiczenia swojej many. Zamiast obwiniać ograniczone środowisko, Teo wierzył, że zostanie nagrodzony, jeśli włoży w to więcej wysiłku.

‘Czy byłem zbyt optymistyczny?’

Jego koledzy z klasy ukończyli akademię dwa lata temu, a młodsi o rok juniorzy też ją już skończyli. A teraz będą juniorzy dwa lata młodsi od niego, którzy przyjmą swoje stopnie.

Nawet nowi studenci znali jego imię. Był długoletnim osłem akademii.

Teo przynosił hańbę upadłej rodzinie Miller.

‘Gdzie to poszło źle?’

Czy to było wtedy, kiedy zawiodły zaklęcia użyte na pierwszym teście? Kiedy zdał sobie sprawę, że to nie miało sensu z jego magiczną wrażliwością? Kiedy zaakceptował swój pierwszy list dla powtarzającego kilka dni przed ceremonią rozdania dyplomów? Kiedy pomyślał, że jego wysiłki były niewystarczające po otrzymaniu dwóch listów?

A może… to było wtedy, kiedy po raz pierwszy zamarzył o zostaniu magiem.

‘Psiakrew.’

Do tej pory nigdy nie miał pretensji o własne ubóstwo. Istnieli ludzie, którzy jedli mniej niż on, i ci, którzy nie żyli w przepychu. Mimo że ich status upadł, Teo wciąż był szlachcicem i zdołał się dostać do Królewskiej Akademii.

Jednakże jego cierpliwość osiągnęła swój limit.

Magiczne odczynniki, które inni studenci pili niczym wodę? Teo zrezygnował z nich, wiedząc, że jedna buteleczka kosztowałaby dwumiesięczny budżet rodziny Miller.

Zatrudnienie innego maga jako prywatnego nauczyciela? Nie byłoby go na niego stać, nawet gdyby sprzedał posiadłość Millerów.

Oczywiście wielu studentów kończyło studia bez używania takich metod. Zwiększali swoją magiczną moc dzięki wrodzonemu talentowi i nie potrzebowali oddzielnej nauki. Bez pieniędzy czy bez talentu…

Można było ukończyć naukę, nawet jeśli brakowało im jednej z tych rzeczy. Jednakże Teodor Miller nie miał nic.

„Powinienem wracać.”

Gdy tylko profesor skinął głową na zgodę, Teo się odwrócił.

Nie był już tak pewny w kwestii dłuższego utrzymania tego chłodnego opanowania. Jego spokojna twarz była już w połowie wykrzywiona. Przynajmniej nie chciał, by profesor zobaczył coś tak okropnego.

Bang.

Drzwi zamknęły się z ostrzejszym dźwiękiem, niż kiedy tu wchodził.

Z ciężkim wyrazem twarzy, Profesor Vince spojrzał w stronę drzwi, za którymi właśnie zniknął Teo, ale wkrótce profesor opuścił wzrok z powrotem ku książce, którą czytał. Strony książki nie obracały się przez długi czas.

……

Ding!

W korytarzu można było usłyszeć głośny dzwonek. To był zegar sygnalizujący, że nastał wieczór.

Z powodu magii głośność była stała bez względu na to, gdzie się go słyszało. Studenci przebywający w dormitorium po tym czasie nie mogli opuścić szkoły, podczas gdy studenci, którzy nie pozostawali w dormitoriach, musieli ją opuścić.

Gdy Teo skierował się tępo do dormitorium, nagle przestał się poruszać.

„…Kiedy się nad tym zastanowić, nie jadłem jeszcze kolacji.”

Powinien teraz ruszyć na stołówkę?

Zastanowił się przez chwilę, zanim potrząsnął głową. W związku z informacją o powtarzaniu w jego dłoni, Teo nie miał apetytu. Powinien wrócić do dormitorium i położyć się spać? Nie, jego senność opuściła go dawno temu. Byłoby dobrze, gdyby w czasie snu nie miał koszmaru.

Ostatecznie Teo skierował kroki do tego samego miejsca co zawsze.

Było to miejsce, które rzadko miewało gości, i to było dla niego najwygodniejsze miejsce w Akademii Bergen – biblioteka.