Rozdział 45: Kiedy kota nie ma

Tłumaczenie: Sner

Kilka dni po wydarzeniach na zamku.

Po powrocie do szkoły Reese przeprowadziła się do Diamentowego Dworu.

– M-mogę być niekompetentna, ale proszę, traktuj mnie dobrze. (Reese)

Rozumiem, że może się denerwować, bo wcześniej nie mieszkaliśmy pod jednym dachem, ale zabrzmiała, jakbyśmy byli nowożeńcami. Chociaż poznałem księżniczkę Lifell i króla, to nie wyznaliśmy sobie uczuć ani też się nie zaręczyliśmy.

Emilię zdenerwowała moja reakcja na wymruczane przez Reese słowa.

– Syriuszu-sama! Dla dziewczyny mieszkanie pod tym samym dachem to coś ważnego! (Emilia)

Cóż, nie ma szans, by Reese przejmowała się tym tak, jak ona, a raczej jest oszołomiona z powodu tego, czego nigdy wcześniej nie czuła. Jest w niezwykle wrażliwym wieku, więc pewnie nie muszę się przejmować tymi słowami. Prawdopodobnie.

– Przepraszam, przepraszam. A tak swoją drogą, kiedy będziecie się przebierać, proszę, upewnijcie się, że nikt was nie widzi. Ja też będę uważać. (Syriusz)

– Nie musisz, Syriuszu-sama. Proszę, to klucz do naszego pokoju. (Emilia)

– Po co mi go dajesz, skoro mam uniwersalny klucz? (Syriusz)

Mam go, bo jestem kimś w stylu zarządcą Diamentowego Dworu. Zatem nie ma sensu, by dawała mi ich klucz.

– To dlatego, że… zawsze będziemy czekać, gdybyś chciał się zakraść do naszego pokoju. (Emilia)

Zaczerwieniła się i uciekła, piszcząc. Jestem wdzięczny Elenie, że wiele ją nauczyła, ale tego nie musiała jej wpajać, prawda? Jest stanowczo za młoda na taką wiedzę.

Nawet nie mam ochoty robić czegoś takiego, więc grzecznie oddałem klucz.

Jak teraz moi uczniowie mieszkają ze mną pod jednym dachem, dużo łatwiej jest nam uzgodnić codzienne plany.

W szczególności Emilia ma łatwiej. Nie musi każdego ranka biec z internatu, by mnie budzić, więc może pospać nieco dłużej. Ponadto po wprowadzeniu się była w bardzo dobrym nastroju. Ukazuje nawet więcej talentu, a ostatnio nauczyła się nowego zaklęcia magii wiatru.

Również sparingi z Reusem uległy znacznej zmianie. Zacząłem atakować na różne sposoby ze wszystkich stron. W prawdziwej walce wrogowie nie zaatakują tylko od przodu, dlatego też ważne jest, by nauczył się radzić sobie ze zmyłkami i niespodziewanymi atakami.

Z kolei Reese jest w doskonałej kondycji po spotkaniu z ojcem. Początkowo martwiłem się, że czerwieni się i odwraca wzrok, gdy nasze spojrzenia się spotykały. Niedługo potem przywykła do obecnej sytuacji, a nawet stworzyła nowe zaklęcie i zawzięcie je ćwiczyła. Nastały zabawne, produktywne dni kończone radosnymi rozmawiam przy kolacji.

Dziś wstaliśmy wcześnie i zebraliśmy się na podwórku. Przeniosłem wzrok z naszych celów treningowych na uczniów.

– Dzisiaj też sobie pobiegamy. Naszym celem jest góra, ruszać. (Syriusz)

– Tak jest. (Emilia, Reese i Reus)



Od dostania się do szkoły minęły trzy lata, a my kontynuowaliśmy trening.

Kilka dni temu odbyły się egzamin wstępny oraz rozmowy kwalifikacyjne, więc do dziś nowi uczniowie powinni się już wprowadzić. Kiedy ujrzałem pierwszoklasistów z różnych ras mających na sobie nowe szaty zgromadzonych przed audytorium, poczułem nostalgię, chociaż minęły tylko trzy lata.

Mimo to nie tęsknię za najbardziej wkurzającymi rzeczami, które mają miejsce w tym okresie.

– Miło cię poznać, senpai. To nagłe, ale zmierzyłbyś się ze mną? (pierwszak 1)

– Czyż nie jesteś niekompletnym? Nie obchodzi mnie, co za tchórzliwych metod używasz, ale niekompetentni powinni być na samym dole. (pierwszak 2)

– Niekompetentny jest najsilniejszy? Tytuł najsilniejszego należy się mnie. (pierwszak 3)

…Nowi uczniowie próbują pokazać swoją siłę i chcą dominować.

Dlaczego tak mnie traktują, choć wiedzą, że jestem bezbarwny?

To przez krążące plotki, według których jestem najsilniejszą osobą w szkole. Mówi się, że walczyłem ze szlachcicem dla dobra Reese, ale nigdy nie pokazałem całej swojej siły.

Według dobrze poinformowanego podwładnego Reusa plotki pojawiły się same z siebie.

Nie pomaga, że rodzeństwo zawsze jest u mojego boku.

Emilia jest uważana za jedną z trzech najpiękniejszych dziewczyn w szkole i jest wysportowana, już nie mówiąc o jej magicznych zdolnościach. Ponadto przez jej uprzejmość i urok jest bardzo popularna wśród mężczyzn oraz kobiet, którzy nie dyskryminują zwierzoludzi i mówi się, iż jest idealna kobietą.

Z kolei Reus pokonał każdego, kto go wyzwał do walki, wliczając w tych uznawanych za najsilniejszych w swoich klasach, a teraz jest nazywany w szkole najlepszym szermierzem.

„Kim on jest, że mimo bycia bezbarwnym, ma u swego boku tę dwójkę?” …W ten sposób doszło do powstania tych plotek.

Skoro trenuję rodzeństwo, to historia była coraz bardziej ubarwiana, aż stała się całkową fikcją. To dało początek kolejnym plotkom i ostatecznie potwierdził oto, że jestem najsilniejszą osobą w szkole.

Chodzą nawet dziwne pogłoski, że będzie się na szczycie szkolnej hierarchii, jeśli się mnie pokona. Przez to w poprzednim roku przez dwa tygodnie ciągle byłem wyzywany do walki przez nowych uczniów.

W tym roku też wiele osób, które oszukały te plotki, rzuciło mi wyzwanie…

– Nie myślcie o ruszeniu anikiego, zanim mnie nie pokonacie. (Reus)

Nie trzeba wspominać, że Reus zajął się nimi w moim imieniu. Ustawił nowych uczniów na drodze, momentalnie ich zbił i na tym się skończyło.

Ci, którzy widzieli to, doszli do wniosku, że atak od przodu jest niemożliwy, więc przystąpili do ataku z zaskoczenia przy użyciu dalekosiężnej magii i broni. Jednak wszystko zostało powstrzymane Powietrznym Strzałem Emilii, a ci, którzy nim oberwali, zostali posłani do pielęgniarki.

– Każdy, kto będzie się przystawiać do Syriusza-samy, zostanie ukarany. (Emilia)

Rodzeństwo zajmowało się wszystkimi, którzy chcieli ze mną walczyć, co uwiarygodniło plotki.

Polowali na mnie też, gdy byłem sam, więc pozwalałem zaprowadzić się w ustronne miejsce, gdzie bez oporów ich lałem. Niektórzy ukrywali się w pewnej odległości od drogi, w takich przypadkach znikałem im z pola widzenia i atakowałem, gdy byli skołowani. W zupełności wystarczyło chwycić ich za gardło i cisnąć na ziemię.

„Szkoła to okrutne miejsce”… tak mi powiedział dyrektor, ale w jego głosie dało się wyczuć żal. Smucił go spadek poziomu w ostatnich latach, więc postrzegał to, jak błogosławieństwo.

Swoją drogą, Reese nic nie robiła, bo nie miała szansy interweniować.

– Dziś na kolacje jest curry, prawda? Pomogę ci. (Reese)

Przykładała się do tego, bo chciała poprawić swoje zdolności kulinarne. Robiła to za poradą jej siostry.

Cóż, pierwszaki patrzyły na nią życzliwie i lubili ją też starsi uczniowie, więc nie było problemów.

Emilia zawsze wyrażała się uprzejmie i jest powszechnie lubiana przez to, jak troszczy się o znajomych z klasy oraz rówieśników. Reus jest silny, ale nigdy się tym nie pyszni. Jest skromny i szczery, zatem łatwo się z nim socjalizować. Każdy pokonany został jego podwładnym, przez co powstała dziwna paczka. Rujnuje to mój obraz szkolnych band z poprzedniego świata.

Mimo że ludzie obawiają się mnie, jako pana tej dwójki, to nie jestem nielubiany, bo nie zrobiłem nic złego. Marek się nie zmienił i nadal jest do mnie przyjaźnie nastawiony, tym samym cieszę się spokojnym szkolnym życiem.

Jednakże można zrozumieć, że są ludzie, którzy nie myślą o mnie dobrze. To głównie szlachcice z byłej klasy Grzegorza.

Kiedy spotykam ich na korytarzu i rzucają mi gniewne spojrzenia, wytężając słuch, mogę usłyszeć, jak pomrukują „niekompetentny” i „podczłowiek”. Ten drugi termin sprawia mi wiele problemów, bo rodzeństwo nie może go ścierpieć. Za każdym razem trzymam ich za karki, by ich nie walnęli. Nie zdaliście sobie sprawy, że zaatakują was, jeśli bym ich nie powstrzymał?

Jednak cieszę się, iż tylko łypią na nas, a nie potrącają. Ogólnie nie jesteśmy nienawidzeni, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że coś się kroi.

Z pozorów w szkole nie ma problemów, ale za kulisami wrze niepokój.



– …Nie sądzisz, że ostatnio sytuacja w szkole jest jakaś dziwna? (Syriusz)

Spytałem dyrektora o sytuację w szkole, przekupując go puddingiem. Jadł go i kiwał z zadowoleniem głową.

– Ta… mimo że ciasta zawsze są wspaniałe, to miło od czasu do czasu zjeść pudding. Cieszę się, że nie znudził mi się ten smak. (Rodwell)

– Bardzo dziękuję. Swoją drogą, co do mojego pytania… (Syriusz)

– Jest tak, jak mówisz. To szlachcice dziwnie się zachowują… zwłaszcza byli uczniowie Grzegorza. Ostatnio się z tym nie kryją. (Rodwell)

– Jeszcze? Te gniewne spojrzenia za każdym razem, gdy mnie mijają, są kłopotliwe. A przecież te wydarzenia miały miejsce trzy lata temu, czy to nie wystarczająco dawno temu? (Syriusz)

Ich upokorzenie z powodu Wymiany dotyczącej Reese jest szeroko znane, ale poza walką z Alstore, nie wychylam się. To oczywiste, że po wydarzeniach z labiryntu Grzegorz dał nogę, więc dlaczego tak na mnie patrzą?

– Nie sądzę, by chodziło o wydarzenia sprzed trzech lat. Najprawdopodobniej tym razem chodzi o Emilię-kun i Reusa-kun. Ci szlachcice patrzą z góry na inne rasy i promują nadrzędność ludzi. Nie odpowiada im, że tych dwoje jest tak szanowanych. Traktują tak ciebie, bo nie tylko ich trenujesz, ale jesteś też bezbarwny. (Rodwell)

W przeszłości doszło do wielu rzeczy pomiędzy ludźmi i zwierzoludźmi, oczywiście to nadal wywołuje u niektórych silne emocje. Mimo że oficjalnie Elysion jest tolerancyjnym królestwem, wieloma szlachcicami kieruje duma i dlatego gardzą innymi rasami.

– Impuls do tego stanowił pewnie fakt, że Reus pokonał szychę, która słynie z niechęci do zwierzoludzi. Nie podoba im się jego pozycja i gdyby próbowali coś zrobić, poszłoby to kiepsko, więc mogą tylko rzucać gniewne spojrzenia. Rany, mimo że różnica między ludźmi i zwierzoludźmi to tak trywialna sprawa… (Syriusz)

W przeszłości był pewien okrutny mężczyzna, który zaproponował królowi wygnanie wszystkich zwierzoludzi z Elysion, jako sposób na zjednoczenie rasy ludzkiej. Jedyną różnicą między nimi jest ich wygląd, więc z czasem mogą nadrobić braki w zdolnościach. Ponadto na tym kontynencie nie ma kraju, który ceni zwierzoludzi i zechciałby zgłosić sprzeciw.

Oczywiście Cardeas nie zamierzał na to pozwolić. Zbadał to niesprawiedliwe traktowanie i zesłał sprawców na najdalej położone włości. Przy swoich dzieciach może zachowywać się haniebnie, ale to nie oznacza, że nie jest wspaniałym królem. Niestety dla niego w moich oczach jest tylko zaślepionym miłością rodzicem.

Może wyglądać tak, jakby dyskryminacja wobec zwierzoludzi uległa zmniejszeniu, ale całkowicie nie zniknie. Grzegorz należy do tej niewielkiej dyskryminującej grupy.

– To przez to, że Grzegorz wyróżnia się wśród osób, które dyskryminują zwierzoludzi. Sam wybierał swoich uczniów. Zebrał tych nienawidzących zwierzoludzi, przez co wielu z nich tak na ciebie patrzy. (Rodwell)

– Rozumiem. Nie sądzę, by coś zrobili, ale powiem rodzeństwu, by uważali. (Syriusz)

– Proszę, znieś to. Prawdę powiedziawszy, to tylko część moich problemów. Jak tylko Grzegorz nawiał, inny nauczyciel, choć niechętnie, zajął jego miejsce. Niestety ostatnio uczniowie stwierdzili, że nie będą brać udziału w zajęciach wraz ze zwierzoludźmi. (Rodwell)

Jak to ująć, to bardzo samolubne dzieciaki. Chciałem im powiedzieć, by nie przychodzili do szkoły, jeśli nie chcą się uczyć, ale może to zależeć od ich okoliczności. Najwyraźniej trzeba będzie zainterweniować, ale na razie lepiej trzymać się od tego z dala.

– Nie lepiej zgłosić to ich rodzicom? (Syriusz)

– Nie za wiele by to dało, to od nich nauczyli się nienawidzić zwierzoludzi. To odrażające, ale rodzice narzucają swoje poglądy dzieciom. (Rodwell)

– …Co za kłopotliwa sytuacja. (Syriusz)

Ciężko zmienić czyjeś przekonania, jeżeli zostały już zakorzenione. Chociaż sądzę, że dzieci mogą mieć zawężone horyzonty, bo wciąż są młodzi. Ich rodzice mogą być fanatykami, ale oni nie muszą.

Rodwell do pewnego stopnia odgadł moje myśli. Widząc moją minę, nabrał pewności siebie.

– Prawdę powiedziawszy, planuję pewne wydarzenie, by zmienić poglądy takich uczniów. To będzie drastyczna zmiana, ale… (Rodwell)

Nie wyjaśnił wszystkiego, jednak wyraźnie był pewien swoich metod. Jego mowa, zachowanie i wygląd sugerowały, że jest łagodny, ale Rodwell potrafił być też bezlitosny. Ukazał to, kiedy w ramach zemsty sam chciał zająć się Świeżą Krwią Smoka. Jeśli tak, jak powiedział, podejmie drastyczne środki, to sytuacja musi być naprawdę poważna.

– Przy okazji, dlaczego Grzegorz traktował jak wrogów zwierzoludzi i mnie, nie, bezbarwnych? (Syrius)

– Wolałbym o tym mówić, bo to sprawa osobista, ale… po tym wszystkim, co ci zrobił, masz prawo wiedzieć. Grzegorz od zawsze nienawidził zwierzoludzi, a do bezbarwnych zaczął czuć niechęć po tym, jak jeden z nich zabił mu ojca. (Rodwell)

– To… trauma? To nie tak, że go nie rozumiem, ale nie sądzę, by powinno się atakować kogoś tylko dlatego, że są podobni do obiektu jego nienawiści. (Syriusz)

– Masz rację. Jednak to wszystko, co wiem. Prawdę powiedziawszy, kilka dni temu potwierdzono miejsce przebywania Grzegorza. Dostałem informacje, że ukrywa się na obrzeżach pobliskiego miasta. (Rodwell)

Jego kryjówka nie została zaznaczona na żadnej z map, o których wiem, ale znam to miasto. Karetą można pokonać tę drogę w jeden dzień.

– Wreszcie? Nieroztropnie jest zostawić go tam samemu sobie, biorąc pod uwagę to, ile ma krwi na rękach. (Syriusz)

– Wiem. Stało się to za moich rządów w akademii, więc zajmę się tym osobiście. (Rodwell)

Mimo uśmiechu wygląda na nieźle wkurzonego, tak bardzo, że aż jego magiczna moc przybrała na sile. Był za to odpowiedzialny jako dyrektor i chciał osobiście wymierzyć sprawiedliwość Grzegorzowi. Dlatego też zdecydował udać się do jego kryjówki.

– Skończyłem przygotowania, więc udam się tam pojutrze. Nie będzie mnie jakiś dzień lub dwa, wezmę też ze sobą Magnę-senseia. Właściwie mam do ciebie prośbę. (Rodwell)

– Jeśli będę w stanie, to pomogę. (Syriusz)

– To nic trudnego. Proszę, przygotuj coś słodkiego, co może przetrwać dwa dni. Potem… (Rodwell)

Mimo wszystko chodzi o słodycze?

Na razie postanowiłem dać mu magiczne narzędzie przypominające lodówkę. W środku znajdowało się ciasto.



Po skończeniu zajęć i złożeniu kolejnych zamówień w Kompanii Galgan wróciliśmy do Diamentowego Dworu. Gdzie po zjedzeniu smacznej kolacji, relaksowaliśmy się w salonie.

Emilia robiła na drutach, Reese grała z Reusem w reversi, a ja rytowałem formację w magicznym kamieniu.

Wykorzystywałem do tego specjalny kamień, ale było to trudne z powodu jego niewielkiego rozmiaru. Ponadto musi jeszcze zadziałać. Próbowałem już wiele razy bez skutku. Dzisiaj również…

– …Beznadzieja. Porażka. (Syriusz)

Magiczna formacja, którą graweruję, to moje oryginalne zaklęcie, Połączenie, jednak i tak nie udaje mi się. Mógłbym to użyć, ale ma poważną wadę. Ile magicznych kamieni zużyłem do tej pory? Mam nieco kasy, jednak po zakupie tych kamieni, moje oszczędności zostały znacznie uszczuplone.

Kiedy zwiesiłem ramiona, uczniowie przerwali to, co robili i zbliżyli się do mnie.

– Proszę, nie zniechęcaj się, Syriuszu-sama. Może dla odmiany byś się czegoś napił? (Emilia)

– Ach, poproszę. Mimo wszystko tworzenie nowej formacji jest trudne. (Syriusz)

– Nie tylko to! Jeśli ci się uda, to zapiszesz się na kartach historii. (Reese)

– Jeśli to aniki, to będzie dobrze! Uderzenie było niesamowite, co robisz tym razem? (Reus)

– To Połączenie. Jak dotąd tylko moje słowa są transmitowane, jednak jeśli właściwie się je użyje, to i ja was usłyszę. (Syriusz)

– Naprawdę?! (Emilia)

Wykrzyknęła Emilia, która wróciła po wzięciu soku pomarańczowego. Bezdźwięcznie postawiła kubek i wpatrywała się w trzymany przeze mnie magiczny kamień.

– Syriuszu-sama! Dzięki temu mój głos może cię dosięgnąć niezależnie od tego, gdzie będę, prawda? (Emilia)

– Ach… tak, dokładnie. Można tego użyć, ale ma poważny defekt… (Syriusz)

– Jeśli nie jest to niebezpieczne, to mógłbyś mi to użyczyć? (Emilia)

Widząc jej podekscytowanie, instynktownie wręczyłem jej magiczny kamień. Z radością przycisnęła go do piersi i gdy tylko usłyszała, jak go używać, pognała do swojego pokoju.

Swoją drogą, wystarczy tylko mówić do kamienia, wtłaczając przy tym w niego manę. Chcę zrobić tak, by działał dzięki swojej własnej manie, bez potrzeby ciągłego ładowania, jednak nie uzyskałem jeszcze zadawalających wyników. W każdym razie poprawianie skończone.

To wadliwy produkt, ale nadaje się do testu. Zaczekałem, aż dotrze do swojego pokoju i użyłem Połączenia.

Emilia, słyszysz mnie? (Syriusz)

[…? Ach, tak. Słyszę cię, Syriuszu-sama!] (Emilia)

– ? (Reus)

– Ech? (Reese)

Szybko, powiedz coś. (Syriusz)

[Tak, Syriuszu-sama! Śpiąc dzisiaj w twoim łóżku…] (Emilia)

Połączenie zostało przerwane w połowie wyznania.

Kiedy spojrzałem w bok, ujrzałem jak, Reus przechyla w bok głowę, a Reese nieco się czerwieni. Krótko mówiąc, tak to jest.

– Aniki, dlaczego słyszę nee-chan? (Reus)

– Ja też? Jednak Emilia jest odważna. Ciekawe… czy mi tego potrzeba? (Reese)

– Tak naprawdę chciałem zaprojektować to tak, by wiadomość dotarła tylko do odbiorcy. Defekt polega na tym, że również pobliskie osoby mogą ją usłyszeć. (Syriusz)

Obecnie działa bardziej, jak głośnik. Choć zależnie od sytuacji może się to przydać, to obecnie jest bezużyteczne.

Transmisja została przerwana, więc udaliśmy się do pokoju dziewczyn i weszliśmy po otrzymaniu pozwolenia Reese.

– …Chcę to… (Emilia)

Zmęczona z powodu wyczerpania many Emilia leżała na łóżku w dziwnej pozycji.

Bezwiednie powiedziała coś dziwnego, to nic niezwykłego przy takiej konsumpcji many. Zasięg kamienia kończy się na ogrodzie, ale mimo tego i treningu Emilii w redukcji zużycia many, to pozostało jej niewiele magicznej mocy.

Nadal nie nadaje się to do powszechnego użytku, dowód na to znajduje się przed moimi oczami. Pojmuję tego przyczynę, ale jak dla mnie to kolejna porażka.

– W porządku, Emilia. No dalej, ułóż się wygodnie. (Syriusz)

– Auu… Syriuszu-sama… (Emilia)

Zabrałem magiczny kamień, a gdy Emilia się obudziła, położyłem jej głowę na swoich kolanach. To nagroda za wzięcie udziału w eksperymencie.

Czyżby nawet na wpół przytomna zdała sobie sprawę, że leży na moich kolanach? Macha ogonem… Może zostanę tak przez chwilę.

– Jak miło, Emilia. Syriuszu-san, proszę, pozwól mi też sobie pomóc. (Reese)

– Ja jestem następny, aniki. Przywykłem do mdlenia! (Reus)

– To nie służy do tracenia świadomości, wiecie? (Syriusz)

Mimo że nowo wyrysowana magiczna formacja nie jest wystarczająco dobra, to nawet dziś robimy wszystko w swoim tempie.



Od tamtego czasu minęły dwa dni. Dyrektor wyruszył czesnym rankiem z Magną-senseiem. Oficjalnie udali się sprawdzić nowe pole treningowe, oczywiście biorąc pod uwagę naturę misji, trzeba było to zataić.

Nie mniej jednak w szkole nie doszło do większych zmian, bo uczniowie rzadko mieli do czynienia z dyrektorem.

Co do naszej klasy, to przyszedł do nas nauczyciel na zastępstwo, ale nic poza tym.

– Zaawansowany poziom magii wiatru jest znacznie silniejszy niż poprzedni. Może nawet zmienić przebieg wojny… (nauczyciel)

Nieprzytomnie gapiłem się na nauczyciela mówiącego o zaawansowanym poziomie magii każdego z atrybutów, a wtedy usłyszałem coś na korytarzu. Nie są głośne, ale wyraźnie słyszę odgłosy wielu kroków. Spojrzałem w bok i spostrzegłem, że rodzeństwo też coś zauważyło, bo ich uszy i nosy drgały.

– Akiki… coś jest nie tak. (Reus)

– Też tak sądzę. Czuje jakiś nieznany zapach, ale… jest bardzo nieprzyjemny. (Emilia)

– Nie zapominajcie tego uczucia, a jeśli do czegoś dojdzie, to nie ruszajcie od razu. Poczekajcie na okazję. (Syriusz)

Wytężyłem słuch i sprawdziłem szkołę Wyszukiwaniem… otrzymałem więcej reakcji niż normalnie, czyli jest tu więcej osób niż zwykle. Wykryłem, że ludzie biegają nie tylko po korytarzach, ale też w salach, a w niektórych doszło do walki.

Zbliżało się do nas parę reakcji.

– Ruchy! (???)

Tutejsze sale mają tylko jedne drzwi. Przez wejście do klasy wbiegło paru mężczyzn. Nauczyciel, który wykrył, co się dzieje, zaczął inkantować zaklęcie, ale…

– Za wolno! (???)

Jeden z mężczyzn zbliżył się szybko do nauczyciela i przyłożył mu nóż do gardła, blokując mu tym samym możliwość ruchu. Nawet wytrawny mag nic nie zrobi, jeśli uniemożliwi się mu inkantowanie. Ci intruzi umieją sobie poradzić z czarodziejami.

Mają na sobie stroje poszukiwaczy przygód i są uzbrojeni w noże oraz miecze. Najpierw ograniczyli nauczycielowi możliwości ruchu, a potem unieruchomili uczniów w pierwszych rzędach, upewniając się, że nikt nie będzie się mógł swobodnie poruszać. Jeśli ktoś wykonałby nieostrożny ruch, to wszyscy w pomieszczeniu znaleźliby się w niebezpieczeństwie.

To coś, z czym jestem dobrze zaznajomiony, dobrze myślałem, iż nie są to zwykli poszukiwacze przygód. Bazując na sposobie ich poruszania się i wyglądzie, zaryzykowałem stwierdzenie, że to najemnicy. Do tego uzdolnieni.

Kiedy nastała cisza i wszyscy stali nieruchomo, do klasy wszedł kolejny mężczyzna i stanął na katedrze. Był przystojniakiem ubranym w ekstrawaganckie ciuchy, to nie poszukiwacz przygód, a szlachcic.

– Doceniłbym, jeśli byście się nie ruszali. Jeśli coś zrobicie, to wasz nauczyciel będzie trupem, a następny będzie ktoś z was. (szlachcic)

Na te słowa uczniowie, którzy próbowali inkantować zaklęcia, umilkli i usiedli, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa, w jakim się znaleźli. W tym samym czasie intruzi zaczęli rozchodzić się po klasie. Łącznie ze szlachcicem było ich sześciu.

– Pozwólcie, że oświecę tych z was, którzy nie wiedzą, co się dzieje. Szkoła została przejęta przez naszego przywódcę, Grzegorza-dono. (szlachcic)

Słysząc to imię, uczniowie zaczęli szeptać między sobą na temat zajęcia szkoły. Szlachcic był wyraźnie wkurzony tym zamieszaniem, ale zanim doszło do czegokolwiek, Marek stanął przed całą klasą i powiedział na tyle głośno, by wszyscy go usłyszeli.

– Uspokójcie się wszyscy. Sir, nie możemy powstrzymać się przed robieniem zamieszania, bo nic nie wiemy o tej sytuacji. Zatem proszę, wyjaśnij nam to. (Marek)

– Mimo wszystko wśród was jest jakiś opanowany dzieciak. Jednak nienawidzę takich bachorów. (szlachcic)

– Czuję się zaszczycony, że zostałem tak nazwanym przez intruza. (Marek)

– Cheh. W każdym razie reszta klas też została zajęta. Zaprzestańcie bezsensownego oporu, a ty siadaj. (szlachcic)

Szlachcic prychnięciem wyraził swoje niezadowolenie i powiedział Markowi, by usiadł. Ten jednak odwrócił się w stronę szlachcica. Jak można się spodziewać po dumnym szlachcicu, bez wzdrygnięcia wygłosił własną opinię w takiej sytuacji.

– Przestań żartować! Sądzisz, że przejęcie szkoły ujdzie wam płazem?! To zdrada kraju! (Marek)

– To rewolucja, nie zdrada! Kiedy okupacja szkoły dobiegnie końca, przyjdzie pora na stolice. Ta, to tylko początek naszej szlachetnej sprawy. (szlachcic)

To bezsensowne.

Jest ślepy na każdą prawdę, poza tym, w co wierzy. Ten szlachcic jest przekonany, iż jego czyny są słuszne. Przypomina fanatyka religijnego, tak oddanego swojej wierze, że aż akceptuje w niej wszystko i odrzuca wszystko inne. Taki przeciwnik jest kłopotliwy.

Upojony swymi wierzeniami szlachcic uniósł ręce i kontynuował przemowę, jakby był z tego dumny.

– Grzegorz-dono odrzuca głupich zwierzoludzi i zaproponował zrobienie z Elysion raju dla ludzi. Będziecie świadkami tego wspaniałego przedsięwzięcia. Powinniście czuć się zaszczyceni! (szlachcic)

Słuchanie jego przemowy zepsuło mi humor.

Głupi zwierzoludzie? Raj dla ludzi? Ta głupota przekroczyła granice. Nie ważne jak się na to spojrzy, to oni są tymi głupimi. Coś takiego, jak pozbycie się zwierzoludzi i stworzenie raju dla ludzi jest niemożliwe. Nawet jeśli spróbują to zrobić, to i tak zaraz poniosą porażkę.

Mówi, że nie lubi dzieci, ale to on mimo swojego wieku jest dziecinny.

– Kiedy nadejdzie pora, wydam wam kolejne instrukcje. Dopóki to nie nastąpi, siedźcie spokojnie, a wszystko będzie dobrze! (szlachcic)

Rozejrzał się po klasie, usiadł na krześle i rękawem wytarł pot. Uczniowie oraz nauczyciel zostali związani i posadzeni na podłodze, a najemnicy ich obserwowali.

Mimo że nie mogę się swobodnie poruszać, to potwierdzałem pozycję wrogów przez Wyszukiwanie.

Wcześniej usłyszałem o tej rewolucji od Zacka z Kompanii Galgan.

Przewrót, czy nie, dla mnie to tylko egoizm i nie sądzę, by przejmując szkołę, zyskali kontrolę nad zamkiem.

Jednak jak się nad tym zastanowić, to czy nie przetrzymują dzieci szlachciców?

Mimo to atak na szkołę, gdzie jest sporo uczniów, wiąże się z ryzykiem. Obecnie najemnicy nieźle sobie radzą, ale mimo swego wieku uczniowie są dobrzy w magii. Jeśli któraś ze stron popełni jakiś błąd, to sytuacja łatwo przerodzi się w konflikt.

Wprowadzają to w życie, gdy dyrektora tu nie ma? Czyli informacja, że Grzegorz ukrywa się w pobliskim mięście, musiała być fałszywa.

Dobrze jest zaatakować, gdy tak silnej osoby tu nie ma. Najwyraźniej nie była to przypadkowa decyzja, a zbrodnia z premedytacją. W przeciwieństwie do działań głupich szlachciców, których spotkałem do tej pory, tu widać wpływy Grzegorza. Nie mogę być nieostrożny.

Zatem, co powinienem zrobić, jak już zbiorę dostatecznie dużo informacji?

Nie wygląda, by ten szlachcic miał jakąś użyteczną wiedzę… więc może powinienem coś zrobić?

– Emilia, Reus. (Syriusz)

Zakryłem usta tak, by usłyszało mnie tylko rodzeństwo, a oni spojrzeli na mnie.

Pod biurkiem pokazałem im ich cele, na potwierdzenie dotknęli ogonów.

…Powiedział, by nie stawiać bezsensownego oporu, ale nie mówił nic o skutecznym, prawda?

Wstałem powoli.