Rozdział 29: Jestem nieco zmęczona, więc niespecjalnie chce mi się teraz jeść

Tłumaczenie: PawSzu Korekta: PitaBread

Wrzaski i krzyki żołnierzy Królestwa rozbrzmiały echem na równinach. Horda rozwścieczonego bydła zaprzęgniętego do wozów siała spustoszenie na linii frontu, gdzie walczyła dywizja Octavia.

Żołnierze radzili sobie dobrze tylko do czasu, gdy naparli tarczami na szarżujące bawoły. Wtedy, na specjalny sygnał magiczny dany przez czarodzieja, na wozach wybuchły wcześniej załadowane na nie magiczne miny. Aby zwiększyć ich destrukcyjną siłę, wozy wypełnione były także dużą ilością prochu oraz ostrych, metalowych odłamków. Te wystrzeliły we wszystkich kierunkach, okaleczając kończyny żołnierzy Królestwa lub przebijając się całkowicie przez ich ciała, dając im śmierć na miejscu.

Wciąż jednak ci, którzy zginęli od razu, mogli uważać się za szczęściarzy. Żołnierze trafieni przez metalowe odłamki wyli w agonii. Nie mieli sił do dalszej walki, ale nie mogli też zginąć. Byli w stanie jedynie wić się z bólu.

Magiczne miny zostały sprowadzone z Cesarstwa. Ich specjalnością nie było jednak zadawanie ran, czy też zabijanie. Oczywiście, posiadały one destrukcyjną siłę, ale mimo wszystko były w stanie co najwyżej powalić na ziemię kilkudziesięciu mężczyzn. Jeśli za ich pomocą chciałoby się spowodować wielkie straty w ludziach podczas bitwy, potrzebna byłaby ich wielka ilość, co równoznaczne było z wydaniem wielkiej ilości pieniędzy i przeznaczeniem siły roboczej do ich produkcji. By zmniejszyć koszty, lecz by nie stracić na tym zbyt wiele z efektywności min magicznych, Diener zamiast jak zwykle zakopać je w ziemi, zrobił z nich użytek w szturmie.

Tym, czego oczekiwano od tych wozów zaprzęganych wołami, było pokazanie wrogim żołnierzom piekła na ziemi i zniszczenie ich ducha walki – pokazanie im aż nazbyt dobrze, że nawet jeśli zatrzymają bawoły, przypłacą to życiem, a jeśli ich unikną, bawoły poszarżują głębiej w ich szeregi i przyniosą jeszcze większe zniszczenie. Ich celem było zmuszenie ich do podjęcia wyboru, w którym obie opcje były nierozważne. Przeciwko żołnierzom Królestwa, którzy posiadali niskie morale, te wozy były śmiertelnie skuteczną bronią.

W Armii Królestwa nie było żołnierzy na tyle lojalnych i odważnych, by po zobaczeniu tego koszmaru na własne oczy dobrowolnie rzucić się naprzód i robić za żywą tarczę.

W pierwszej fali na lewe skrzydło i pierwszą linie frontu zostało wysłane po dwieście takich wozów.

Linia frontu Armii Królestwa popadła w chaos, nikt już nie mógł nad nią zapanować. Ani Octavio, ani Borbon nie mieli odpowiednich zdolności dowódczych, by przegrupować spanikowanych żołnierzy. W tej sytuacji, która nadeszła jak grom z jasnego nieba, po prostu stali oniemieli. A Armia Wyzwolenia wciąż miała na podorędziu wiele więcej wozów wyładowanych śmiercionośną bronią.

     – Spokój!! Nie rozbijać formacji!! Nie możecie pozwolić tym wozom przejechać!!

     – N-Nie żartuj sobie! Myślisz, że jesteśmy samobójcami!!?

     – Odmawiasz wykonania rozkazu!!? Jeśli się przedrą, eksplodują w środku obozu! Zatrzymajcie je tutaj! Macie ograniczyć obrażenia do minimum! Nie wybaczę ucieczki!

     – Jeszcze czego!! Możesz se wsadzić taki rozkaz, ty niedorozwoju!

     – C… Co ty powie—

Żołnierze Królestwa powalili lojalnego kodeksowi wojskowemu oficera na ziemię, po czym zaczęli uciekać, ratując własne życie.

Druga fala wozów przedarła się przez przednią straż i eksplodowała wewnątrz formacji dywizji Octavia.

     – C-C-Co to jest…? Co się do cholery dzieje! Guerard, wyjaśnij!

     – Nie mam pojęcia! A-Ale w tym tempie nasza dywizja zostanie unicestwiona! Wasza Ekscelencjo, rozkazy!

Adiutant czekał na instrukcje od Octavia, ale ten był tak spanikowany, że nie było mowy, by mógł jakiekolwiek wydać.

     – Cz-Czekaj! Te bawoły pędzą prosto tutaj!! Szybko, zatrzymaj je! Spraw, by się zatrzymały!!

     – Straż, zatrzymać je!! Chronić Jego Ekscelencję!! Kto pozwolił im przedostać się tak daleko!! Co ci żołnierze na linii frontu robią!?

Straż wokół Octavia zablokowała ciągnące wozy bawoły, używając swoich własnych ciał jako tarcz. Nie ważne jaką osoba był ich dowódca, obowiązkiem straży było chronić, nawet kosztem własnego życia. Horda bawołów została zatrzymana niedaleko kwatery głównej Octavia.

Czarodziej z Armii Wyzwolenia, oglądając całe zajście przez lunetę, zachichotał i dał sygnał do detonacji.

Połowa straży znajdująca się w bezpośrednim zasięgu eksplozji zginęła natychmiast, a pozostała wiła się na ziemi z poważnymi obrażeniami na ciele.

Octavio na własne oczy ujrzał, jak wnętrzności jego strażników rozbryznęły się na wszystkie strony. Śmierć już niemal pukała do jego drzwi. Octavio poczuł głęboko zakorzeniony w duszy strach.

     – T-To jest ta nowa broń naszego przeciwnika. Muszę to zaraportować generałowi Barborze. Będzie fatalnie, jeśli natychmiast nie otrzyma ode mnie odpowiednich danych! G-Guerard, przekazuję ci dowództwo! – zakwilił Octavio, drżącymi rękami otrzepując z siebie krwawe drobiny ludzkiego mięsa.

Nie chciał tu być. Dlaczego wysoko postawiony generał jak on musiał znajdować się w sytuacji zagrożenia życia? Octavio mógł myśleć tylko o tym, by jak najszybciej opuścić to miejsce.

     – J-Jeśli Wasza Ekscelencja teraz ucieknie, nasi sojusznicy zostaną rozgromieni! Musimy się jakoś przegrupować! Błagam, proszę nie uciekać i objąć dowództwo! Tylko Wasza Ekscelencja może to zrobić!

     – Z-Zamknij się, cisza! Nigdzie nie uciekam! Zamierzam tylko bezpośrednio złożyć raport! Zaraz wrócę! Do tego czasu oddaję ci dowództwo.

     – …W-Wasza Ekscelencjo. Porzucacie nas?

     – Liczę na ciebie, Guerard! Do końca życia nie zapomnę twojej lojalności!

Octavio szybko wsiadł na konia i zbierając po drodze swoich wciąż pozostałych przy życiu strażników, skierował się do kwatery głównej Barbory. Pozostawiony sam w tym piekle Guerard pobladł jak prześcieradło.

     – … To koniec. To… beznadziejna sytuacja – wymamrotał.

Rozpacz, rozczarowanie, żal – w tych dwóch zdaniach można było znaleźć wszystkie te emocje.

Armia Królestwa, jego własna sława oraz Królestwo Yuze, to wszystko było już stracone. Szalejące bawoły ciągnące wozy były coraz bliżej. Ostatecznie - po tym jak Guerard w myślach przeklął Octavia wszystkimi oszczerstwami, które znał – nadszedł i jego czas.

Walcząca na pierwszej linii dywizja Octavia rozpierzchła się. Wieść, że dowódca uciekł, a Armia Królestwa się rozpadła, dotarła na drugą stronę pola bitwy. Diener wypuścił bawoły, które nie były zaprzęgnięte do wozów z magicznymi minami, i kazał je ponownie skierować na piechotę wroga. Żołnierze zaczęli uciekać na sam ich widok. Szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Armii Wyzwolenia.

Dywizja Borbona na lewym skrzydle znajdowała się niemal w tej samej sytuacji. Dowódca nie uciekł, ale nie był w stanie wydać efektywnych rozkazów. Nie potrafił nawet podjąć decyzji o wycofaniu się. Oto jak skończyło się zawierzenie mu dowództwa na tym skrzydle. Podoficerowie, którzy cenili swoje życie, porzucili swoją broń i zdezerterowali.

Behrouz z Armii Wyzwolenia, nie mogąc przepuścić takiej okazji, zdecydował się przejść do generalnej ofensywy. Stanął na czele armii i zniszczył wroga na lewym skrzydle w pojedynczym natarciu. Generał major Borbon uciekł na tyły z małą grupką żołnierzy, która pozostała pod jego dowództwem… lecz raczej niż „uciekł”, bardziej pasowałoby powiedzieć, że został „zaciągnięty” tam przez wlokących go za oba ramiona oficera sztabowego i jednego z jego ochroniarzy.


×××

Kwatera główna Barbory w środkowym skrzydle.

Larus, rozumiejąc naturę broni wroga, natychmiast zastosował luźną formację w celu próby ograniczenia strat do minimum.

Odnośnie szarży bawołów, kazał żołnierzom atakować ich nogi. Chociaż był to prowizoryczny plan, było to najlepsze, co mogli zrobić w tej sytuacji.

     – Rzucajcie włóczniami! Okaleczcie ich nogi! Bez pośpiechu, spokój i rzut!!

     – Włócznicy, rzut!!

Pomimo że znajdowali się oni na tyłach, żołnierze Larusa wykonali jego rozkaz i rzucili swoimi włóczniami. Kilkanaście z nich sięgnęło celu. Trafione w nogi bawoły zachwiały się i przewróciły na bok. Ich słabością była waga ciągniętych przez nie wozów. Dało się je zatrzymać napierając na nie z boku, bądź atakując ich nogi.

Za piechotą uzbrojoną w tarczę stali łucznicy, którzy ostrzeliwali wozy płonącymi strzałami. Miny nie wybuchały dopóki nie został wysłany magiczny sygnał, ale inaczej sprawa miała się z prochem. Gdy dotknął go ogień, wozy wybuchały z ogłuszającym hukiem, strzelając metalowymi odłamkami na wszystkie strony.

     – Powiedz żołnierzom na pierwszej linii, by celowali w nogi bawołów albo próbowali je przewrócić, atakując od boku! W tej sytuacji nie mamy jak inaczej sobie z nimi poradzić! Absolutnie nie zatrzymujcie ich frontalnie! Nie umierajcie na próżno! – krzyknął Larus,

     – Tak jest!

Posłaniec zasalutował i skierował się na pierwszą linię.

     – I pomyśleć, że pozwolili zwykłemu stadowi bydła przedostać się tak daleko!

„Jeśli ustawimy palisadę, albo chociaż jakiś płot obronny, to jakoś sobie poradzimy. Ale nie zdążymy na czas. Cholera, w tym tempie…”

Rozglądając się dookoła, jedynym co widział byli ranni oficerowie i żołnierze. Przednia linia była w opłakanym stanie. Co powinien zrobić w takiej sytuacji? Larus odwrócił się i szybkim krokiem skierował do kwatery głównej Barbory. Teraz, kiedy ich główne siły padły, następne do poddania się było ich dowództwo. Musieli podjąć decyzję.

Larus przypomniał sobie ostatnie słowa Sharova i zaklął w myślach.

„Feldmarszałek Sharov miał rację, nie powinniśmy zaczynać ataku. Powinniśmy byli umocnić naszą obronę i czekać na dogodną okazję. W górach taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca!”


×××

Kwatera główna.

Posłańcy biegali tam i z powrotem w pośpiechu.

Octavio, który uciekł z pola bitwy i tu przybył, gorączkowo tłumaczył się przed Barborą, na którego czole dało się już dojrzeć nabrzmiałe z wściekłości żyły.

Wszyscy obecni oficerowie rzucali w stronę Octavia pełne dezaprobaty spojrzenia. Barbora zgrzytał zębami, ledwo co powstrzymując swój gniew.

     – W-Wasza Ekscelencjo. To ta nowa broń wroga. Ma iście straszliwą moc! Nie zważając na niebezpieczeństwo, natychmiast przybyłem tu, by o tym zaraportować! Proszę, proszę to zrozumieć! Naprawdę, wcale nie uciekłem!

     – …Co więc stało się z twoimi żołnierzami? Porzuciłeś ich na pastwę losu i uciekłeś tutaj sam? I jeszcze wciąż masz czelność nazywać się dowódcą dywizji!? Wstydu nie masz!? Tytuł generała majora nic dla ciebie nie znaczy!!?

     – W-Wasza Ekscelencja się myli! Po prostu bałem się o bezpieczeństwo Waszej Ekscelencji i nie mogłem przestać się martwić—

     – Zamknij się, głupcze!! Miej choć odrobinę wstydu!!

Pięść Barbory uderzyła z impetem twarz Octavia. Mężczyzna padł na podłogę z zakrwawionym nosem.

     – …Pro-Pro-Proszę o wybaczenie…

     – I to nie wszystko! Ty draniu, dlaczego nie zaatakowałeś zgodnie z planem!? Coś ty sobie myślał, pozwalając przepaść naszej szansie na zwycięstwo!?

Barbora kopnął leżącego na ziemi Octavia. To jednak wcale nie ostudziło jego gniewu.

     – Sy… Sygnał… Nie było sygnału! To wszystko wina pułkownika Schery! Powierzenie tak ważnego zadania jakieś smarkuli od początku było złym pomysłem!

Ochrona własna była dla niego ważniejsza niż wygrana lub przegrana. Jeśli zostanie postawiony przed sądem wojennym za złamanie regulacji wojskowym, czeka na niego tylko kara śmierci. Octavio rozpaczliwie starał się wybrnąć z tej beznadziejnej sytuacji.

     – Jednostka Schery wysłała sygnał, a raporty mówią, że go bezczelnie zignorowałeś! Już ja się postaram, byś zapłacił za to swoim życiem, Octavio!!

Oczywistym było, że Barbora był u kresu swojej cierpliwości. Dobył swojego miecza i przyłożył go do szyi Octavia. Przerażony Octavio zaczął bić pokłony, uderzając głową o ziemię tak mocno, że na jego czole pojawiła się krew. Z jego ust bez przerwy wylewały się gorliwe przeprosiny.

     – …Wasza Ekscelencjo, nie mamy tyle wolnego czasu, by móc zajmować się jakimś skończonym idiotą. Uważam, że powinniśmy zaczekać z rozprawieniem się z nim do czasu, jak wszystko się skończy. Morale naszych żołnierzy, które i tak są już bardzo niskie, spadną jeszcze bardziej – zalecił Larus, który wrócił akurat w czas, by ujrzeć tę scenę.

Nigdy, nawet w żartach, nie słyszał o sytuacji, gdy w czasie trwania dokonywało się osądu nad dowódcą, któremu powierzono cały dywizjon. W ten sposób tylko marnowali drogocenny czas. No i zresztą, kto mianował tego idiotę dowódcą, a nawet dał mu całe skrzydło armii? Larus przeniósł swoje zimne spojrzenie z Octavia na Barborę.

     – …Straż, zabrać tego błazna!! Zetnę ten brudny łeb kiedy indziej!

     – W-Wasza Ekscelencjo, proszę o wybaczenie! Proszę, miejcie litość!! Wasza Ekscelencjo!!

     – Cisza! Straż, pośpieszcie się i go zabierzcie! Nie mogę znieść jego widoku!

     – …Tak jest!

Strażnicy chwycili Octavia za włosy i opuścili kwaterę główną. Płaczliwy głos Octavia powoli ucichł w oddali.

W ciszy, która zapadła, Barbora uspokoił swój oddech. Jego uszu co rusz dobiegały dalekie huki eksplozji.

     – …Generale majorze Larusie. Jak wygląda sytuacja?

     – Bitwa jest na krawędzi najgorszego możliwego scenariusza. Bardzo prawdopodobne, że przegramy. Możliwe, że nie minie nawet godzina, zanim cała armia pójdzie w rozsypkę. Będziemy walczyć do samego końca, czy się wycofujemy? Proszę wydać rozkaz, panie głównodowodzący.

     – …Gdzie, gdzie, gdzie coś poszło nie tak!! Kurwa!! Dlaczego!! Przecież jeszcze niedawno mieliśmy nad nimi absolutną przewagę!

Barbora w napadzie szału zaczął niszczyć pomieszczenie swoim mieczem. Obserwując go z beznamiętnym wyrazem twarzy, Larus wyraził swoją opinię:

     – Wciąż możemy utrzymać pozory armii. Z Płaskowyżu Carnaskiego powiewa flaga Yaldera. Nadał możemy się wycofać, to zminimalizuje straty. Wasza Ekscelencjo, proszę szybko podjąć decyzję.

     – M-Mówisz, że niby miałbym uciec? Los Królestwa zależy od tej bitwy. Rozumiesz ty to? Jeśli się wycofamy, nie będziemy w stanie—

Przegranie tej bitwy oznaczało utratę hegemoni w rejonie Kanaan, co było równoznaczne ze stratą miasta Kanaan oraz Twierdzy Roshanak. Jeśli stracą kontrolę nad doliną, droga do stolicy Królestwa stanie dla rebeliantów otworem , a wszyscy lordowie feudalni, którzy do tej pory uparcie pozostawali bezstronni, dołączą do Armii Wyzwolenia, co oznaczałoby koniec.

     – Nie ma nic więcej, co moglibyśmy zrobić. Chcecie, abyśmy wszyscy tu zginęli, czy może raczej wycofali się, przegrupowali się i spróbowali przeprowadzić jakiś odwet? Wasza Ekscelencjo, musicie zadecydować. To Wasz obowiązek, jako głównodowodzący armii.

     – …tsk.

Barbora nie mógł tego zrobić. Jeśli chciał umrzeć szlachetną śmiercią, powinien walczyć w tej bitwie do samego końca. Jednakże, od jego decyzji zależało życie dziesiątek tysięcy ludzi. Był dowódcą, więc czy poprawnym wyborem nie było uratowanie choć jednego żołnierza więcej? Jego duma wojownika, czy odpowiedzialność dowódcy? Barbora nie potrafił wybrać. Nie potrafił odpowiedzieć.

     – Jeśli nie zamierzacie nic zrobić, chciałbym dostać pozwolenie na powrót do mojej jednostki. Jeśli już mam umrzeć, chcę zakończyć życie u boku moich podwładnych. Proszę wybaczyć, ale nie jestem zainteresowany przebywaniem w towarzystwie Waszej Ekscelencji, gdy nadejdzie mój koniec – oświadczył Larus lodowatym tonem, odwracając się na pięcie.

Barbora jednak zatrzymał go z paniką w głosie:

     – … Ro-Rozumiem. Wycofujemy się. Daj rozkaz całej armii do odwrotu! Nie możemy zostać tu całkowicie zniszczeni!

     – Tak jest. Powiadomię całą armię. Wyślę także posłańca do generała Yaldera w obozie na Płaskowyżu Carnaskim.

Larus zasalutował i rozpoczął przygotowania do odwrotu. Barbora ukrył twarz w dłoniach i osunął się na podłogę. Dla tego człowieka, który przejął dowództwo nad Pierwszą Armią po śmierci Sharova, była to pierwsza, ale też zarazem największa porażka. Zupełnie go to załamało.


×××

W tym samym czasie, Płaskowyż Carnaski, obóz na wzniesieniu.

Każdy bez trudu mógł dostrzec, że Armia Królestwa znajdowała się w opłakanym stanie. Yalder i Sidamo mieli zakłopotane miny na twarzach.

Jeśli chodzi o Schere, wreszcie była w stanie zjeść satysfakcjonujący posiłek, co wprawiło ją w dobry humor. Po ostatniej akcji bardzo zgłodniała.

Dzisiejszy obiad składał się z suszonego mięsa bawołów kolońskich, które znalazła w obozie wroga. Nie miała pojęcia czemu mieli tu takie drogie frykasy, ale w sumie niewiele ją to obchodziło. Schera powoli przeżuwała mięso, rozkoszując się jego smakiem.

Im dłużej je żuła, tym lepiej smakowało. Kawalerzysta, który siedział obok niej, przyglądał się jej, nucąc pod nosem. Schera napiła się wody z bambusowej kolby, po czym zrobiła sobie kanapkę z kawałka mięsa i dwóch kromek chleba. Gdyby tylko to mięsko było świeże i leciutko zgrillowane, na pewno byłoby nieziemsko smaczne. Nie mogła jednak wybrzydzać.

Największym szczęściem było dla niej to, że mogła jeść.

     – Sidamo, myślę, że powinniśmy opuścić płaskowyż i natychmiast się wycofać. Jeśli zaatakujemy wroga teraz, zginiemy na próżno.

Yalder odłożył na bok pobożne życzenia i na spokojnie przeanalizował sytuację. Gdyby dowodził żołnierzami na przedniej linii, rzuciłby się do ataku, nawet gdyby miał to zrobić sam. Znaczenie tej bitwy było po prostu zbyt wielkie. Nie zamierzał spędzić reszty życia, dręczony wstydem po przegraniu tej bitwy.

Jednakże, teraz był dowódcą dywizji, musiał zaprowadzić żołnierzy z powrotem do stolicy Królestwa, ograniczając liczbę ofiar do całkowitego minimum. Musiał obronić stolicę.

     – Jestem tego samego zdania. Żołnierze są całkowicie wyczerpani po niedawnej bitwie. Pewnie wykończyliby nas jeszcze zanim zderzylibyśmy się z ich pierwszą linią. Posiadanie ducha walki to jedna sprawa, znanie swoich limitów to druga. W tej sytuacji powinniśmy natychmiast zmienić kurs i skierować się do Kanaan. Wciąż możemy odeprzeć pogoń.

     – …Podobna sytuacja… już się kiedyś wydarzyła. Sidamo, kiedy będziemy się wycofywać, wyślij zwiadowców do miasta Kanaan i Twierdzy Roshanak. Każ im zweryfikować, czy nadal powiewa nad nimi flaga Królestwa.

Gdy Yalder został pokonany, próbując przejąć Fortecę Salvadorską, Zamek Antigua upadł w tym samym czasie, gdy przeszedł do odwrotu. Ta sytuacja była bardzo podobna. Nie, ta sytuacja była prawdopodobnie nawet gorsza. Nie byłoby dziwne, gdyby wróg już dam doszedł.

     – Upadli już, czy może—

     – Jeśli powiemy im o naszej porażce, to oczywiste co zrobią ludzie wahający się między dwoma stronami konfliktu. Nie możemy dać się im otoczyć. Na razie się wycofajmy.

     – Pułkowniku Schero! Zmieniamy kurs! Twoja jednostka będzie robić za straż przednią. Ruszamy do Doliny Kanaan! Zrób użytek z mobilności swojego oddziału i zasiej chaos w szeregach wroga! Daj im zaznać terroru Śmierci! – wykrzyczał Sidamo rzadkim dla niego rozłoszczonym tonem.

Nieco zaskoczona tak nagłym otrzymaniem wytycznych Schera zakrztusiła się, odkaszlnęła kilka razy, po czym zasalutowała. Suszone mięso utknęło jej w gardle.

     – …Tak jest!

     – Podejmuj decyzje wedle własnego uznania.

     – Pułkowniku Schero, nie umieraj w tego typu miejscu… Spotkajmy się ponownie.

Yalder poklepał Scherę po ramieniu i odszedł dowodzić swoimi żołnierzami.

Odprowadzając wzrokiem Sidamo, który ruszył za Yalderem, Schera powiedziała do Katariny:

     – Przeszliśmy tak wiele, by zabezpieczyć to miejsce, a tu okazuje się, że wszystkie nasze wysiłki poszły na marne. Zastanawiam się po co my w ogóle walczyliśmy.

W czasie tej operacji zginął Konrad oraz wielu ważnych dla niej towarzyszy. W jej kawalerii zostało chyba z 1 500 ludzi? Ich poświęcenie, by przejąć kontrolę nad płaskowyżem zdało się na tyle, co podniesienie flagi i towarzyskie pokrzyczenie.

     – …Pani pułkownik.

     – Niech więc tak będzie. Gdy wrócimy, zabiję tego warchoła Octavio. W taki sposób, żeby naprawdę to poczuł i nigdy nie zapomniał.

     – Tak jest!

     – …Jak również, drugim razem nie wybaczę ci wysyłania mojej kawalerii gdziekolwiek bez mojego pozwolenia. Dobrze to sobie zapamiętaj.

Schera spojrzała na Katarinę spod zmrużonych powiek. Ta opuściła głowę ze wstydu, dotykając swoich okularów drżącą ręką.

     – Ta-Tak jest. Z-Zrozumiałam. Proszę o wybaczenie, pani pułkownik.

     – Nie chcę być ratowana, jeśli oznacza to śmierć moich podwładnych. Wolałabym do samego końca zostać z wami wszystkimi, moimi towarzyszami, z którymi już tak długo dzieliłam posiłki. Wy także musicie mnie uwzględnić, nie pozwolę wam zostawić mnie samą – powiedziała Schera z lekkim uśmiechem, czule klepiąc Katarinę po ramieniu.

     – … P-Pani pułkownik.

     – W porządku, w drogę. Nic z tego nie wyjdzie, jeśli nie pojedziemy na awangardę. …Kawaleria Schery zjedzie z Płaskowyżu Carnaskiego i obierze kurs na Kanaan! Stratujemy każdego, kto ośmieli się stanąć nam na drodze!!

     – Tak jest!!

     – Kawaleria Schery, ruszać się!!


×××

Legion Yaldera i Kawaleria Schery opuściły płaskowyż i ruszyły do Kanaan. Odpierając po drodze wszystkie wysłane za nimi jednostki pościgowe, z powodzeniem udało im się wycofać.

Nie ponieśli prawie żadnych ofiar, a było tak ponieważ gdy tylko żołnierze Armii Wyzwolenia dostrzegali Scherę, zaczynali odczuwać paniczny strach. Bali się jej aż do tego stopnia.

Z drugiej zaś strony pozostali żołnierze Barbory, Larusa, Octavia i Borbona byli nieustępliwie ścigani, przez co ponieśli wielkie straty. Cała ich wola walki zniknęła, żołnierze poddawali się lub dezerterowali, doprowadzając do stanu, który można było nazwać jedynie katastrofą.

Gdy wieści o porażce Królestwa dotarły do Kanaan, zgodnie z wcześniej potajemnie zawartą umową, miasto zmieniło swoją przynależność i stanęło po stronie Armii Wyzwolenia. Władze zdecydowały, że odeprą wycofującą się Armię Królestwa. Z oczywistych względów lordowie feudalni dbali tylko o swoje własne dobro. Bez zwłoki zmanipulowali strażników i wygłosili przemówienie do ludności miasta, po którym nikt już nie sprzeciwiał się ich decyzji. Tak oto Kanaan wpadło w ręce Armii Wyzwolenia.

Zdania w Twierdzy Roshanak były podzielone. Powinni pozostać lojalni Królestwu, czy tez powinni poddać się Armii Wyzwolenia?

Ostatecznie wybuchła walka, a kiedy brama została otwarta na oścież przez zwolenników kapitulacji i do środka wkroczyła Armia Wyzwolenia, stawiający opór strażnicy zostali uciszeni na zawsze.

Straciwszy tak ważny punkt strategiczny jak Dolina Kanaan, Armia Królestwa kontynuowała odwrót, kierując się w stronę stolicy. Armia, która przed bitwą liczyła sobie 150 000 ludzi, teraz została zredukowana do 40 000. Podczas samego pościgu zginęło 20 000 ludzi, a ilość dezerterów była wręcz porażająca.

Yalder, który dobrowolnie zgłosił się na ariergardę, rozłożył formację w szerz wąskiej drogi W Dolinie Kanaan i postanowił stawić opór.

Zmiażdżyli oni jednostkę Armii Wyzwolenia, która nie mogąc doczekać się sukcesu, rzuciła się na nich na ślepo, i całkowicie ją rozgromili.

     – Hahaha, tyle za nic nie wystarczy, żeby pokonać mnie, Yaldera! Potrzebowalibyście przynajmniej 100 000 ludzi, żeby coś tu wskórać! Żeby jacyś niewyrośnięci rebelianci mieli ze mną szanse, jeszcze czego! …Sidamo, wznieś je do góry! Daj im znać, że Yalder tu jest!!

     – Tak jest!

Na sygnał Yaldera Sidamo podniósł w górę flagi Trzeciej i Czwartej Armii. Dla Yaldera były one symbolem jego chwały, porażki, a także dumy z tego, że walczył i przeżył razem ze swoimi żołnierzami. Zakrwawione, umazane błotem flagi zaczęły powiewać na wietrze, pokazując się Armii Wyzwolenia w swojej pełnej krasie.

     – Tak długo, jak tu jestem, Królestwo nie przepadnie. Będę walczył do samego końca! Hahaha, Sidamo, wybacz, ale będziesz musiał mi towarzyszyć! Jeśli chcesz kogoś za to winić, wiń swoje kiepskie szczęście!!

     – Już dawno się na to przygotowałem. Ja także chciałbym prosić Waszą Ekscelencję o wybaczenie, ale muszę się trochę wtrącić. …Wysłać sygnał do zwiadowców!!

Gdy Sidamo dał rozkaz, jego żołnierze pognali na klif i ze wszystkich sił zaczęli z jego szczytu machać czerwonymi flagami.

Kilka sekund później rozległ się huk eksplozji po obu stronach doliny. A kolejnych kilka sekund później obsuwisko głazów zablokowało wąską drogę.

Znajdujący się na pierwszych liniach żołnierze Armii Wyzwolenia zaczęli się gorączkowo wycofywać, inaczej najprawdopodobniej zostaliby pogrzebani pod lawiną kamieni. Nie znali oni geografii tego obszaru zbyt dobrze. Sidamo zawczasu przestudiował tutejszą topografię i przygotowując się na najgorsze, opracował plan zatrzymania wroga.

     – Dobra robota! Ale to oznacza, że pogodziłeś się z przegraną. Zobaczysz, wyślę cię przed sąd wojskowy! – powiedział żartobliwie Yalder w przypływie dobrego humoru.

Przybierając minę niewiniątka, Sidamo odrzekł:

     – Nie mam pojęcia o czym Wasza Ekscelencja mówi. W każdym razie, w ten sposób kupiliśmy sobie trochę czasu. Powinniśmy rozlokować nasze oddziały w Fortecy Cyruskiej i Sayeh.

     – No dobra, ruszamy! To nie odwrót! Nie zapominajcie, że to jedynie zmiana pozycji! Hahaha, to wcale nie są żadne wymówki. To po prostu pusta brawura.

     – Ruszać się! Musimy wyruszyć, zanim wróg się przegrupuje!

     – Heh, Sidamo żwawy jak zwykle. Naprawdę można na nim polegać. No dobra, moi żołnierze i oficerowie, podążajcie za jego przykładem i dumnie wypnijcie pierś! Jesteśmy elitą, której udało się zająć Płaskowyż Carnaski! W drogę! Jeszcze tu wrócimy tryumfalnym pochodem!

Śmiejąc się heroicznie, Yalder zebrał swoich żołnierzy i ruszył w drogę.

Wiedział, że już wkrótce sytuacja stanie się beznadziejna, ale jako zaprawiony wojskowy, zamierzał walczyć aż do samej śmierci.

Postanowił to sobie już dawno temu. Tamtego dnia, gdy powstrzymano go przed popełnieniem samobójstwa.


×××

Barbora, Borbon i znajdujący się pod nadzorem strażników Octavio wkroczyli do stolicy. Octavio został skazany na areszt domowy do czasu, gdy jego sprawa zostanie rozpatrzona.

Oddział Yaldera zajął fortecę Sayeh, a dywizja Larusa i Kawaleria Schery ulokowali się w Fortecy Cyruskiej.

Musieli przytrzymać Armię Wyzwolenia do czasu, gdy Pierwsza Armia zostanie zreorganizowana. Próbowali pozyskać zapasy żywności z okolicznych miast, ale wszyscy lordowie feudalni stanowczo im tego odmówili.

Za sprawą działań Dienera wieść o klęsce Królestwa szybko rozeszła się wzdłuż i wszerz. Lordowie feudalni mieli silne przekonanie, że Królestwo jest już skończone.

Ani w Fortecy Cyruskiej, ani w Sayeh nie zdołano przygotować odpowiedniej ilości jedzenia, a widmo oblężenia zbliżało się do nich nieuchronnie.

Podczas ich rozłąki, Yalder mocno chwycił dłoń Schery i uśmiechając się niczym stary, niegodziwy bandyta, powiedział jej:

     – Pułkowniku Schero. Spotkajmy się ponownie w stolicy. Gdy już pokonamy rebeliantów, przybądź do mojej posiadłości. Tak jak obiecałem kilka dni temu, przygotuję na twoja część wielką ucztę. Na pewno będziesz zadowolona.

     – Zgoda, Wasza Ekscelencjo. Bez wątpienia złożę Wam wizytę.

     – Sidamo, ty też coś powiedz! Przez jakiś czas nie będziemy w stanie się spotkać!

     – …Mam ci tylko jedną rzecz do powiedzenia, pułkowniku Schero. Mówiłem to już wcześniej, ale jeśli zamierzasz zginąć, zgiń na zewnątrz. Szkolenie kawalerii jest bardzo kosztowne i pracochłonne. Śmierć kawalerii wewnątrz fortecy to czyste marnotrawco… Zrozumiałaś?

     – Pułkownik Schera rozumie doskonale.

     – Dobrze więc… do zobaczenia.

     – O bogowie, w ogóle nie potraficie wczuć się w sytuację. Cóż, w sumie to dobrze, że do samego końca pozostajecie sobą. Ahahahaha!



Schera powtarzała sobie w myślach tę rozmowę, odpoczywając w jednym z pokoi w Fortecy Cyruskiej. Była nieco zmęczona.

Jej ciało owijały zwoje bandaży. Rany po strzałach wciąż się nie zagoiły. Na polu bitwy nie było to dla niej problemem, ale teraz czuła jak dopada ją gorączka. Chciała dojść do siebie przed kolejną bitwą, dlatego też zamknęła się w pokoju i odpoczywała.

Kiedy tak leżała na łóżku w samej bieliźnie, ktoś mocno zapukał do drzwi jej pokoju.

     – Pani pułkownik, proszę wybaczyć, że przeszkadzam pani w wypoczynku.

     – …Co się dzieje? – zapytała leniwie Schera.

     – Przybyłem zaraportować pani o pewnej bardzo ważnej sprawie.

     – Zaraz się przebiorę, więc w międzyczasie powiedz mi o co chodzi, dobrze?

Wtedy kawalerzysta powiedział coś niebywale dla niej ważnego.

     – Pani ziemniaki wypuściły kiełki.

     – …Ziemniaki?

W jej zasnutym gorączką umyśle pojawiła się masa sadzeniaków. Wyobraziła sobie jak kiełki wyrastały z nich jeden za drugim i rosły wysoko, wysoko pod samo niebo jak wielkie drzewa. Kiełkami ziemniaków nie dało się zapełnić brzucha, ale kiedy już urosną, sprawa będzie wyglądała inaczej.

     – Chodzi o te ziemniaki, które pani pułkownik posadziła osobiście! Wszystkie kiełki już się pokazały!

Schera otrząsnęła się z zamyślenia, olbrzymie kiełki ziemniaków wyparowały z jej myśli.

     – Już idę. Pilnujcie pola! – zawołała Schera zeskakując z łóżka.

Bezpieczeństwo ziemniaków było sprawą najwyższej wagi. Musiała sprawdzić jak się miewają. To nie był czas na leżenie w łóżku.

     – Tak jest. Już ja dopilnuję, by kruki ich nie tknęły!

Zza drzwi dało się słyszeć cichnące kroki entuzjastycznie odchodzącego żołnierza.

Schera wstała, otworzyła okno i spojrzała w niebo. Było błękitne i czyste, bez choć jednej chmurki. Wiatr kołysał flagą Królestwa oraz flagą Kawalerii Schery.

Zaś dookoła nich okręgi zataczały kruki. Może szukały jedzenia? Nie były jednak w stanie znaleźć ani jednej kruszyny chleba.

Schera zamknęła okno. Kruki patrzyły na nią tak, jakby domagały się od niej jedzenia.

     – …

„I w końcu jestem z powrotem. Ciekawe, czy moim ostatecznym domem będzie właśnie ta forteca. Miło byłoby zjeść ziemniaki, które wyhodowało się samodzielnie.”

Dom Schery — Forteca Cyruska — była już przygotowana do bitwy. Larus starał się zdobyć więcej zapasów i umocnić obronę murów.

Przygotowywał się do prowadzenia wojny pozycyjnej, rozłożył wiele pułapek oraz pogłębił zewnętrzna fosę. Zrobił wszystko co mógł.

Po tym jak Armia Wyzwolenia zdobędzie pełną kontrolę nad Kanaan, bezzwłocznie skierują się na Fortecę Cyruską i Sayeh. Bitwa najprawdopodobniej rozpocznie się już wkrótce.

     – Zostało wiele rzeczy do zrobienia, więc musimy dać z siebie wszystko i jeszcze więcej. To jeszcze nie koniec. …Co nie, moi drodzy? Jeszcze tylko troszkę, dajmy z siebie wszystko.

Schera na króciutką chwilkę obejrzała się przez ramię i wygięła usta w lekkim uśmiechu. Następnie odwróciła się i zaczęła iść.

…lecz za nią nie było nikogo.